Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (27 pkt.)
  • 2 .Lechia Gdańsk (22 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (21 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (19 pkt.)
  • 5 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)
  • 6 .Radomiak (16 pkt.)
  • 7 .Cracovia (16 pkt.)
  • 8 .Jagiellonia Białystok (16 pkt.)

Górnik Zabrze ma kibiców nawet w zambijskim buszu

- W dniu awansu Górnika rozgrywaliśmy mecz ligowy, który niestety przegraliśmy 1-2. Co ciekawe w naszym buszu mamy wi-fi, więc mogłem śledzić na bieżąco wynik spotkania. Oczywiście nie jest to na tyle dobry internet, żeby oglądać mecze na żywo, ale skróty już jak najbardziej – mówi o swojej afrykańskiej pracy młody salwatorianin Artur Zając.

Pochodzi z Tarnowskich Gór, a konkretnie Rept Śląskich. W maju zeszłego roku przyjął święcenia kapłańskie w Trzebini. - Będąc małym chłopakiem chciałem zostać księdzem i wyjechać w przyszłości na misję do Afryki. Ksiądz salwatorianin pochodzący z mojej rodzinnej parafii, przyjaciel moich rodziców, kilka lat spędził na misjach w Tanzanii, jako rektor naszego seminarium w Morogoro. Często przyjeżdżając na urlop i odwiedzając naszą rodzinę opowiadał o misjach w Afryce. Imponowało mi to i chciałem, tak jak on, w przyszłości wyjechać na misje. Przed święceniami prowincjał, czyli przełożony naszego zgromadzenia zakonnego pytał, gdzie chciałbym pracować jako ksiądz, gdzie bym się widział. Czasem ustosunkowuje się wraz ze swoją Radą i pozytywnie rozpatrują nasze marzenia. W moim przypadku tak właśnie było. Nasze zgromadzenie zakonne otworzyło nową placówkę misyjną w Zambii i brakowało im drugiego księdza, aby rozpocząć misję. Zgłosiłem się - opowiada zakonnik Artur Zając.

Reklama

Msza święta raz na dwa miesiące


Jak wygląda jego życie na Czarnym Lądzie? - Trafiłem do wioski Mungu. Moje życie w buszu, w wiosce jest bardzo różnorodne i bogate w nowe doświadczenia. Miejsce, w którym pracuję, nigdy nie było parafią, tylko przynależało do parafii w Kafue, to większe miasteczko, stąd duszpasterstwo dopiero się rozwija. Msza święta w Mungu, gdzie mieszkam, zanim tutaj przyjechaliśmy, była zaledwie raz na dwa miesiące. Muszę znać się na wielu rzeczach, o które w Polsce nie musiałbym się zbytnio martwić, chodzi na przykład o budowlankę - tłumaczy śląski salwatorianin.

Jest nie tylko zapalonym kibicem Górnika, ale i... piłkarzem! - Jeżeli chodzi o piłkę nożną, to staram się w miarę możliwości, jeżeli tylko pozwala mi na to czas, chodzić na treningi. W niedzielę odbywają się ligowe mecze, w których czasem grywam, jak mam taką możliwość. Styl gry mocno różni się od naszego w Polsce. Często jest to gra indywidualna poszczególnych zawodników. Jak ktoś jest już 30 metrów od bramki, to strzela, nie patrząc że można podać koledze obok, którego nikt akurat nie kryje. Ciężko przyzwyczaić się, że chłopaki z drużyny podają piłkę koledze wokół którego jest kilku obrońców, mając obok siebie innego, wolnego zawodnika. Często są to górne piłki, mało gra się po ziemi - opowiada o specyfice gry w Zambii Artur Zając.

Prośba o klubowy sprzęt


Górnikowi kibicuje od czasu studiów w seminarium. - Ksiądz salwatorianin, który był moim wychowawcą w seminarium, jest zagorzałym kibicem Górnika. Zabierał mnie czasem na mecze do Zabrza. Tak to się zaczęło - podkreśla.

Niewykluczone, że podczas letniego pobytu w domu, zawita na Stadion im. Ernesta Pohla i zobaczy ekstraklasowe spotkanie 14-krotnego mistrza Polski. Być może uda mu się też nawiązać kontakt z klubem. Zakonnik liczy na pomoc w zdobyciu sprzętu sportowego, a w szczególności koszulek. - Te które chłopaki mają, są w bardzo kiepskim stanie. Rozmawiałem z trenerem i powiedział, że nawet z używanych bardzo się ucieszą - mówi Interii Artur Zając SDS.

Michał Zichlarz


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje