Reklama

Reklama

  • 1 .Raków Częstochowa (16 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (13 pkt.)
  • 3 .Zagłębie Lubin (13 pkt.)
  • 4 .Legia Warszawa (12 pkt.)
  • 5 .Jagiellonia Białystok (11 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (10 pkt.)
  • 7 .Pogoń Szczecin (10 pkt.)
  • 8 .Lechia Gdańsk (9 pkt.)

Górnik Zabrze. Fatalna kontuzja Koja

Górnik Zabrze stracił swojego podstawowego obrońcę i kapitana. Wygląda na to, że Michała Koja nieprędko ponownie zobaczymy na ligowych boiskach. Wszystko przez fatalny uraz, jakiego doświadczony śląski obrońca doznał na treningu.

Dopiero przed miesiącem Michał Koj "wskoczył" do podstawowego składu rewelacyjnie w tym sezonie spisującej się jedenastki z Zabrza. Wcześniej na pozycji kierownika obrony Górnika grał Paweł Bochniewicz. Po jego odejściu do holenderskiego SC Heerenveen, 27-letni Koj zajął miejsce na środku obrony. 

Reklama

Wystąpił w wygranych spotkaniach z Lechią Gdańsk i Legią Warszawa, w bezbramkowo zremisowanym spotkaniu z Wisłą Kraków i w ostatnim przegranym meczu z Zagłębiem Lubin. Grał więcej niż poprawnie. Teraz z resztą kolegów szykował się już do starcia rundy jesiennej z Rakowem Częstochowa. W sobotę w Zabrzu w meczu 7. kolejki Ekstraklasy na Stadionie im. Ernesta Pohla lider zagra z wiceliderem. Niestety, Koja na boisku nie zobaczymy...

W końcówce letniego okienka transferowego zabrzanie sprowadzili do klubu jeszcze jednego zawodnika. To Grek Stefanos Evangelou, który w swoim CV ma grę i w Panathinaikosie Ateny i pobyt w Olympiacosie Pireus. O miejsce w składzie grecki zawodnik miał walczyć właśnie z Kojem. W piątek obaj zawodnicy zderzyli się na treningu głowami w powietrznym pojedynku. 

Dla kapitana Górnika skończyło się to fatalnie. Złamany nos i wstrząśnienie mózgu. Od razu wylądował w szpitalu w Zabrzu, jest już po operacji. Teraz Górnik został bez swojego podstawowego obrońcy, a zarazem kapitana. Kto zastąpi Koja w meczu z Rakowem? Wiele wskazuje na to, że będzie to pozyskany przed tygodniem Evangelou.

Dodajmy, że to nie pierwszy tak poważny uraz głowy Koja. We wrześniu 2016 roku doznał kontuzji w meczu Ruchu Chorzów, który mierzył się z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. Zawodnik dostał łokciem w głowę, ale mecz dokończył. Dwa dni potem leżał już sparaliżowany w szpitalu. Lekarze dawali mu marne szanse na powrót do gry. 

Koj pauzował prawie pół roku, ale do grania wrócił. Z tamtego czasu został obrazek, jak przez wiele miesięcy grał z ochronnym kaskiem. Teraz będzie pewnie podobnie. Twardo i bezkompromisowo grającemu obrońcy trzeba życzyć szybkiego powrotu do zdrowia i do gry w Ekstraklasie!

Michał Zichlarz

PKO Ekstraklasa - wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Dowiedz się więcej na temat: Górnik Zabrze | PKO Ekstraklasa | Michał Koj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje