Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (4 pkt.)
  • 2 .Wisła Kraków (3 pkt.)
  • 3 .Pogoń Szczecin (3 pkt.)
  • 4 .Raków Częstochowa (3 pkt.)
  • 5 .Legia Warszawa (3 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (3 pkt.)
  • 7 .Śląsk Wrocław (1 pkt.)
  • 8 .Warta Poznań (1 pkt.)

Cracovia. Mateusz Wdowiak: W Ekstraklasie czeka nas interesujący czas

- Głód piłki czują wszędzie, także poza Polską. Może dzięki temu piłkarze Ekstraklasy wpadną komuś w oko? Jak grają lepsze ligi, to tam koncentruje się uwaga, a teraz większość z nich jest w zawieszeniu - mówi w rozmowie z Interią Mateusz Wdowiak, pomocnik Cracovii.

Piotr Jawor, Interia: Skreśla pan już dni do startu Ekstraklasy?

Mateusz Wdowiak: - Zniecierpliwienie i wyczekiwanie jest duże, chyba u każdego. Piłki brakuje nie tylko piłkarzom.

Na start czekacie bardziej z obawą czy podekscytowaniem?

- Raczej to drugie. Od jakiegoś czasu już trenujemy, u wszystkich widać głód piłki.

Koronawirus skomplikował także plany finansowe piłkarzy. Co pan pomyślał, gdy dowiedział się, że będzie trzeba zrezygnować z połowy pensji?

- Wiedziałem, że będą podjęte jakieś kroki. Czekaliśmy na decyzję i w końcu dostaliśmy maila z klubu, że mamy się zrzec połowy wynagrodzenia. Podejmowaliśmy jakieś rozmowy i negocjacje, każdy rozmawiał indywidualnie.

Reklama

Janusz Gol te rozmowy przypłacił utratą opaski kapitana. Jak dziś w szatni wyglądają wasze relacje?

- Jak najbardziej normalne. Nic nadzwyczajnego, przynajmniej z mojej strony. Nie ma żadnych sensacji.

Jak pan się odnajdywał w czasie pandemii?

- Było dziwnie. Nikt nie był na przygotowany, więc pierwsze dni były specyficzne. Nagle mieliśmy dużo wolnego czasu. Czekaliśmy na informacje z klubu, z Ekstraklasy, z UEFA. Na początku treningi też były trochę szarpane, bo nie wiedzieliśmy czy i kiedy wznowimy rozgrywki. Gdy data padła, to przygotowywaliśmy się już pod start rozgrywek. Mieliśmy jasny cel, więc wyglądało to konkretniej.

Ćwiczenie w domu panu odpowiadało? Bo to bardziej fitness niż piłka nożna.

- Znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że trzeba było podtrzymać formę, choć to oczywiście zupełnie co innego niż trening z piłką. Zdecydowanie mniej ciekawe. Musieliśmy jednak się podporządkować, żeby nie stracić dyspozycji fizycznej. I chyba się udało, bo po powrocie czułem się dobrze.

Jakiej ligi możemy się spodziewać po takiej przerwie i takich treningach?

- Dobre pytanie... Wpływ na to na pewno będzie miała też otoczka, której w sumie nie będzie. Granie bez kibiców jest specyficzne. Traktuję to jednak jako wyzwanie.

No to zróbmy małe porównanie: na boisko wybiega Cracovia sprzed 2,5 miesiąca oraz ta obecna. Kto wygra?

- Ufff... Tamta drużyna była jednak w rytmie meczowym, a to daje większą pewność siebie i czucie odległości na boisku. Chyba jednak ta sprzed pandemii byłaby lepsza, ale mecz byłby wyrównany.

Pamiętajmy jednak, że Cracovia sprzed pandemii była w dołku, bo przegrała cztery mecze z rzędu.

- Nie rozpamiętujemy już tego. Przygotowujemy się do czegoś nowego. Każdy walczy o miejsce w składzie i zaczyna od zera. To w sumie był taki trzeci okres przygotowawczy w tym sezonie.

Boi się pan koronawirusa?

- Była niepewność i obawa, bo na początku nie wiedzieliśmy z czym mamy do czynienia i jak ten wirus się zachowuje. Później już wiedzieliśmy, jak w miarę skutecznie mu się przeciwstawić, więc teraz minimalizuję ryzyko zakażenia. Mieliśmy testy, więc wiem, że jestem zdrowy. Przestrzegałem wszystkich wytycznych, więc nie mam obaw.

Po pierwszych testach okazało się, że w klubie aż 13 osób może mieć koronawirusa. Dopiero drugie badanie to wykluczyło. Mimo to strach był?

- Zachowaliśmy chłodne głowy, widzieliśmy, że to ten drugi test tak naprawdę pokazuje, czy się ma koronawirusa. Obyło się bez paniki.

Wspominał pan, że kiedyś chciałby pan wyjechać za granicę. Koronawirus trochę to skomplikuje w najbliższym czasie.

- Pandemia wszystkim powywracała życie do góry nogami. To siła wyższa, nie mamy na to wpływu. Teraz mogę skupić się tylko na sobie, drużynie i wynikach. Nie ma sensu tracić energii na "gdybanie". Energia przyda się na boisku, tylko tam można coś udowodnić.

Ekstraklasa zacznie grę jako jedna z pierwszych, dzięki czemu więcej ludzi będzie ją obserwowało. To będzie dobre okno wystawowe?

- Chyba tak, bo większość lig na razie nie zaczyna. Głód piłki czują teraz wszędzie, także poza Polską. Być może dzięki temu piłkarze Ekstraklasy wpadną komuś w oko? Jak grają lepsze ligi, to tam się koncentruje uwaga, a teraz większość z nich jest w zawieszeniu.

Mówi się, że jest pan talentem na miarę Bartosza Kapustki. Jego przykład to dla pana przestroga czy nauka?

- Każdy na jego miejscu, gdyby otrzymał ofertę od mistrza Anglii, to długo by się nie zastanawiał. Było wiele składowych tego transferu, więc nie da się tego wrzucić do jednego worka z napisem "przestroga" lub "nauka". 99 proc. zawodników wybrałoby na jego miejscu Leicester i tu nie ma nawet nad czym dyskutować. Teraz w jego nogach i głowie, by jeszcze powalczyć w Anglii lub znaleźć sobie miejsce gdzie indziej.

Jesteście w stałym kontakcie?

- Tak, raz na czas rozmawiamy, ale raczej nie o transferze. To luźne pogawędki (śmiech).

Sezon wznawiacie meczem z Jagiellonią. Warto analizować grę rywala czy po takiej przerwie to bez sensu?

- Można poanalizować, ale na ile to będzie trafne, to ciężko stwierdzić. Nawet nie było sparingów... Większą uwagę należy zwrócić na swój sposób gry.

Wygrana daje wam niemal pewne miejsce w grupie mistrzowskiej.

- Nie ma co patrzeć w kategoriach, tylko należy skupić się na swoim planie. Musimy zrealizować to, co robimy na treningu, a wtedy na pewno będzie dobrze. Na pewno wszystkich piłkarzy czeka interesujący czas.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę PKO BP Ekstraklasy

Rozmawiał Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Wdowiak | Cracovia | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje