Reklama

Reklama

​Rafał Węgrzyn: Dziś wybór smarów był loterią

Na drodze do zwycięstwa w biegu Pucharu Świata ze startu wspólnego na 10 km techniką klasyczną w La Clusaz Justynie Kowalczyk stanęły niewłaściwie przygotowane narty. - Dziś wybór smarów był loterią - zaznaczył jeden z jej serwismenów Rafał Węgrzyn.

- Sytuacja była specyficzna. Temperatura zbliżona do zera, śnieg dość lekki. Niektóre zawodniczki wybrały sprzęt, który nie wymaga smarowania, a my zaryzykowaliśmy i niestety tym razem nie wyszło. Nie było jednak tragedii. Przez długi czas narty Justyny pracowały bez zarzutu, ale później śnieg zaczął dostawać się w szczeliny i przyczepiać do spodu - powiedział Węgrzyn.
Jak dodał asystent trenera Aleksandra Wierietielnego, nie tylko Kowalczyk, która zajęła w sobotnim biegu trzecie miejsce, miała z tego powodu problemy.
- Wiele innych zawodniczek także miało trudności. Najlepiej wyglądała sytuacja u Norweżek. U nich jednak też nie było chyba bez zarzutu, biorąc pod uwagę, jak na początku Justyna im odskoczyła - ocenił.
Węgrzyn podkreślił, że Kowalczyk mimo wszystko była po zawodach zadowolona z osiągniętej pozycji i nie miała pretensji do współpracowników.
Być może nie mówiła nam wszystkiego, ale sami jesteśmy zawiedzeni. Wiemy, że nie byliśmy stuprocentowo skuteczni, tak jak było wcześniej - zaznaczył.
Przyznał, że żałuje, iż pechowa sytuacja ze smarami miała miejsce akurat w dniu 30. urodzin utytułowanej biegaczki.
- Oczywiście, dziś szczególnie chcieliśmy, aby Justynie udało się wygrać. Mówi się jednak trudno, będzie to nauczka na przyszłość, z której wyciągniemy wnioski - podsumował.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje