Reklama

Reklama

O co oskarżają Justynę!?

- Najlepsze jest to, że nas oskarżają, że jesteśmy współwinni kradzieży, bo zostawiliśmy rzeczy w samochodzie. No ludzie, gdzie my żyjemy! Jeżeli w jakimś getcie, to mnie oskarżajcie - dziwiła się Justyna Kowalczyk, która nie może odżałować rzeczy, które stracił jej trener Aleksander Wierietielnyj w Katowicach.

Justyna i jej trener Aleksander Wierietielnyj zostali okradzeniu w zeszłym tygodniu w Katowicach, gdzie Kowalczyk wręczano wyróżnienie zasłużonej dla katowickiej AWF. Złodzieje wybili szybę w samochodzie trenera i zabrali należące do sportowców rzeczy.

- Ciężko mi wierzyć w uczciwość złodziei, bo to dwa wykluczające się pojęcia. Wiara w odzyskanie straconych rzeczy jednak zawsze pozostaje - powiedziała nam Justyna Kowalczyk, której we wtorek znakomitego sezonu gratulowała społeczność Kasiny Wielkiej i gminy Mszana Dolna.

Reklama

Zobacz jak Kasina gratulowała Justynie i co powiedziała nam mistrzyni:

Z samochodu Wierietielnego skradziono notatnik z kontaktami i planami treningowymi. - Bardzo mi przykro, że jeżdżę tyle po świecie i za granicą nigdy mi się nic takiego nie zdarzyło, dopiero w Katowicach. Najlepsze jest to, że to nas oskarżają o to, że jesteśmy współwinni, bo zostawiliśmy rzeczy w samochodzie. No ludzie, gdzie my żyjemy! Jeżeli w jakimś getcie, to mnie oskarżajcie, ale my żyjemy w państwie prawa i mam prawo pozostawiać w swoim samochodzie, co mi się podoba - podkreślała Justyna.

"Bandyci zaczną zdobywać medale"

A co ze skradzionymi planami treningowymi na nowy sezon? - Mam nadzieję, że je odtworzymy. Trener dawał mi swoje plany, Maciek Kreczmer też mi dawał swoje. Znajdziemy takie rozwiązanie, żeby to wszystko znowu "grało". Oczywiście żal tych wszystkich kontaktów trenera, które miał sprzed wielu lat. Jeszcze z Rosji i z Kazachstanu. To wszystko poszło sobie. No ale może bandyci w Katowicach zaczną biegać na nartach i będą zdobywać medale (śmiech) - cały kłopot obraca w żart Justyna.

Czy przygotowania do sezonu olimpijskiego mogą być jeszcze trudniejsze od tych ubiegłorocznych? - Nie będzie ostrzej. Już od dwóch-trzech lat schodzimy z obciążeniami treningowymi. Najciężej było przed igrzyskami w Turynie. Teraz pracujemy troszeczkę inaczej, bo już organizm nie jest ten sam i lata ciężkiej pracy się na nim odbiły. Ale na pewno nie będzie łatwo. Chociażby przez to, że trzeba dużo zmienić w moim bieganiu. Praca nad zmianami będzie mnie kosztowała wiele wysiłku.

Medale i nagrody na drugim planie

Kiedy ruszają przygotowania do nowego sezonu? - 10 maja jedziemy do Sierra Nevady i to już będzie normalne przygotowanie - odpowiedziała Justyna.

"Królowa Nart" tłumaczyła też, jaka jest jej sportowa hierarchia: - Trofea, medale, kryształowe kule i tego typu rzeczy są dla nas ważne, ale najważniejsze jest to, które się miejsce zajęło. Sama świadomość zwycięstwa jest najważniejsza, a rzeczy materialne nie aż tak bardzo. Wiemy, że dla ludzi, którzy nie są sportowcami właśnie te materialne nagrody mają największe znaczenie.

Żółtą koszulkę liderki klasyfikacji generalnej PŚ Kowalczyk dała swej koleżance Paulinie Łuszczek, która wespół z ojcem Józefem organizuje w Zakopanem akcję charytatywną dla biednych dzieci.

"Zapraszam na nartki"

Zapytaliśmy Justynę, czy dostrzega wpływ sukcesów na wzrost popularności tak trudnego sportu, jakim jest bieganie?

- Jak moje wyniki wpłyną na popularność uprawiania biegania, to jeszcze zobaczymy, ale na pewno na rozwój tego sportu w turystycznym ujęciu już to wpłynęło. Teraz dużo więcej osób staje na te nartki, a stawanie i chodzenie nie jest wcale takie ciężkie, więc zapraszam! - zarekomendowała złota biegaczka z Kasiny Wielkiej.

Tu przeczytasz, jak Kasina Wlk. witała Wielką Justynę!

Co sądzisz o kradzieży materiałów Justyny i jej trenera? Dyskutuj pod tekstem!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje