Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (32 pkt.)
  • 2 .Lechia Gdańsk (30 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (29 pkt.)
  • 4 .Radomiak (28 pkt.)
  • 5 .Raków Częstochowa (26 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (21 pkt.)
  • 7 .Piast Gliwice (21 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (21 pkt.)

Tureckie przypadki Marcina Kusia

Marcin Kuś nie uważa się za obieżyświata, chociaż w trakcie kariery piłkarskiej zwiedził Anglię, Rosję i Turcję, a także kilka polskich miast.Teraz zakotwiczył w Zabrzu, gdzie podpisał krótkoterminowy kontrakt z Górnikiem. Od niego samego zależy to, czy zostanie pełnowartościowym graczem klubu 14-krotnego mistrza Polski, czy też jego przygoda w Zabrzu zakończy się po 3 miesiącach.

Ostatnio Kuś był graczem Istanbul Buyukşehir Belediyespor, klubu tureckiej Superligi, którego nazwa powoduje u Polaków zgrzytanie zębów... Zawodnik świetnie wymawia tę arcytrudną nazwę, jednak znacznie mniejszy entuzjazm powodują u niego wspomnienia z ostatniego sezonu. Nowy szkoleniowiec odstawił go od składu, ponadto Turcy przestali mu płacić.

Jak doszło do tego, że wylądowałeś w Stambule? Turcja to niełatwy kawałek chleba dla polskiego piłkarza.

- Mój menedżer, Jarek Kołakowski wiedział, że turecki klub poszukuje prawego obrońcy. Wpadłem w oko trenerowi i pojechałem tam grać. Początkowo byłem ważnym ogniwem zespołu, grałem w podstawowym składzie. Turcy byli ze mnie zadowoleni, zarówno z postawy boiskowej, jak i poza nim.

Reklama

Trudno było opanować język turecki?

- Na początku była tłumaczka, potem operowałem angielskim. Następnie razem z żoną uczyliśmy się na kursie tureckiego. Jakoś sobie radziłem.

Trafiłeś do klubu znacznie mniej znanego, niż stołeczne potęgi, takie jak Galatasaray, Besiktas czy Fenerbahce. Mniej rozpoznawalna marka, mniejsze z pewnością pieniądze...

- To młody klub, który powstał w 1990 roku. Oni odłączyli się od Istanbulsporu. Dwa lata temu doszło do poważnych zmian w klubie, pojawił się nowy prezes i można powiedzieć, że były to zmiany na gorsze. Wcześniej byliśmy jedną, wielką rodziną. W klubie zatrudniono też nowego trenera i wyniki były coraz gorsze. Doszło także do zmian w drużynie. Nowy trener pozbył się wszystkich obcokrajowców, którzy grali w bramce i obronie. W ich miejsce zatrudnił tureckich graczy. Te zmiany dotknęły także i mnie Straciłem miejsce w zespole, przestałem grać w pierwszym składzie.

Jak wspominasz Turcję, kraj przyjazny dla turystów, ale niekoniecznie już dla zagranicznych piłkarzy? Chyba, że jest się światową gwiazdą jak chociażby Didier Drogba.

- Na początku było lekkie przerażenie, ale potem - po badaniach medycznych, testach - zacząłem się oswajać z Turcją. Poznaliśmy Polonię turecką, mieliśmy spor znajomych. W Stambule jest dużo mieszanych małżeństw, Polki często wychodziły za Turków. Stambuł, Ankara, Izmir to fajne, europejskie miasta. Gorzej na prowincji.

Jakie doświadczenia miałeś z kontaktów z tureckimi kibicami? Większych fanatyków trudno uświadczyć...

- W moim wypadku można mówić o spokoju. Ale jak graliśmy mecze z potęgami ze Stambułu, czyli Besiktasem, Galatą czy Besiktasem to emocji nie brakowało. Jak pojawiałem się w sklepie, w mojej dzielnicy to obcy ludzie mnie rozpoznawali, zaczepiali z ciekawością, pytali o mecz. Zainteresowanie derbami było ogromne.

W Polsce panuje opinia, że liga turecka jest trochę niedoceniana...

- A nie jest łatwo się tam dostać. Menedżer musi wykonać dużą pracę, żeby zainteresować tamtejsze kluby zawodnikiem z Polski. Turcy wiele razy oglądali mnie na żywo, filmowali moje występy i dopiero po jakimś czasie podjęli decyzję. A potem musiałem ostro walczyć na treningach, żeby się przebić do składu. Wychodząc z szatni na trening trzeba było pamiętać o ochraniaczach, bo jeden drugiego nie oszczędzał. Nikt niczego mi nie dał za ładne oczy. I mogę się pochwalić, że przez dłuższy czas udawało mi się grać. Dopiero po zmianie trenera wypadłem z obiegu.

Czy miałeś wówczas kontakt z pierwszym zespołem, czy też trenowałeś indywidualnie?

- Piłkarze, którzy zostali skreśleni z kadry, mieli swojego trenera. Przychodził do nas, doglądał, wszystko odbywało się w cywilizowanych warunkach. Jednak to nie były normalne zajęcia. Raz było nas czterech, innym razem ćwiczyłem sam. Brakowało mi kontaktu z pierwszym zespołem.

Czy po powrocie z Turcji jest coś za czym cały czas tęsknisz?

- Na pewno nie będzie mi brakowało nawoływania imama do modlitwy w meczecie. Mieliśmy jednak z żoną swoje ulubione miejsca i restauracje. Bardzo odpowiadał nam turecki klimat. W ogóle byliśmy pozytywnie zaskoczeni. Wyjeżdżaliśmy pełni obaw, a teraz będziemy tam z radością wracali, żeby odwiedzić znajomych. Ale powrót do gry w lidze tureckiej już nie wchodzi w rachubę. Córka jest w wieku szkolnym i to jest przeszkodą. Mała tęskni za Turcją, ale edukację trzeba potraktować poważnie.

Kibiców zabrzańskiego klubu, którzy chcieliby przeczytać cały wywiad z Marcinem Kusiem odsyłamy do najbliższego Magazynu "Górnik" który już wkrótce pojawi się w kioskach aglomeracji śląskiej, a także w Sklepie Kibica na stadionie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje