Reklama

Reklama

MŚ w Lahti. Pech Kowalczyk, Marcisz zestresowana Justyną

Justyna Kowalczyk i Ewelina Marcisz na dziewiątym miejscu ukończyły finał sprintu drużynowego klasykiem na MŚ w Lahti. Kowalczyk miała pecha, potykając się na ostrym zakręcie niedaleko przed metą. Marcisz po biegu nie ukrywała respektu i stresu związanego ze startem w drużynie ze słynną zawodniczką.

Emocjonujący finał wygrały Norweżki przed Rosjankami i Amerykankami. Taki scenariusz nie podobał się tysiącom fińskich fanów na trybunach. Ich zawodniczki ukończyły bieg na piątej pozycji.

Reklama

Kowalczyk nie ukrywała, że dzisiejszy start miał być dla niej głównie przetarciem przed wtorkowym biegiem na 10 km techniką klasyczną, jednym z dwóch najważniejszych biegów, jakie zaplanowała u schyłku kariery.

- Chciałam pobiec dobrze i mam nadzieję, że udało mi się osiągnąć cel. Chciałam pomóc Ewelinie, żeby odzyskała wiarę w siebie. Chciałam dobrze reprezentować nasz kraj i mam nadzieję, że też mi się to udało - mówiła po biegu Kowalczyk.

Justyna miała pecha na zakręcie krótko przed metą, spadając z ósmego na dziewiąte miejsce. - Poślizgnęłam się, byłam bardzo zmęczona. Miałam sześć biegów w nogach, każdemu może zdarzyć się mała pomyłka - powiedziała.

Zakładała awans do finału i sześć biegów zamiast trzech? - Jesteśmy na mistrzostwach świata, tu walczy się o każdy centymetr - podkreśliła.

Ósmego miejsca żałowała też Marcisz, wypowiadająca się z ogromnym szacunkiem, a nawet stresem w kontekście występu w drużynie z Kowalczyk. Miejsce w ósemce MŚ oznaczałoby dla Marcisz stypendium, które już za dziewiątą lokatę nie jest przyznawane.

- Było blisko ósmego miejsca. Nie wiem, czy ja zasługiwałam na to ósme miejsce swoją dyspozycją. Jeżeli byłybyśmy ósme, to tylko dzięki Justynie. Jesteśmy dziewiąte i to też zawdzięczam Justynie. Moja dyspozycja dzisiaj nie była najlepsza, chociaż dałam z siebie wszystko - mówiła Marcisz.

- Bardzo byłam zestresowana przed biegiem sprinterskim, tym bardziej, że biegłam z Justyną i nie chciałam jej zawieść. Chciałam się spisać jak najlepiej. Czy się udało, to już trzeba jej zapytać, bo to ona była główną postacią w naszym teamie. Jestem jej wdzięczna za to, że chciała ze mną pobiec i że jesteśmy w dziesiątce - powiedziała 26-letnia zawodniczka.

Nie będąca w wysokiej formie po serii kontuzji Marcisz na swoich zmianach głównie traciła, co potem musiała odrabiać Kowalczyk.

- Nie sądziłam, że w dwóch pierwszych biegach aż tyle stracę. W trzecim się trochę obudziłam. Nie potrafiłam się odnaleźć. Jednak ta przerwa w treningach zostawiła ślad taki, że nie umiem powalczyć w sprintach tak jak wcześniej. Myślę, że jak dobrze przepracuję okres przygotowawczy, do igrzysk będzie lepiej - ma nadzieję nasza biegaczka.

Marcisz też miała pecha - upadła w półfinale. W finale pecha miała Kowalczyk. - Zdarza się nawet najlepszym. Nie mogę tego Justynie wypominać, bo odwaliła kawał dobrej roboty - podsumowała młodsza z zawodniczek.

Z Lahti Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kowalczyk | Ewelina Marcisz | MŚ w Lahti

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje