Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (41 pkt.)
  • 2 .Pogoń Szczecin (37 pkt.)
  • 3 .Raków Częstochowa (35 pkt.)
  • 4 .Radomiak (35 pkt.)
  • 5 .Lechia Gdańsk (33 pkt.)
  • 6 .Wisła Płock (29 pkt.)
  • 7 .Górnik Zabrze (28 pkt.)
  • 8 .Stal Mielec (28 pkt.)

Cracovia. Janusz Gol: Tytuł? To będzie tu duże święto

- Cel jest taki, żeby postarać być w pierwszej czwórce, a jeśli uda się coś więcej ugrać np. "pudło" czy mistrzostwo Polski, to na pewno tu będzie duże święto - mówi Janusz Gol, kapitan Cracovii, drugiej drużyny PKO Ekstraklasy po 20 kolejkach. "Pasy" ostatni raz na podium w lidze były w 1952 roku, a tytuł zdobyły jeszcze dawniej - w 1948.

Paweł Pieprzyca: Jak się wraca do treningów po przerwie?

Janusz Gol: - Bardzo dobrze. Ta przerwa nie była zbyt długa, więc dużo w niej nie straciliśmy. Teraz jesteśmy na etapie podtrzymania kondycji, przygotowania fizycznego, które mieliśmy przed końcem roku i mam nadzieję, że wystartujemy dobrze.

Cracovia zajmuje drugie miejsce po zimie. W XXI wieku jeszcze takiej sytuacji nie było.

- Fajnie, że jesteśmy na drugim miejscu, ale liga jest jeszcze długa. Do rozegrania zostało sporo meczów. Musimy cierpliwie pracować nad sobą i poprawiać pewne elementy, w których mieliśmy niedostatki, i walczymy o podium.

Reklama

Na co stać "Pasy" w drugiej części sezonu?

- Cel jest taki, żeby postarać się być w pierwszej czwórce, która gwarantuje puchary, a jeśli uda się coś więcej ugrać np. "pudło" czy mistrzostwo Polski, to na pewno tu będzie duże święto.

Trener Michał Probierz zawsze powtarza, że gra o mistrza, ale ostatnio nawet prezes prof. Janusz Filipiak mówił przed Treningiem Noworocznym, że Cracovia walczy o dwa mistrzostwa (także hokeiści). Większa presja?

- Nie ma co narzucać na siebie presji. Jesteśmy na dobrej drodze, aby utrzymać ten wynik. Nie będzie to łatwe, przed nami jest Legia, która ma dwa punkty więcej, co można określi albo aż dwa, albo tylko dwa. Przed nami sporo meczów, można to wszystko odrobić i tylko ciężką pracą możemy zrobić dobry wynik.

"Pasy" są gotowe walczyć o mistrzostwo i Puchar Polski, gdzie są już w ćwierćfinale?

- W Pucharze Polski droga po trofeum jest krótsza, ale tam gra się tylko jedno spotkanie. To jest problem. Po jednym meczu możemy już nie mieć szansy na wywalczenie pucharu, a w lidze punkty można jeszcze odrobić.

Ma pan jakieś rady dla młodszych kolegów, przecież w sezonie 2012/13 wywalczył pan podwójną koronę.

- Rady są takie: pozostaje tylko ciężka praca, przykładanie się na treningach, wychodzenie na mecze w pełni skoncentrowanym i dawanie z siebie sto procent. Trzeba pokazywać się z jak najlepszej strony i myślę, że na tym będzie zyskiwać zarówno drużyna, jak i poszczególni piłkarze.

Mówił pan o poprawianiu mankamentów. Nad czym najmocniej musicie pracować? Moim zdaniem Cracovia dobrze prezentuje się w grze obronnej, ale ma problemy z atakiem pozycyjnym.

- W Polsce mało kto gra atakiem pozycyjnym (śmiech). To jest element, nad którym musimy pracować, ale przede wszystkim wymieniłbym skuteczność, bo sytuacji stwarzaliśmy sobie sporo, jednak nie zawsze były wykorzystywane i przez to też mamy mniej punktów niż lider. Przykładem może być mecz z ŁKS-em, gdzie już do przerwy mogliśmy prowadzić.

Dla mnie nawet w meczu w Kielcach, gdzie zagraliście słabo, chociaż większą część pojedynku w przewadze, przegrywając 0-1, mogliście w końcówce strzelić dwa gole.

- To było trudniejsze spotkanie, chociaż w pierwszej połowie były dwie sytuacje Davida Jablonsky’ego ze stałych fragmentów gry, a końcówka była już zdecydowanie dla nas, ale nie udało się wpakować piłki do siatki. Niemożliwymi interwencjami popisywali się obrońca (Mateusz Spychała wybił z linii bramkowej - przyp. red.) i bramkarz (Marek Kozioł nogami bronił strzał Milana Dimuna - przyp. red.). Korona potem potwierdziła, wygrywając w Szczecinie, że w tamtym okresie nie była od nas słabszym zespołem. Zagrali z pełną determinacją, udało im się strzelić gola, a nam nie.

Wydaje mi się, że dużym plusem Cracovii, w ogóle drużyn prowadzonych przez Michała Probierza, jest, iż nie grając olśniewająco, potrafią stwarzać zagrożenie pod bramką rywala.

- Tu chodzi o skuteczność. Jak pan wspomniał, nawet grając słabiej, potrafimy sobie stwarzać sytuacje i wygrywać mecze, ale są też i takie spotkanie, gdzie nie uda nam się trafić i to wtedy już wygląda gorzej.

Przydałyby się jakieś wzmocnienia?

- Jest już jeden zawodnik (Marcos Alvarez, na pewno przyjdzie w lecie, a może Cracovia go już wykupi w zimie - przyp. red.), a z tego, co wiem są jeszcze przymiarki innych (mówiło się o Jorge Feliksie z Piasta Gliwice i Damjanie Boharze z Zagłębia Lubin - przyp. red.), ale to kwestia dogadania się klubów oraz z zawodnikami. Jeśli w tych przypadkach nie udało się porozumieć, to trener będzie szukał tych wzmocnień gdzieś indziej. Z polskiego rynku można "wyhaczyć" dobrych zawodników, którzy mają problem w klubach. To już jednak rola trenera i prezesa, żeby wszystko dopięli.

Powiedział pan o piłkarzach z polskiego rynku, ale Polaków czy obcokrajowców. Cracovia ma chyba najwięcej zagranicznych graczy w lidze.

- Na pewno fajnie by było, aby przychodzili do nas też Polacy, to już jednak nie moja rola. Trener doskonale wie, czego potrzebuje i od niego wszystko zależy.

Jak wygląda Ekstraklasa z perspektywy zawodnika?

- Definiują nas puchary, niestety, gdzie zawsze nam czegoś brakuje. Nie jest to najwyższy poziom europejski, ale musimy brać ligę z dobrodziejstwem inwentarza, bo jest nasza. Niedawno widziałem się ze znajomym, który powiedział mi, że tę ligę lubi. Żyjemy w Polsce, więc musimy tę ligę cenić tak czy siak.

Pan grał też w Rosji, w Amkarze Perm. Jest duża różnica pomiędzy tymi ligami?

- Spora. W Rosji jest więcej zespołów z klasowymi zawodnikami. Przede wszystkim te z Moskwy, Zenit Petersburg, Krasnodar i przez to poziom jest wysoki. Wygrywanie meczów z Amkarem nie było proste. Trzeba było zostawić dużo zdrowia, aby zdobywać punkty.

To dobry kierunek dla polskich piłkarzy?

- Myślę, że tak. Można też, grając w Rosji, występować w reprezentacji, tylko mnie to jakoś ominęło (śmiech). Jest tam cała infrastruktura, stadiony są nowe, więc na pewno gra się tam przyjemniej.

Jakie ma pan wspomnienia z Rosji?

- Wyjeżdżając, chodziło mi o poziom ligi. Mogłem się sprawdzić na tle topowych zawodników, którzy tam wtedy grali i wspomnienia mam dobre.

Mówi się o panu, że jest najlepszym pomocnikiem ligi, myśli pan jeszcze, a może uda się wyjechać z kadrą na Euro 2020?

- Nic nikomu nie muszę udowadniać. Przez pięć lat grałem w Rosji, ale wtedy tych powołań brakowało. Przyjechałem do Polski, sprawiam dobre wrażenie, więc będę się starał tego trzymać, a czy pojadę, tego nie wiem. Fajnie byłoby zobaczyć turniej od środka, ale z tym będzie ciężej.

Ktoś się z panem ze sztabu w ogóle kontaktował?

- Nie (uśmiech).

Osiem występów w kadrze, to dużo czy mało?

- Mało, tych występów powinno być więcej, także minutowo, więc tutaj pozostaje niedosyt. Sądziłem, że po wyjeździe za granicę będzie łatwiej dostać się do reprezentacji, ale było na odwrót.

Podobno czasami wciela się pan w rolę fotografa?

- Nieraz pomagam żonie w jej pracy (Dorota jest blogerką - przyp. red.) i na kilka minut w ciągu dnia czy co dwa dni przejmuję aparat, robiąc żonie sesje.

Co pan lubi robić w wolnym czasie?

- Przede wszystkim odpoczynek. Wiek już jest taki, że staram się więcej odpoczywać. Poza tym obejrzę dobre kino, słucham muzyki, standardowe rzeczy.

Jak pan w wieku 34 lat jest w stanie utrzymywać tak dobrą formę?

- Dobra regeneracja, staram się o to dbać. Sen jest bardzo ważny. Odpoczynek między sesjami treningowymi i dzięki temu mam taką formę.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę PKO Ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama