Reklama

Reklama

Lech - Arka 3-0. Leszek Ojrzyński: To nie jest gra w dziury

- Czterech moich piłkarzy czuło się dzisiaj tak pewnie, że próbowało grać na siatki, czyli dziury. A to nie jest gra w dziury, tylko o jak najlepszy wynik - narzekał po spotkaniu z Lechem Poznań trener Arki Gdynia Leszek Ojrzyński.

Jego zespół przegrał z nowym liderem Ekstraklasy aż 0-3 - to druga taka wpadka "Arkowców" z rzędu, bo w poprzedniej kolejce tak samo przegrali z Pogonią Szczecin. Wówczas zdobywcy Pucharu Polski stracili dwie bramki z rzutów karnych, a jedną po "samobóju". Teraz - wszystkie trzy po stałych fragmentach: dwie po rzutach rożnych i jedną po rzucie wolnym.

- Jakby w piłce nożnej stałych fragmentów nie było, to byśmy nie stracili trzech bramek. A straciliśmy i gdzie sami to sprowokowaliśmy. Pierwsza bramka, OK, przeskoczył nas Gajos, mówi się trudno. Graliśmy nieźle, choć dużo sytuacji nie mieliśmy, ale Lech też nie miał. Taki był nasz plan na pierwszą połowę, by w drugiej zaatakować śmielej - mówił po spotkaniu Leszek Ojrzyński.

Reklama

Trener Arki Gdynia miał pretensje do swoich piłkarzy o brak konsekwencji i - jak można wywnioskować z jego słów - brak realizacji niektórych założeń taktycznych. - Zaczęliśmy grać sobie wzdłuż linii końcowej, prowokowaliśmy sytuacje, które przy takim rywalu jak Lech są niebezpieczne. Oddaliśmy wtedy kilka piłek. Po jednym ze stałych fragmentów, po rzucie wolnym, było zagrania przez całą przekątną boiska i wtedy wybiliśmy piłkę na rzut rożny. Padł gol na 0-2 - analizował Ojrzyński.

Wtedy jego zespół grał już w przewadze, bo w 56. minucie sędzia Tomasz Kwiatkowski wyrzucił z boiska kapitana "Kolejorza" Macieja Gajosa. - Łatwiej nam było atakować, jak rywal grał w jedenastu, bo później byli już blisko siebie, a my za wolno rozgrywaliśmy piłkę, za bardzo chcieliśmy polepszyć te akcje i robiliśmy niepotrzebne straty. Zabrakło pazerności i konkretności. Im dłużej utrzymywał się wynik 0-1, tym było nam trudniej - powiedział Ojrzyński.

Jego zespół stracił jednak dwie bramki po rzutach rożnych, gdy Lech grał w osłabieniu. Błędy w pilnowaniu Mario Szituma popełnił głównie Siergiej Kriwiec, kiedyś gracz Lecha.

- Przy stanie 0-1 powinniśmy to spotkanie rozegrać lepiej. Przy stałych fragmentach przewaga liczebna nie jest tak znacząca, ale chwały nam te dwie bramki nie przynoszą. Jesteśmy niezadowoleni, trzeba to spotkania przeanalizować, było za dużo nadmiernej pewności siebie. Czterech moich piłkarzy czuło się dzisiaj tak pewnie, że próbowało grać na siatki, czyli dziury. A to nie jest gra w dziury, tylko o jak najlepszy wynik. Pewnych zagrywek można próbować przy dobrym wyniku. Z Lechem, Legią i kilkoma innymi drużynami jak będziesz tak pogrywał, to nie wygrasz. Trzeba to teraz przepchnąć, wziąć się do roboty, a jest na nią podczas przerwy na kadrę trochę czasu - zakończył Ojrzyński.

Andrzej Grupa

Ranking Ekstraklasy - sprawdź!

Ekstraklasa: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL