Reklama

Reklama

  • 1 .Górnik Zabrze (0 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (0 pkt.)
  • 3 .Lech Poznań (0 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (0 pkt.)
  • 5 .Legia Warszawa (0 pkt.)
  • 6 .Piast Gliwice (0 pkt.)
  • 7 .Podbeskidzie B.-B. (0 pkt.)
  • 8 .Pogoń Szczecin (0 pkt.)

Cracovia w finale Pucharu Polski. Czy Jerzy Pilch przekonał kogoś w niebie?

Cracovia jest 34. drużyną, która zagra w finale Pucharu Polski. "Pasy" zapewniły sobie decydujący mecz, pokonując Legię Warszawa 3-0. Finałowym rywalem podopiecznych Michała Probierza będzie Lech Poznań albo broniąca trofeum Lechia Gdańsk.

Puchar Polski rozegrany został pierwszy raz w sezonie 1925/26. Następne edycje odbywały się już po drugiej wojnie światowej.

Reklama

Najwięcej triumfów w tych rozgrywkach zanotowała Legia, która wywalczyła to trofeum aż 19 razy. W tym sezonie nie będzie jubileuszowego, ponieważ warszawianie zatrzymali się na "Pasach".

Cracovia to pięciokrotny mistrz Polski, ale nigdy nie grała nawet w finale krajowego pucharu, co udało się już 33 innym drużynom. Dotychczas jej najlepszym wynikiem był półfinał, do którego wcześniej dochodziła dwa razy, a było to w 1962 roku i w sezonie 2006/07.

W bieżących rozgrywkach droga "Pasów" do finału wcale nie była usłana różami. Zaczęło się od pokonania Jagiellonii Białystok 4-2, potem jednak była wygrana dopiero po dogrywce z Bytovią, rzuty karne z Rakowem Częstochowa i kolejne dodatkowe 30 minut z GKS-em Tychy.

Paradoksalnie najokazalszy wynik przypadł na teoretycznie najtrudniejszego przeciwnika, czyli zmierzającą po mistrzostwa Polski Legię Warszawa. Co prawda podopieczni Aleksandara Vukovicia przeżywają trudne chwile i jak napisaliśmy w innym miejscu wcale nie była to niespodzianka, ale jeden z fanów Cracovii na trybunach, przy 3-0 powiedział, że o takim wynik to myślał tylko dla Legii.

Niedawno zmarł Jerzy Pilch, pisarz, a prywatnie wielki kibic "Pasów". "Jak ona ma dowieźć remis do końca, to nie dowiezie. Jak ma stracić rozstrzygającą bramkę, to straci. Ma strzelić? Nie strzeli. To pewnego rodzaju fatum" - mówił. I jakby na zawołanie, pierwszy mecz po śmierci pisarza Cracovia grała z Jagiellonią Białystok, tracąc jedynego gola w ostatnich minutach. Czyli Pilch miał rację.

Legia była mocno osłabiona przed półfinałem, ale i tak uważano ją za faworyta. We wtorek wszystko rozstrzygnęło się jednak w niespełna kwadrans. "Pasy" strzeliły wtedy dwa gole, może trochę przypadkowe, a na pewno po błędach rywali, i miały korzystny wynik. Goście próbowali coś zmienić, byli częściej przy piłce, ale nic z tego nie wynikało. Dość powiedzieć, że najlepszą okazję na zdobycie bramki mieli w 10. minucie, kiedy Luquinhas nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Lukaszem Hroszsza. Potem Słowak nie był już praktycznie zatrudniany, tylko raz musiał się trochę spiąć, gdy Walerian Gwilia uderzył z rzutu wolnego. Czyli nie sprawdziła się przepowiednia Pilcha, a być może przekonał jednak kogoś w niebie, że i Cracovii coś się należy.

Przyjezdnych dobił Mateusz Wdowiak, który strzelił gola po około 60-metrowym rajdzie. Prawie 24-letni skrzydłowy to wychowanek "Pasów", jeden z najszybszych piłkarzy w lidze i tu można by zakończyć. "Wdówka" nie bronił się grą, a przede wszystkim liczbami. Choć zadebiutował w pierwszej drużynie wiosną 2015 roku, to nie był nigdy pewniakiem do pierwszego składu. Strzelał po jednym golu w sezonie, w ubiegłym udało mu się skończyć na trzech. W bieżących rozgrywkach Wdowiak na razie ma jedno trafienie w PKO BP Ekstraklasie, ale za to już trzy w Pucharze Polski. Najpierw trafił z GKS-em Tychy, a teraz dwa razy z Legią.

Dowiedz się więcej na temat: Cracovia | Puchar Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje