Reklama

Reklama

Już nie tylko Kowalczyk krytykuje PZN. "Trzeba spiąć d... i dużo zmienić"

- Trzeba spiąć d... i dużo zmienić. Liczę na to, bo ja nie wierzę, że jesteśmy aż tak słabi - mówi nasz biegacz narciarski Sebastian Gazurek. Już nie tylko Justyna Kowalczyk krytykuje Polski Związek Narciarski.

Kowalczyk nie od dziś krytykuje PZN za zbyt małe zaangażowanie w biegi. Po słabych startach w mistrzostwach świata w Falun krytycznie o władzach zaczęli się wypowiadać mężczyźni. - Trzeba dużo zmienić - przyznał Sebastian Gazurek.

W 2001 roku Adam Małysz cieszył się z pierwszego w karierze tytułu mistrza świata. Dwa lata później objawił się talent Kowalczyk - została wicemistrzynią świata juniorów. Od tamtego czasu obraz polskich skoków narciarskich zmienił się diametralnie. Biegi natomiast wciąż opierają się na barkach zawodniczki z Kasiny Wielkiej, którą ostatnio próbuje odciążać Sylwia Jaśkowiec.

Reklama

PZN po sukcesach skoczka z Wisły zareagował błyskawicznie. Wyremontowano Wielką Krokiew i doprowadzono do budowy obiektu w rodzinnym mieście czterokrotnego medalisty igrzysk olimpijskich. Infrastruktura do biegów praktycznie się nie zmienia.

Kowalczyk systematycznie stara się uświadamiać, jak źle jest w kraju pod tym względem. Niemal cały okres przygotowawczy spędza za granicą. Swoim sportowym domem nazywa estońską miejscowość Otepaeae. Podopieczna trenera Aleksandra Wierietielnego nie ma dużych wymagań. Marzy jej się odpowiednia trasa nartorolkowa, którą zimą można byłoby sztucznie naśnieżać.

Brak takiej trasy Jaśkowiec niemal kosztował życie. Przygotowując się na nartorolkach do sezonu 2010/11 uległa ciężkiemu wypadkowi. Chcąc uniknąć zderzenia z autobusem zjechała do rowu. Uderzyła jednak w betonowy słup i doznała ciężkich obrażeń ręki. Do sportu wróciła po rocznej przerwie.

W niedzielę wspólnie zdobyły w Falun brązowy medal w sprincie drużynowym. Dwukrotna mistrzyni olimpijska wyraziła nadzieję, że zespołowych sukcesów PZN nie będzie już mógł ignorować, jak jej indywidualnych.

W męskich biegach jest jeszcze gorzej. Sztafetę udało się zmontować dopiero na mistrzostwa świata Val di Fiemme dwa lata temu. Częściej w XXI wieku swoje drużyny w zawodach tej rangi wystawili nawet Brytyjczycy i Australijczycy.

W środę miejsce w szyku polskim biegom pokazał Andrew Musgrave. Niespełna 25-letni Brytyjczyk zajął 16. miejsce w rywalizacji na 15 km techniką dowolną. Najlepszy z Polaków - Maciej Kreczmer - był 42.

- Trzeba spiąć d... i dużo zmienić. Liczę na to, bo ja nie wierzę, że jesteśmy aż tak słabi. Parę lat temu z niektórymi z tych zawodników biegaliśmy jak równy z równym. Andrew Musgrave chciał nawet przyjść do szkoły w Szczyrku. Teraz trenuje w Norwegii i ma chłopak wyniki - powiedział rozczarowany swoim rezultatem Gazurek, który zajął 61. pozycję.

- Nawet nie ma z kim analizować przyczyn takich wyników. Nie widzę szans na rozwój, jeśli tak to będzie wyglądać. Nie ma centralnego szkolenia, co skutkuje brakiem jakiejkolwiek wymiany myśli między trenerami. Ja nawet do ostatniej chwili nie wiedziałem, że tutaj przyjadę. Niby było jakieś bezpośrednie przygotowanie w Jakuszycach, ale trwało sześć czy siedem dni i nawet nie wiem, czy można ten obóz tak nazwać - dodał.

Jedynym jasnym punktem jest Maciej Staręga. Specjalizujący się w sprintach zawodnik dwukrotnie w tym sezonie zajął miejsce w pierwszej dziesiątce zawodów Pucharu Świata. Po sukcesie Kowalczyk i Jaśkowiec zachwycał się trenerem Wierietielnym. Z opinią Gazurka się zgadza.

- Juniorzy coś pokazują, ale trzeba im zapewnić odpowiednie szkolenie, bo jak nie, to wkrótce ciężko będzie mówić o biegach w Polsce. Jako grupa przez tyle lat nie możemy doskoczyć do poziomu Maćka Kreczmera, który czasem w Pucharze Świata plasował się w "30". Zapewniam, że nikogo z zawodników rola statysty nie zadowala - podkreślił.

25-letni siedlczanin daleki jest od wzywania kogokolwiek do dymisji. Oczekuje jednak, że decydenci poważnie zajmą się tematem i wskazuje niezrozumiałe w jego odczuciu działania.

- Trzeba wspólnie usiąść i coś stworzyć. Jeżeli dalej będziemy pracować bez określonych celów, nie wiadomo nad czym, to trochę będzie bez sensu. Nie dziwię się rozgoryczeniu chłopaków. Ja jestem sprinterem, a wszyscy trening mieliśmy podobny, jak nie w 99 procentach taki sam - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL