Reklama

Reklama

  • 1 .Legia Warszawa (22 pkt.)
  • 2 .Raków Częstochowa (21 pkt.)
  • 3 .Górnik Zabrze (17 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 5 .Pogoń Szczecin (15 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (15 pkt.)
  • 7 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (14 pkt.)

Górnik Zabrze. Michał Koj to ligowy twardziel. Zagrał dwa tygodnie po operacji

Kapitan Górnika Michał Koj to prawdziwy twardziel. Niewiele ponad dwa tygodnie temu złamał nos, przeszedł operację, a teraz wrócił do grania jak gdyby nigdy nic. Pojawił się w odpowiednim momencie, bo w dużej mierze dzięki niemu zabrzanie wrócili na zwycięską ścieżkę i pokonali Wartę Poznań 1-0, dzięki czemu odzyskali pozycję wicelidera Ekstraklasy.

27-letni Koj sezon zaczął na ławce rezerwowych. Po odejściu do holenderskiego SC Heerenveen Pawła Bochniewicza, nie tylko zajął jego miejsce na środku defensywy, ale przejął też opaskę kapitańską. Zagrał w wygranym 3-0 spotkaniu z Lechią Gdańsk, wystąpił w spotkaniu z Legią Warszawa, który zabrzanie zwyciężyli 3-1, a także w kolejnych grach z Wisłą Kraków (0-0) i Zagłębiem Lubin (0-2). 

Reklama

Niestety podczas ostatniej reprezentacyjnej przerwy przytrafiła mu się poważna kontuzja. W zderzeniu głowami z pozyskanym ledwie kilka dni wcześniej Grekiem Stefanosem Evangelou złamał nos i doznał wstrząśnienia mózgu. Z boiska wylądował w szpitalu. Potrzebna była operacja.

Wszystko działo się ledwie dwa tygodnie temu. Teraz piłkarz, jak gdyby nigdy nic wrócił do grania. Po boisku biega w specjalnej plastikowej masce. W poniedziałkowym meczu z Wartą Poznań, który zabrzanie rozstrzygnęli na swoją korzyść 1-0 po trafieniu z karnego Jesusa Jimeneza, należał do mocnych punktów swojej drużyny, umiejętnie kierując defensywą. 

- Gra w masce to kwestia przyzwyczajenia. Wcześniej - przed meczem - odbyłem kilka treningów i nie było tak źle. Wiadomo jednak, że nie jest to pełen komfort grania. W niektórych sytuacjach maska przeszkadza, ale dla mnie  w tym momencie najważniejsze jest bezpieczeństwo i w miarę możliwości muszę ochraniać nos - tłumaczył po spotkaniu ambitny zawodnik.

Koj znany jest ze swojej ambicji i determinacji. We wrześniu 2016 roku, grając jeszcze w Ruchu Chorzów, został trafiony łokciem przez rywala w starciu z Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Mimo to grał do końca, żeby dwa dni później leżeć sparaliżowanym w szpitalu. Lekarze dawali mu wtedy minimalne szanse na powrót na boisko i twierdzili, że prędzej niż na murawie, to usiądzie na wózku inwalidzkim...

Koj szybko się jednak pozbierał i po niewiele pół roku przerwy znowu grał. Wtedy na głowę zakładał charakterystyczny kask. Teraz z kolei jest maska. Oby pech i poważne urazy głowy nie przytrafiały mu się już więcej!

Michał Zichlarz

Dowiedz się więcej na temat: Michał Koj | Górnik Zabrze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje