Reklama

Reklama

Kowalczyk: Było strasznie. Dobrze, że już wiosna

- Miałam biec dla przyjemności, ale nie zaznałam jej nawet odrobinę - powiedziała Justyna Kowalczyk po zajęciu piątego miejsca w Falun w biegu na dochodzenie na 10 km techniką dowolną, który był ostatnią konkurencją narciarskiego Pucharu Świata 2011/12.

"Było strasznie, masakrycznie. Piszczele zaczęły mnie boleć już po starcie. Nie mogłam się w ogóle utrzymać na zjazdach. Mamy już wiosnę i to jest najważniejsze" - podkreśliła zawodniczka z Kasiny Wielkiej.

"W sobotę miałam bardzo ciężki wieczór, ale nie dlatego, że balowałam. Dopiero dziś sobie na to pozwolę za cały sezon. Marit po prostu mi odjechała i to nie na jakimś stromym odcinku. Nie byłam w stanie za nią nadążyć i już. Później sobie spokojnie patrzyłam na walkę dziewczyn o drugie miejsce. Stawiałam na Heidi Weng i trafiłam. Ta drobna dziewczyna ma wielki talent i robi niesamowite postępy" - dodała podopieczna Aleksandra Wierietielnego..

Reklama

Kowalczyk w sezonie 2011/12 zarobiła 305 595 franków szwajcarskich, czyli ponad milion złotych za występy w zawodach narciarskiego Pucharu Świata. Więcej na konto wpłynęło zwyciężczyni klasyfikacji generalnej Norweżce Marit Bjoergen.

Trzykrotna mistrzyni olimpijska z Vancouver zdobyła 388 165 franków premii (1,3 mln zł).

Najwięcej Kowalczyk zarobiła na końcowym zwycięstwie w Tour de Ski - 100 000 franków (ok. 341 tys. zł).

O znacznie mniej wzbogaciła się trzecia w klasyfikacji Norweżka Therese Johaug. 23-letnia zawodniczka otrzymała 175 740 franków (prawie 600 tys. zł).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje