Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (35 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (35 pkt.)
  • 3 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (29 pkt.)
  • 5 .Radomiak (28 pkt.)
  • 6 .Śląsk Wrocław (24 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (24 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (24 pkt.)

Wojciech Stawowy: Cracovii nikt się nie boi

Beniaminek T-Mobile Ekstraklasy - Cracovia jest liderem tabeli wyjazdów. W 16 kolejkach na boiskach rywali zdobył więcej punktów niż mistrz Polski - Legia. - Gramy o utrzymanie się w Ekstraklasie - nie zmienia planów trener "Pasów" Wojciech Stawowy, który rozmawiał z INTERIA.PL.

- Na pewno, jeżeli dane nam będzie znaleźć się w pierwszej ósemce, nie powiem kibicom, że Cracovia zrealizowała zadanie. Zostało siedem kolejek do rozegrania i teraz możemy wszystkie mecze przegrać, bo już się utrzymaliśmy w lidze - mówi trener beniaminka T-Mobile Ekstraklasy Wojciech Stawowy.

"Pasy" po 16 kolejkach T-Mobile Ekstraklasy zajmują szóste miejsce, co oznacza, że gdyby na takiej pozycji ukończyły fazę zasadniczą, to grałyby w grupie walczącej o mistrzostwo Polski.

INTERIA.PL: Czy śledzi pan tabele wyjazdów i meczów u siebie?


Wojciech Stawowy: - Nie śledzę takich rzeczy z tego względu, że nie za bardzo lubię statystyki. Mnie najbardziej interesuje statystyka na koniec sezonu, czyli miejsce tabeli. Nie śledzę stosunku bramek, tego gdzie ktoś jest w tabeli po jakiejś części rundy, czy po rundzie, czy też statystyki meczów wyjazdowych i u siebie. Natomiast wiem, ile my mniej więcej punktów robimy na własnym stadionie, a ile na wyjazdach. Wydaje mi się, że w statystyce meczów wyjazdowych jesteśmy w górnej części tabeli.

Na pierwszym miejscu.


- No, proszę. Natomiast w statystyce meczów u siebie, to pewnie zajmujemy trzecie-czwarte miejsce od końca.

Przedostatnie.


- Czyli jest to znacząca różnica. Generalnie powinno być odwrotnie - mecze u siebie powinny być tymi, które się gra łatwiej i w nich częściej się punktuje. Mnie to z jednej strony nie przeraża, a wręcz przeciwnie - utwierdza w przekonaniu, że idziemy w dobrym kierunku. Nie popieram tego, że nie punktujemy u siebie, ale generalnie problemem drużyn, i to nie tylko w Polsce, są mecze wyjazdowe. Mówi się o twierdzach u siebie, a z wyjazdów, to jak przywieziemy remis, to będzie dobrze. Trzeba jednak u piłkarzy wyrabiać taką mentalność, że bez względu na to, gdzie się gra, z kim i o co, trzeba walczyć o zwycięstwo. Trzeba grać najlepiej, jak tylko się potrafi. Myślę, że nauczymy się regularnie punktować u siebie, a to że punktować na wyjazdach potrafimy, to Cracovia cały czas pokazuje, i to pozostanie.

Skąd bierze się ta różnica? Czy jest to spowodowane tym, że zespoły przyjeżdżające trochę się boją, są wycofane, a przed własną publicznością muszą się odkryć, by walczyć o zwycięstwo i łatwiej wam o przestrzeń, o stwarzanie sytuacji?


- Myślę, że Cracovii nikt się nie boi, z tego względu, że jest beniaminkiem. Cracovia ma jeszcze wiele do zrobienia, żeby można było mówić, że ktoś się jej boi. Nie jesteśmy jeszcze znaczącą siłą w Ekstraklasie. Mocno chodzimy po ziemi. Mamy świadomość swoich braków i tego, że trzeba nad nimi bardzo mocno pracować. Mamy też świadomość tego, że zanim będziemy mogli mówić o sobie, że jesteśmy drużyną, która naprawdę, która liczy się w Ekstraklasie, to trzeba wykonać jeszcze ogrom pracy.

Reklama

- Natomiast łatwiej się gra, gdy przeciwnik też chce grać w piłkę, atakować. Z reguły w meczach wyjazdowych drużyny nastawiają się na grę z kontry, na to żeby przede wszystkim bronić swojej bramki. Przy tym poziomie, jaki jest w Ekstraklasie, jeżeli zespół jest dobrze zorganizowany w obronie, stanie w jedenastu zawodników na 30-40 metrze, to ciężko przebić się przez taki mur, pomimo że jest się zespołem, który stawia na atak pozycyjny. Tak jest w przypadku Cracovii. Temu poświęcamy najwięcej czasu, bo ten element wymaga naprawdę ciężkiej pracy, cierpliwości, powtarzalności i czasu. I być może stąd się to bierze, że w Krakowie drużyny częściej się bronią niż nas atakują, a na wyjazdach jest odwrotnie i tam gra nam się łatwiej.

Za nami 16 kolejek sezonu zasadniczego, a więc więcej niż połowa części podstawowej. Jak na dzisiaj oceni pan reformę Ekstraklasy z podziałem punktów? Teraz jeszcze praktycznie każdy może walczyć o wszystko, no może poza ostatnim i przedostatnim zespołem.


- Bardzo podoba mi się ta reforma, z tego względu, że cały czas gramy o coś i nikt nie może być praktycznie pewny. Cały czas  toczy się walka o pierwszą ósemkę. Każdy chce się w niej znaleźć, ale ten kto zajmuje miejsca pierwsze, drugie, czy trzecie w bardzo znaczący sposób oddalił się od przykładowo miejsca ósmego czy dziewiątego, wcale nie może być pewien, że zdobędzie mistrzostwo Polski, bo trzeba pamiętać o tym, że po zasadniczej części tego sezonu następuje podział na grupy i podział punktów. Dlatego teraz wszyscy gromadzą punkty, żeby znaleźć się w pierwszej ósemce. Natomiast po tym podziale, jak zobaczymy, jakie będą różnice, to każdy postawi sobie kolejny cel. Czy będzie walczył o mistrzostwo, wicemistrzostwo Polski lub puchary, czy też zadowoli się miejscem piątym, siódmym czy ósmym. Oczywiście, takie cele stawiają sobie też drużyny przed sezonem, bo nie wierzę, że Legia, Lech czy Śląsk stawiają sobie za cel zajęcie miejsca w ósemce. Te drużyny mierzą w mistrzostwo Polski, a pierwsza ósemka jest czymś, co jakby powinno należeć się im z urzędu. Ale są też inne zespoły, tak jak przed sezonem mówiło się o Lechii Gdańsk czy Jagiellonii Białystok, które za cel stawiają sobie pierwszą ósemkę, ale mają apetyt na coś więcej. Dlatego ta reforma bardzo mi się podoba.

Patrząc na to, czego pana drużyna dokonała w pierwszych 16 kolejkach, sądzi pan, że jesteście w stanie stanąć do walki nie tylko o ósemkę, ale o coś więcej, o puchary, do których w poprzednim pana etapie pracy w Cracovii zabrakło tak niewiele? Tych kilku minut z Wronek...


- Dokładnie, zabrakło kilku minut z Wronek i doświadczenia trenerskiego. Powiem nieskromnie, że dziś jestem mądrzejszy o te lata, które przepracowałem w piłce i pewnie takich błędów nie popełniłoby się, ale po to się je popełnia, żeby się na nich uczyć. Dzisiaj nie złożę deklaracji, że stać nas na puchary, bo byłaby to zbyt duża śmiałość z mojej strony, bo jeszcze nie utrzymaliśmy się w Ekstraklasie. Musimy przede wszystkim patrzeć na to, żeby utrzymać się w lidze. Cracovia przez parę sezonów walczyła o to, aby pozostać w Ekstraklasie. Ciągle miała z tym problem, trzeba było walczyć o to do ostatniej kolejki. Wtedy nie było reformy rozgrywek ligowych, ale o punkty grało się tak samo, jak dzisiaj. Cracovia miała z tym problemy, a ja chcę tego uniknąć. Celem strategicznym jest dla mnie właśnie to, aby Cracovia spokojnie się utrzymała i spokojnie budowała zespół, aby o takich celach jak mistrzostwo, wicemistrzostwo Polski, europejskie puchary mówić za dwa sezony. Wtedy, gdy w tej lidze naprawdę okrzepniemy, zbudujemy tu naprawdę silny zespół o silnych podstawach, kiedy nie będę mówił cały czas, że przed nami jeszcze dużo pracy i wiele rzeczy do poprawienia, tylko będę mówił, że zawsze trzeba coś poprawiać. Dzisiaj chcemy się utrzymać w Ekstraklasie i naszym celem strategicznym jest pierwsza ósemka, a życie pisze scenariusze, których nie znamy i poznajemy dopiero w trakcie, więc zobaczymy co będzie po tej części zasadniczej. Na pewno, jeżeli dane nam będzie znaleźć się w pierwszej ósemce, nie powiem kibicom, że Cracovia zrealizowała zadanie. Zostało siedem kolejek do rozegrania i teraz możemy wszystkie mecze przegrać, bo już się utrzymaliśmy w lidze. Tylko będziemy grali, aby w siedmiu kolejnych meczach pokusić się o jak najlepszy wynik.

Rozmawiali: Michał Białoński, Paweł Pieprzyca

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę T-Mobile Ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama