Reklama

Reklama

Tour de Ski. Justyna Kowalczyk: Boję się. Brat przyjedzie mnie ratować

- Po tym, co zdarzyło się rok temu, praktycznie codziennie myślę o Alpe Cermis i bardzo się tego boję. Nie mam zamiaru tego ukrywać - mówi Justyna Kowalczyk przed zakończeniem Tour de Ski.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Reklama

- Już wszystkie jesteśmy domęczone, co nam przyjdzie z płakania, denerwowania się? Co ma być, to będzie - powiedziała Kowalczyk, która z uśmiechem na ustach rozmawiała z dziennikarzem TVP Sport.

- Jestem dobrej myśli - stwierdziła przed weekendowymi zawodami.

- W podroży z Oberstdorfu do Toblach mieliśmy z trenerem kilka godzin spokoju, żeby porozmawiać o tym, co się dzieje. I jestem naprawdę pełna optymizmu po tej rozmowie - podkreśliła.

Co powiedział trener Aleksander Wierietielny? - Jakbym zaczęła opowiadać, to moglibyśmy nie skończyć do wieczora - odparła uśmiechnięta zawodniczka.

W niedzielę zakończenie Tour de Ski morderczym podbiegiem pod Alpe Cermis, który w ubiegłym roku zakończył się zasłabnięciem Kowalczyk i wizytą w szpitalu. Obecny był przy niej wówczas brat, który jest lekarzem.

- Po tym, co zdarzyło się rok temu, to ja praktycznie codziennie o tym myślę i bardzo się tego boję. Nie mam zamiaru tego ukrywać - przyznała.

- Mój brat przyjedzie, będzie stał, jest w dobrej formie, żeby być przez całe Alpe Cermis przy mnie i, jak coś, to ratować mnie, tak że opieka jest - podsumowała żartobliwie Kowalczyk.

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kowalczyk | biegi narciarskie | Tour de Ski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje