Reklama

Reklama

Justyna Kowalczyk atakuje krytyków po 1. starcie w Soczi 2014

Justyna Kowalczyk nie chce słuchać lekarza, a krytykom zabrania prawa głosu - m. in. to wyniki z dramatycznego wywiadu "Królowej Nart".

Dziwnym trafem po pierwszym weekendzie z igrzyskami w naszej redakcji bardziej żywiołowa dyskusja toczyła się nie na temat złota Kamila Stocha, ale szóstego miejsca Justyny Kowalczyk. Nie chodzi o miejsce, ale o przepełnione goryczą wypowiedzi "Królowej Nart".

Reklama

Justyna Kowalczyk jest i już na zawsze będzie ikoną polskiego sportu, biegaczką, która dla swej dyscypliny zrobiła tyle, co Adam Małysz dla skoków.

Biegaczka z Kasiny Wlk. ma tłumy wielbicieli. Jen stronę na Facebooku polubiło bez mała 400 tys. ludzi, tysiące fanów podróżują za nią po całej Europie i dopingują gromkim: "Justyna, Justyna!".

"Królowa Nart" to jest marka, której nikt i nic nie zepsuje - nawet zero medali w Soczi. Dlatego tym bardziej dziwi mnie fakt, że Justyna straciła równowagę pod wpływem kilku niewinnych wypowiedzi.

- Justyna Kowalczyk pojechała asekuracyjnie, a nie tak jak nas do tego przyzwyczaiła - ocenił w TVP  Edward Budny.

- Justyna była trochę spowolniona  - powiedział Apoloniusz Tajner  (45. sekunda poniższego filmu).

Komentator Eurosportu Bodan Chruścicki na eurosport.onet.pl powiedział: - Widać wyraźnie, że jeśli Justyna myśli o jakimkolwiek medalu, to tylko na dystansie 10 kilometrów stylem klasycznym. I tak to będzie jednak bardzo trudne, bo widać, że kilka zawodniczek jest rewelacyjnie przygotowanych do zmagań w Soczi. O Kowalczyk chyba nie da się tego powiedzieć. (...)  Strata prawie minuty do zwycięskiej Norweżki Marit Bjoergen w biegu łączonym to przepaść. Tego nie da się łatwo odrobić - dodaje Chruścicki. - Nie rozumiem, o co chodzi z tą kontuzjowaną stopą. Nawet lekarze nie są w stanie powiedzieć, co się dzieje. Przypominam sobie sytuację z poprzednich igrzysk w Vancouver. Wtedy też zbadać nie dała się Petra Majdić, która po upadku miała pęknięte żebro. Zrobiła tak, bo zdawała sobie sprawę, że lekarze nie dopuściliby jej do startu. Słowenka jednak pobiegła i zdobyła brązowy medal. - Jeśli Justyna miała kontuzję, to nie wiem, po co startowała ostatnio w Toblach. Nie wiedzą tego również dziennikarze, którzy są w Soczi. Może wiedzą członkowie ekipy. Nic z tego nie rozumiem.

Justyna rozstrzelała osoby ośmielające się wypowiadać na temat jej startów, w wywiadzie dla TVP.

- Do prześwietlenia nogi skłoniła mnie reakcja różnej maści ekspertów na mój start. Skłoniły mnie też słowa prezesa mojego związku, który mówił, że biegam ociężale - powiedziała.

- Chciałam pokazać czarno na biało, że z różnymi opiniami eksperckimi ludzi, którzy na bieganiu znają się tak, jak ja na astronomii, można by było poczekać - dodawała "Królowa Nart".

- Wiem, że teraz wyrośnie milion medycznych ekspertów, którzy będą mi mówić co ja mam zrobić i jak mam zrobić, będę łapana za słówka, a nie chciałabym być łapana za nie. To jest moja stopa, jestem dorosłą osobą i ja sama będę o niej decydować, a nie wszelakiej maści mądrzy ludzie - argumentowała.

Zszokowała, gdy przyznała, że nie zamierza stosować się do zaleceń lekarzy w związku ze złamaną kością śródstopia. - Rozmawiałam z doktorem Szymanikiem. To jedyna osoba, która zna stan mojej stopy. Szczerze powiedziawszy, nie będę tego słuchać - mówiła dobitnie Justyna. - Jestem na igrzyskach olimpijskich. Dobrze wiedziałam, że z moją nogą jest bardzo źle, podjęłam walkę z wielkim bólem, trenowałam przez trzy tygodnie, startowałam w Toblach bez żadnej tabletki przeciwbólowej. W Soczi mogę liczyć na blokady przeciwbólowe. Podjęłam walkę i mam to gdzieś, co kto będzie mówił. Jestem na igrzyskach, a stan mojej stopy jest wyłącznie moim problemem.

- Bez względu na to, co się dzieje w moim bucie, sportowiec z takim dorobkiem, jako kobieta w tym wieku, zasługuje na szacunek. Nie będę tego oczekiwać. Ale myślę że szacunek do pracy, którą przez ostatnie 15 lat  wykonałam i wykonał mój trener, cała moja drużyna podejmuje ze mną ten wysiłek, jest warty szacunku, a nie wypowiedzi typu pana Bogdana Chruścickiego, pierwszych trenerów. To są momenty, w których nie wolno siedzieć cicho. Polscy eksperci pokazują jak bardzo nie wiedzą o czym mówią - krytykowała.

  - Szóste miejsce po bardzo dobrym biegu dowolnym, być może ociężałym - jak mówi mój prezes, ale bardzo dobrym, po upadku i po tym jak pociąg odjechał i zostałam sama, wyciągnęłam dziesiąty czas tego biegu. Dlatego część łyżwowa wyszła mi imponująco. Kto tylko choć trochę siedzi w biegach narciarskich, ten wie, że tak jest - podkreślała "Królowa Nart".

Sporo niepotrzebnych emocji, żalu, nerwów. Idealnie byłoby, gdyby Justyna zdeklasowała konkurencję na 10 km klasykiem, a później poprawiła jeszcze w maratonie na 30 km. Wydaje się jednak, że we współczesnym sporcie lepiej bazować na pozytywnych emocjach, a nie na tych dołujących. Gdybym miał pozycję w sporcie Justyny Kowalczyk, nie przejmowałbym się tym, co kto powie. Tym bardziej, że prezes Tajner oprócz słów o "spowolnionej" Justynie powiedział też, że to szóste miejsce jest dobrym występem. Zatem, głowa do góry Pani Justyno, a materiał dowodowy w polemikach najlepiej przedstawiać w startach, a nie wywiadach! Niezmiennie trzymamy kciuki!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje