Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (18 pkt.)
  • 2 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (13 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (13 pkt.)
  • 5 .Zagłębie Lubin (12 pkt.)
  • 6 .Raków Częstochowa (11 pkt.)
  • 7 .Wisła Kraków (11 pkt.)
  • 8 .Wisła Płock (10 pkt.)

Pomocnik Górnika Zabrze dla Interii: Z Lechem celem tylko zwycięstwo

O grze na Roosevelta, o Lukasie Podolskim, o współpracy z Janem Urbanem, o Lechu - opowiada Robert Dadok, nowy piłkarz Górnika Zabrze

Robert Dadok ma 24 lata. Urodził się w Cieszynie, jego pierwszym klubem było Tempo Puńców, które obecnie gra w beskidzkiej okręgówce. W ekstraklasie zadebiutował w zeszłym sezonie w barwach Stali Mielec. Sprowadzonemu teraz do Górnika pomocnikowi trener Jan Urban dał możliwość rozegrania całego meczu w debiucie przeciw Pogoni.

Rozmawiamy przed meczem z Lechem, który odbędzie się na Roosevelta w piątek, o godz.20.30.

Paweł Czado, Interia: Jakie wrażenia po meczu w Szczecinie?

Robert Dadok: - Nie ukrywam, że są... słodko-gorzkie. Jestem zadowolony z faktu, ż trenerzy widzą mnie w pierwszym składzie, że rozegrałem pełne 90 minut. Nie jestem za to zadowolony z przebiegu tego spotkania - zarówno jeśli chodzi o wynik (skończyło się 0-2, przyp. aut.) jak i poszczególne momenty w których byliśmy trochę słabsi od Pogoni. W tym momencie to mocna drużyna.

Reklama

Czuliście wobec nich zbyt duży respekt?

- Nie powiedziałbym. Wyszliśmy z dobrym nastawieniem choć widać było, że brakuje spokoju w niektórych zagraniach. Przez to nie mogliśmy złapać płynności gry. To ważne, bo są momenty kiedy to my musimy utrzymywać się przy piłce, mimo że w defensywie było dużo pracy.  

Pozycja na której pan gra w Górniku panu odpowiada?

- Tak, jestem pomocnikiem i takie mam miejsce w tej drużynie. Zawsze grałem na bokach - lewe, prawe skrzydło... To dla mnie supermiejsce na boisku.

Kiedyś podkreślał pan, że chciał się wyrwać do większego klubu? Czy Górnik Zabrze jest miejscem gdzie można spełniać marzenia?

- Oooo, to na pewno! Myślę, że jestem w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu.

Dlaczego?

- Wcześniej musiałem się przebijać a teraz uważam, że dorosłem do tego żeby być w takim klubie. Wierzę, że będę mógł dać Górnikowi co mam najlepsze a i ja będąc na Roosevelta na pewno się rozwinę. Kiedyś gdy byłem jeszcze juniorem Mieszka Cieszyn rozmawiałem m.n. o Górniku z Irkiem Jeleniem, który przecież tu grał. Dostałem wiele wskazówek. 

Nie sposób nie spytać o Lukasa Podolskiego. Jakie są pańskie wrażenia z kontaktów z nim w Zabrzu?

- Na pewno widać u niego ogromną jakość piłkarską. Można to dojrzeć na każdym treningu w przeróżnych aspektach. Ma mnóstwo spokoju przy piłce, świetnie porusza się między strefami, mnóstwo widzi. To się rzuca w oczy od razu.

A jak w szatni? Odczuwał pan nieśmiałość?

- Z początku wiadomo jak było. Nie mogło być tak, że się pierwszemu podchodziło i mówiło "Cześć Łukasz". Oczywiście przywitanie wyglądało normalnie, ale wiadomo, że podczas pierwszych rozmów czekasz bardziej co "Poldi" powie a nie wychodzisz przed szereg i swoje opowiadasz... Pierwsze dwa, trzy dni przyglądałem się z boku, chciałem się przekonać jakim jest gościem. Myślę, że wszystko jest OK.  

Nie można powiedzieć, że gwiazdorzy?

- Absolutnie! To bezpośredni, normalny facet. Można pogadać, można się o różne sprawy dopytać. To nie jest typ gościa, który wchodzi do szatni i z nikim nie gada. Czasem w szatni pośmieszkuje, jest swobodny. My przy nim już też jesteśmy bardziej swobodni niż przez pierwsze dwa-trzy dni. 

A Jan Urban? Jak ocenia pan współpracę z nim jako fachowcem?

- Trener mówi nam czego oczekuje, rozmawia z nami indywidualnie, po treningach jakieś wskazówki daje każdemu. Grał w piłkę na najwyższym poziomie więc wie jak z nami rozmawiać. Zna doskonale szatnię więc ma tę swobodę rozmowy. Kontakt z nami ma dobry.

Co pan myśli o meczu z Lechem? Na obu drużynach ciąży presja, oba miasta wiele oczekują. 

- Staram się o presji nie myśleć. Wiadomo, że każdy zawodnik chce dobrze zagrać i się pokazać. Grając w takim klubie jak Górnik człowiek sam siebie motywuje. A jeśli na trybunach jest kilkanaście tysięcy ludzi to jest już wystarczająca motywacja. Ja mam tak, że lepiej emocje odsunąć na bok. Tak żeby nie wzięły górę, bo wtedy można się spalić. Ja lubię wyciszyć się dwa dni przed meczem, mam swoje własne małe rytuały (uśmiech) A mecz z Lechem? Wiadomo, że oni są mocni w ofensywie, choć wiemy, że też ma swoje problemy. Cel jest tylko jeden: zwycięstwo i trzy punkty.

Rozmawiał: Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje