Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (41 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (37 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (35 pkt.)
  • 4 .Radomiak (35 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 6 .Wisła Płock (29 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (28 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (28 pkt.)

Jacek Wiśniewski: Nie mam uprzedzeń do Legii, ale syn jest już gotowy na wyjazd z Polski

Obrońca Górnika Zabrze - Przemysław Wiśniewski, w najbliższych dniach musi podjąć jedną z najważniejszych decyzji w karierze. W czerwcu kończy się jego kontrakt i już teraz może podpisać umowę z nowym klubem. O jego przyszłości rozmawiamy z ojcem piłkarza - Jackiem Wiśniewskim, który jeszcze nie tak dawno temu był ulubieńcem kibiców z Zabrza.

Artur Szczepanik: Puścisz syna do Legii Warszawa?

Jacek Wiśniewski: - Z moich ust nie padną żadne tego typu stwierdzenia. Kibicowsko wiadomo kim jestem - chłopakiem z ulicy, który pokopał trochę piłkę i kibicuje Górnikowi Zabrze. To się nie zmieniło i nie zmieni. Legia to wielokrotny mistrz Polski i to miłe wyróżnienie, że interesuje się Przemkiem. Osobiście uważam jednak, że syn jest już gotowy na to, żeby podnieść tę rękawice i wyjechać z Polski. Na razie jednak jest piłkarzem Górnika, z którym ma kontrakt do czerwca i z którym wyjechał na obóz do Turcji. Co się wydarzy czas zweryfikuje.

Reklama

Czyli jest możliwy taki wariant, że Przemek zostaje do końca sezonu w Zabrzu?

- Wiadomo, że jeśli Górnik chce coś zarobić, to powinien go puścić zimą. Syn może już podpisać kontrakt od lipca z kim chce. Jeśli będą oferty to klub zadecyduje co robić. Wszystko jest do dogadania. Przemek ma dobrego menedżera Daniela Webera, który na pewno dobrze pokieruje jego karierą. Syn jest dorosły i sam zadecyduje o swoim życiu. Ja jedynie mogę mu coś podpowiedzieć. 

Syn już sportowo przerósł ojca?

- Myślę, że Przemek jest ode mnie lepsze piłkarsko. Jest też dużo szybszy. Czy daje lepsze "pasy", to możemy się pokłócić. Ale głową tak dobrze, jak tatuś to grać nigdy nie będzie!

A charakterologicznie jesteście do siebie podobni?

- Raczej nie bardzo. Przemek nie szuka problemów na boisku i poza nim, tak jak ja kiedyś. Jest spokojniejszy. Dobrze się prowadzi, co oczywiście nie znaczy, że ja się źle prowadziłem! Myślę, że może wejść na poziom reprezentacyjny. Jeśli dostanie taką szansę, to jestem pewien, że ją wykorzysta. Zresztą nie tylko ja. Słucham sobie różnych ekspertów na Tik-tokach i tych od piłki i od MMA. Czasami to gadają takie rzeczy, że mnie głowa boli. Czas sobie tylko tymi Tik-tokami zajmuję.

Czy syn miał łatwiej ze względu na Twoją dawną sławę?

- Uważaj, bo chce podkreślić to wyraźnie - Przemysław Wiśniewski nigdy nie pojechał na plecach ojca! Sam zapracował na swoją pozycję i swoje nazwisko grą i latami treningów. Jest to bardzo pracowity chłopak. Nikt nie ma prawa mówić, że grał w Górniku, bo od małego znał go trener Marcin Brosz. Albo, że gra u Janka Urbana, bo ojciec też z nim grał w Górniku. Wiesz o co chodzi? Jeśli ktoś tak mówi, to jest to dla mnie bardzo słabe. A słyszałem to często, jak zaczynał grać w seniorach. Ciągle słyszałem - "a to jest syn Jacka Wiśniewskiego". Tak mówili, a ja bym wolał, żeby było tak - "tak gra Przemysław Wiśniewski", bo syn już zapracował na własne nazwisko.

Ale w sensie prywatno-towarzyskim to w klubie miał na pewno łatwiej, skoro wszyscy znali tam jego ojca.

- Wręcz przeciwnie. Miał trudniej. Ani Brosz, ani Urban towarzysko ze swoimi piłkarzami się nie spotykają. Nie mają na to czasu. Synowie piłkarzy nie mają lekko, na co jest wiele przykładów. Taki Darek Dźwigała, którego syn Adaś też był w Górniku i też musiał słuchać, że jest synem swojego ojca.

Przemek od dziecka był skazany na piłkę?

- Tylko i wyłącznie. Zarówno on jak i młodszy syn Mateusz żyli piłką od rana do nocy. Jak Przemek kiedyś dostał od Darka Dźwigały korki "Nike’a" to nie zdejmował ich cały dzień. Jeździł w nich na rowerze, albo biegał po centrum M1, jak z żoną zabieraliśmy go na zakupy. Zdejmował je dopiero do snu. 

Mateusz też gra w piłkę?

- Już nie. Trenował tam gdzie Przemek - w Stadionie Śląskim u trenera Roberta Picuły. Nie poszło mu jednak tak dobrze, jak bratu, choć uważam, że technicznie był świetny. Wybrał jednak boks i w wadze do 80 kg był nawet mistrzem Śląska kadetów. Też poszedł więc w moje ślady. Potem zrezygnował ze sportu. Miał 18 lat i był dorosły, więc do niczego się nie wtrącałem. Teraz pracuje. Ma dziewczynę Patrycję. W maju będzie wesele. I zdradzę, że już niedługo będę dziadziem Wiśnia!

Jeśli Przemek zdecyduje się na klub zagraniczny, to sobie poradzi?

- Na pewno. Najważniejsze jest żeby znalazł klub, w którym będzie miał miejsce w składzie. Ja mu powtarzam, że zarobić dobre pieniądze jeszcze zdąży. Teraz najważniejszy jest dobry wybór klubu, żeby za chwilę nie musiał wracać do Polski, jak wielu innych. 

Kto o niego zabiega? Mówiło się o Udinese, Lokomotiwie Moskwa, Fehervar FC...

- Trzeba pytać jego menedżera. Daniel Weber wie, że czasem lepiej zrobić krok w tył i później na tym skorzystać. Na pewno razem z synem wybiorą odpowiedni klub. 

Nie boisz się, że Przemek za granicą bez kontroli rodziców może zacząć się źle prowadzić? Jest młody, a wielu piłkarzy w jego wieku zaprzepaścili kariery przez imprezowanie...

- Nie ma takiej możliwości! To rozsądny młody człowiek. W wieku 22 lat był kapitanem Górnika. Taki młody, a potrafił zdobyć zaufanie kolegów. Jestem spokojny o niego, bo to nie jest taki typ człowieka, który by chodził po lokalach i dyskotekach. Jak jest w klubie impreza to oczywiście idzie, ale zwykle jest kierowcą i rozwozi potem innych autem po domach. Syn woli czas spędzać z dziewczyną i na spacerach z ich pieskiem. 

Zazdrościsz synowi, że ma w Górniku warunki do treningu i rozwoju o niebo lepsze niż za twoich czasów?

- No stadion to teraz prawdziwa Europa. Przed Świętami byłem z wizytą w klubie i widziałem jakie mają szatnie. Przypomniałem sobie nasze, ciasne, z dwoma wannami i kawiarenką, nasz mały parking. A teraz? Wjeżdżają sobie pod ziemię. Z samochodu idą sobie z saszetką. Wszystko mają w klubie. Nic tylko grać. Naprawdę wiele się w klubie zmieniło, ale kibice są tacy sami. I nie mówię tego, żeby im wchodzić w d..., bo mnie znają. Na trybunach jest jak za naszych czasów. Jak Górnik gra dobrze, to ich niosą, a jak przegrywają, to potrafią z nimi "jechać". Czasem piłkarzowi trzeba coś przetłumaczyć. Takie jest prawo kibica.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje