Reklama

Reklama

Justyna Kowalczyk ostro o koleżankach ze sztafety: Wystarczy już tego cackania

"Drużyna biegaczek narciarskich potrzebuje dziś bicza nad głową. Po Val di Fiemme mam tylko jeden wniosek - wystarczy tego cackania" - napisała na swoim blogu Justyna Kowalczyk, która, jak twierdzi, nie widzi szans sztafety biegaczek na miejsce w pierwszej ósemce igrzysk olimpijskich w Soczi. Chyba że z pomocą biathlonistek.

"Dobrze by było, gdyby sztafeta polskich biegaczek narciarskich znalazła się w Soczi w pierwszej ósemce. I tu przed hurraoptymizmem bardzo przestrzegam, bo dużych szans nie widzę" - zaczęła swój ostatni wpis na blogu na swej oficjalnej stronie Justyna Kowalczyk.

Reklama

"Tylko o Kolę Kubińską jestem dziwnie spokojna. Widać, że dziewczyna chce i pracuje. (..) Dalej mamy jednak wielką niewiadomą" - pisze nasza mistrzyni świata i olimpijska.

Kowalczyk nie jest zamknięta na współpracę z polskimi biathlonistkami, które ostatnio zaliczyły znakomity sezon.

"Są jeszcze biathlonistki. Od dawna byłam za tym, by miały szansę się zakwalifikować i wspólnie z nami walczyć o wysokie pozycje. Tylko proste to nie jest. Najpierw muszą wystartować w zawodach FIS, żeby zrobić punkty. Takie już przepisy" - wyjaśnia zawiłości regulaminowe pani Justyna.

"Tyle tylko, że one świetnie ostatnio startowały w biathlonie i mają pewnie swoje cele. Ważniejsze od ratowania naszych tyłków" - reflektuje się nasza zawodniczka. Poza tym, to wcale nie jest pewne, że na trasach biegowych polskie biathlonistki byłyby lepsze od polskich biegaczek - podkreśla Kowalczyk.

"Więc... znów znaki zapytania. Ale szczerze - z wielką przyjemnością przyjęłabym do rywalizacji o miejsce w sztafecie Magdę Gwizdoń. Bo nawet jeśli biega na podobnym poziomie co nasze dziewczyny-łyżwiarki, to przynajmniej jestem pewna, że psychicznie poradzi sobie o niebo lepiej. Nie robiłaby głupich, szkolnych błędów, a przede wszystkim gryzłaby śnieg, aby nie zawieść. A tego niektórym w naszej sztafecie zdecydowanie brakuje" - dość ostro o swoich koleżankach z drużyny mówi liderka zespołu.

"Drużyna biegaczek narciarskich potrzebuje dziś bicza nad głową. W Libercu byłyśmy jednym z najmłodszych teamów, w Soczi będziemy najstarszym. Po Val di Fiemme mam tylko jeden wniosek - wystarczy tego cackania. Dzięki biathlonistkom - współpracą zainteresowanym, to wiem dobrze - żadna z biegaczek nie miałaby pewnego miejsca w sztafecie. Ba, pewny nie byłby nawet bilet na lot do Soczi. I to największy plus" - podsumowuje Kowalczyk.

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kowalczyk | biegi narciarskie | biathlon | Magdalena Gwizdoń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje