Reklama

Reklama

Justyna Kowalczyk o Norwegach: Przyjechali szukać sekretu

"Nie lubię takich akcji, nawet z TVP ich nie miałam. Pan reporter i pan operator przyjechali szukać SEKRETU" - pisze na swoim blogu Justyna Kowalczyk. Nasza mistrzyni biegów narciarskich opowiada, jak to norweska telewizja przyjechała robić o niej materiał.

"Pan reporter i pan operator przyjechali szukać SEKRETU. I potwierdzić budowany przez nich samych od lat stereotyp Justyny. Mam być samotnicą, mam być ponura, muszę być dziwna" - pisze nasza biegaczka.

Kowalczyk opisuje, co myślą o niej w Norwegii i co norweska telewizja spodziewała się zobaczyć, nakręcając reportaż o niej. "Muszę być też jakąś maszyną... no i ten sekret. Coś musi być na rzeczy, przecież nie zgodziłam się, żeby wspólnie z nimi przyjechała tu sama Marit Bjoergen. I żebyśmy razem trenowały. A... no i Trener za mną z batem goni - na bank :))"

Nasza zawodniczka nie ukrywa, że jest uprzedzona do norweskiej telewizji. "Mam prawo być i będę."

"Ale teraz z dnia na dzień czuję coraz większą satysfakcję, bo mina panu reporterowi się ciut niewyraźna robi. Nagle okazuje się, że osoby z którymi pracowałam, bardzo ciepło o mnie mówią, wspominają. Że najgorsze co do tej pory usłyszeli, to że uparta jestem i kapryśna bywam. Że z każdej strony jest sympatia, uśmiech i normalność. No i ciężka praca. Nawet rozebrana wyglądam zdecydowanie mniej... sportowo niż główne rywalki. I w sukienkach chodzę, zamiast w gaciach z milionem reklam. Na dodatek kontynuuję naukę. Oj, tydzień się kończy powoli, a tu żadnej sensacji" - pisze Justyna Kowalczyk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje