Reklama

Reklama

Zofia Klepacka: Modliłam się o silny wiatr i jestem druga

Zofia Klepacka (YKP Warszawa) zajmowała po pięciu wyścigach mistrzostw świata w hiszpańskim Santander ósme miejsce w windsurfingowej klasie RS:X. Po trzech środowych awansowała na drugie. Jak przyznała, modliła się o silny wiatr.

W poprzednich dniach był on bardzo słaby, a w poniedziałek w ogóle nie wiało. Wtorek zawodniczki miały wolny od pływania i z zainteresowaniem śledziły prognozy pogody.

"To nie były dla mnie warunki w dotychczasowych wyścigach. A jeszcze na domiar złego w czwartym, będąc na czele stawki, miałam pecha, czy też jak to można określić awarię GPS-a w głowie. Wjechałam na metę od tyłu i jak się odkręciłam, byłam już dziesiąta. Po drodze do miejsca zakwaterowania jest kościółek. Wstępowałam i prosiłam: "Panie Boże, niech zawieje 30 węzłów" i wymodliłam takie warunki. Było 30 węzłów, czyli siedem stopni w skali Beauforta" - powiedziała z zadowoleniem 28-letnia warszawianka.

Reklama

Pierwszy środowy wyścig wygrała, w drugim była ósma, a w trzecim ponownie zwyciężyła i po ośmiu awansowała na drugą pozycję w klasyfikacji generalnej.

"Wróciłam do gry i znowu wstąpię po drodze do kościółka na rozmowę z Panem Bogiem, zwłaszcza, że o zmierzchu wiatr się skończył. Poproszę, oby ponownie było 30 węzłów także w czwartek, no i w piątkowym finale. Wtedy zwiększy się moja szansa na medal. Może nie złoty, bo Charline Picon jest poza zasięgiem. Francuzka pływa tu bardzo równo, dziś była trzykrotnie trzecia i ma aż 20 punktów przewagi nade mną. Musiałby się zdarzyć cud, aby nie wygrała tych regat" - podkreśliła brązowa medalistka olimpijska londyńskich igrzysk.

Piotr Myszka (AZS AWFiS Gdańsk) nie narzekał, że "dzięki modlitwie Zosi" stracił pozycję lidera i po ośmiu wyścigach jest drugi, mając 26 punktów. O sześć mniej ma Francuz Julien Bontemps, a trzeci jest Przemysław Miarczyński (SKŻ Ergo Hestia Sopot) - 28. Ta trójka żeglarzy stała na podium tegorocznych mistrzostw Europy w Turcji, przy czym na najwyższym stopniu był Myszka.

"Po dniach marazmu przyszedł wreszcie silny wiatr, chwilami aż nadto. Ale w naszym sporcie o to chodzi, ma wiać, dlatego nie narzekam na trudne, nawet ekstremalne warunki, a przy wyspie, gdzie mieliśmy jeden ze znaków, nieprzewidywalne. Nie żeglowałem dziś rewelacyjnie, tylko pozytywnie, będąc na mecie siódmym, czwartym i szóstym" - ocenił pochodzący z Mrągowa gdańszczanin.

Przyznał, że podjął też ryzyko w jednym z wyścigów, kiedy znalazł się po starcie prawie na końcu stawki. "Obrałem zupełnie odmienny kierunek żeglowania od rywali i okazał się on na tyle dobry, że wysforował mnie do czuba. Może też miałem szczęście, które ominęło elitę i paru topowych zawodników nie ma już szans walki o podium" - zaznaczył Myszka.

Po trzech środowych wyścigach prawie wszyscy deskarze ze zmęczenia słaniali się na nogach, gdy wychodzili na brzeg. Miarczyński powiedział PAP, że kilku zawodników było blisko omdlenia, a jeszcze inni nie mieli już sił, by trzymać w dłoniach żagiel. Polacy prezentowali się jednak dziarsko, jakby w ogóle nie pływali...

"Zarówno Piotrek, jak i ja, bardzo dużą wagę przywiązujemy do kondycji, bo - jak widać - ma ona niebagatelne znaczenie. Jeżdżę na rowerze, górskim i szosowym, od 30 do 120 km. Poza tym biegam, 10-20 km, a w tym roku poznałem po raz pierwszy w karierze smak triathlonu. Wystartowałem w Gdańsku na ćwiartce; było to 950 m pływania, 45 km pedałowania i 10,5 km biegania. Zajęło mi niespełna dwie godziny 18 minut" - wspomniał brązowy medalista olimpijski.

Dodał, że dobra kondycja pozwala mu przeżyć nieprzewidywalne sytuacje. "Z niektórymi zawodnikami, będącymi w mojej grupie, zaliczyłem nie osiem, a prawie 12 wyścigów. Jeden niemalże cały, natomiast trzy do pierwszej boi, po 10 minut każdy, kiedy decyzją sędziów rywalizacja została przerwana. To wszystko powoduje utratę sił, cała para idzie w gwizdek. Kto ma lepszą podbudowę fizyczną, ten ma większe szanse w kolejnych wyścigach" - zaznaczył Miarczyński.

Czterokrotny uczestnik igrzysk olimpijskich z aprobatą odniósł się do programu edukacyjno-sportowego Energa Sailing, skierowanego do dzieci z wybranych województw. Zajęcia są bezpłatne i mają one zachęcić najmłodszych uczniów szkół podstawowych (7-9 lat) do rozpoczęcia żeglarskiej przygody, którą potem będą mogły kontynuować w klubach.

"Nic nie trwa wiecznie, tym bardziej sportowa kariera. Trzeba myśleć o tym, kto nas zastąpi, kto będzie kontynuował pasmo sukcesów. Dobrze się zatem stało, że jest taki program szkolenia, sięgający do podstawy piramidy. Nikt nie rodzi się mistrzem. Mistrzem się zostaje, a droga do podium wiedzie przez pracę. Im więcej się zainwestuje, tym większe mogą być efekty, niekoniecznie liczbą trofeów oceniane. Ważniejsze jest bowiem zdrowie, a sport może temu pomóc" - podkreślił medalista mistrzostw świata i Europy.



Dowiedz się więcej na temat: Zofia Klepacka-Noceti

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje