Reklama

Reklama

Justyna Kowalczyk po treningach w Tatrach pojedzie na lodowiec

Justyna Kowalczyk jest zadowolona z pracy, jaką wykonała podczas trzytygodniowego pobytu w Zakopanem. Podobnego zdania jest też trener Aleksander Wierietielny. Na początku października mistrzyni olimpijska w biegach narciarskich rozpocznie zajęcia na lodowcu.

Kowalczyk wspólnie z Maciejem Kreczmerem trenowała pod Tatrami na siłowni i nartorolkach oraz odbywała liczne wyprawy w góry. We wtorek zakończyła kolejne zgrupowanie.

- Ciężko było. Podczas tych 24 dni m.in. przebiegliśmy naprawdę wiele kilometrów po górskich szlakach, trasach czy szosie. Warunki atmosferyczne były zmienne - świeciło słońce, lał deszcz, posypało też śniegiem, który chyba chciał mnie przygotować do wyjazdu na lodowiec. Jesteśmy jednak przyzwyczajeni do różnej pogody i nie ma zmiłuj się - trening musi się odbyć, chociaż oczywiście trzeba było czasem nieco zmieniać plany. Jestem bardzo zadowolona z wykonanej tu pracy - podkreśliła zawodniczka AZS-u AWF-u Katowice.

Tatrzańskie szlaki, które pokonywała, m.in. na Kasprowy Wierch, Rysy czy Czerwone Wierchy są bardzo kamieniste. Czy warto więc ryzykować kontuzję?

- Oczywiście trzeba bardzo uważać i być w pełni skoncentrowanym. Te treningi jednak mają - przynajmniej dla mnie - bardzo dużą wartość. Wbiegając pod górę z zastosowaniem imitacji stylu klasycznego naprzemiennie ze zwykłym, szybkim marszem zwiększam wydolność, zbiegając wyrabiam koordynację i równowagę - zaznaczyła medalistka mistrzostw świata.

Równie pozytywnie obóz w Zakopanem ocenił trener Wierietielny. - Mimo załamania pogody zrobiliśmy wszystko to, co zaplanowaliśmy. To ochłodzenie i opady śniegu nawet mnie ucieszyły, bo następny wyjazd to lodowiec Dachstein, więc Justyna mogła się już trochę oswoić z trudnymi warunkami w górach. Tam zresztą też już nasypało, więc będą naprawdę dobre warunki śniegowe.

Podczas zakopiańskich treningów były też tzw. imitacje skakane. - Justyna nie bardzo lubi te ćwiczenia przypominające krok łyżwowy i dające wysiłek podobny do tego, który wykonuje się na nartach na podbiegu. To jest dość drastyczny trening, bardzo szybko wprowadzający zawodniczkę w dobrą formę sportową poprzez podwyższenie jego funkcjonalnych możliwości. Jednak stosując go trzeba być bardzo ostrożnym, żeby - jak to się mówi - nie przesadzić, ponieważ groziłoby to osiągnięciem szczytu formy w nieodpowiednim momencie - wspomniał Wierietielny.

Czterokrotna triumfatorka Pucharu Świata podkreśliła, że czeka ją jeszcze dużo pracy, jeśli chce myśleć o udanym występie w Soczi.

- Biegi się zmieniają, ja się zmieniam, więc w żadnym wypadku nie można powiedzieć czy moja dyspozycja na tym etapie szkolenia jest podobna do tej np. w roku ubiegłym. A poza tym od oceny moich postępów jest trener. Ja uważam, że przed nami jest jeszcze bardzo dużo pracy, a jej efekty zobaczymy już na igrzyskach - stwierdziła Kowalczyk.

Dla trenera najważniejsze jest zdrowie zawodniczki, bo tylko wtedy ciężką pracę można przekuć w odpowiednią dyspozycję. Porównań do przygotowań w poprzednich sezonach stara się unikać.

- Justyna czuje się bardzo dobrze, natomiast badania, które przeprowadzimy 30 września w Warszawie pokażą, jaki mamy postęp formy. Wcale nie jest pewne, że uzyskaliśmy go w stosunku np. do poprzedniego sezonu - to przecież wręcz niemożliwe, żeby zawodnik w ciągu 10-12 lat tylko dodawał. Z doświadczenia wiem, że czasem zdarza się gorszy moment, ale to wcale nie oznacza uzyskiwanie gorszych wyników w zimie - powiedział Wierietielny.

Zapytany o to, czy przed igrzyskami wprowadził do treningów jakieś nowe elementy szkoleniowiec stwierdził, że po pierwsze stary, dobry schemat się sprawdza, a po drugie - nawet gdyby coś dodał, to i tak nie mógłby tego zdradzić.

- Rywale czuwają! Oczywiście, że my ich też podpatrujemy, ale w ciemno nie chwytamy nowinek, bo mogłoby to przynieść odwrotny od zamierzonego skutek. Np. oglądaliśmy w Nowej Zelandii kadrę rosyjskich sprinterów i pewne elementy z ich treningu próbujemy, ale jak już mówiłem - mamy swoją dającą dobre wyniki drogę, więc tego się trzymamy - podkreślił.

Teraz przed zawodniczką i ekipą kilka dni odpoczynku w domu. - 4 października ruszamy do austriackiego Ramsau. Zamierzamy tam na lodowcu potrenować prawie końca miesiąca. Potem znów krótki oddech w domu i wkraczamy już w bezpośrednie przygotowania startowe - dodał Wierietielny.

Rozmawiała Joanna Koczyńska-Chmiel

Dowiedz się więcej na temat: aleksander wierietielny | Justyna Kowalczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje