Reklama

Reklama

Żeglarstwo. Wiceprezydent World Sailing Tomasz Chamera - wszyscy chcieli go na pokładzie

Prezesa Polskiego Związku Żeglarskiego wybrano do władz światowej federacji. Tomasz Chamera ujawnia Interii, czy dzięki temu dla polskich żagli powieją dobre wiatry.

Maciej Słomiński, Interia: Proszę uchylić rąbka tajemnicy, jak się zostaje wiceprezydentem światowej federacji żeglarskiej w dobie pandemii? Rozumiem, że podobnie jak w Sejmie musiał pan utworzyć koalicję, obiecać wyborcom liczne korzyści i gotowe.

Reklama

Tomasz Chamera, wiceprezydent światowej federacji żeglarskiej: - Walne zgromadzenie World Sailing to swego rodzaju polityka (śmiech), chociaż zdecydowanie wolę określenie "dyplomacja sportowa". W żeglarstwie, jak w wielu innych sportach, nie jest tak, że przyjedzie się na białym rumaku i znienacka wskoczy na szczyty władzy. Trzeba być rozpoznawalnym, zapracować na poparcie przez lata, wykazać się wiedzą, kompetencjami, umiejętnością współpracy.

Proszę zabrać nas za kulisy takich wyborów.

- Wybory odbywają się co cztery lata, w cyklu olimpijskim. Zgromadzenia odbywają się stacjonarnie, trwają około 10 dni. Każdy narodowy związek żeglarski będący zrzeszony w World Sailing ma jeden głos. Na poprzednim kongresie, cztery lata temu w Barcelonie, było około 80 delegatów, nie ma możliwości głosowania w zastępstwie za nieobecnych. Zwykle barierą są koszty dojazdu na miejsce obrad. Teraz, w dobie głosowania zdalnego, udział wzięła rekordowa liczba 128 federacji krajowych, co stanowi blisko 95 proc. wszystkich członków.

Pan uzyskał największe poparcie spośród kandydatów na wiceprezydenta federacji.

- Wygląda na to, że każdy z kandydatów na prezydenta chciał mieć mnie na pokładzie (śmiech). Na karcie do głosowania trzeba było wybrać jednego kandydata na prezydenta i siedmiu na wiceprezydenta, czyli liczbę docelową. Statut zakłada pewien parytet, minimum dwie osoby w zarządzie World Sailing muszą być płci odmiennej. Udało się ten parytet przekroczyć, bo ostatecznie do zarządu wybrano trzy kobiety.

Zapytam wprost: co z pana wyboru będzie miało polskie żeglarstwo? Co może pan naszym żaglom załatwić w związku z wyborem na zaszczytne stanowisko?

- Muszę pana sprowadzić na ziemię. World Sailing, jak wiele innych federacji, w tej chwili boryka się z problemami finansowymi. Powód jest prosty: odroczenie igrzysk olimpijskich. 75 proc. budżetu naszej federacji pochodzi z igrzysk (prawa medialne). Dzielenie pieniędzy, wpływów itd. - to nie ten adres. Czy dzięki mojej pozycji Polska będzie miała coś więcej? Jest na odwrót - mój wybór na stanowisko jest efektem silnej pozycji naszego kraju na scenie żeglarskiej, naszych kompetencji, wyników naszych zawodników, organizacji regat przez nasz kraj, pracy naszych trenerów. Nie potrzebujemy większych wpływów, bronimy się naszą pracą.

Stawiacie na sport masowy czy wyczyn i wychowanie kolejnego mistrza, następcy Mateusza Kusznierewicza?

- By wychować kolejnych mistrzów potrzebna jest praca u podstaw na własnym podwórku. Domu nie buduje się od dachu. Jeśli będziemy dobrze pracować w sporcie masowym, wyniki i mistrzowie pojawią się sami.

W mojej głowie, szczura lądowego, żeglarstwo dzieli się na morskie i śródlądowe.

- To podział bardziej polski. W świecie żeglarstwo dzieli się na amatorskie, gdzie żegluje się dla przyjemności i zawodowe, gdzie ściga się o medale. Duży obszar zajmuje edukacja, związana z certyfikacją na poszczególne patenty żeglarskie. Mamy odmiany żeglarstwa związane z windsurfingiem czy kiteboardingiem. Żeglarstwo jest sportem i formą aktywności dla każdego, można je uprawiać bez względu na wiek, czy chcemy być turystą, czy mistrzem olimpijskim.

Czy trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje do żeglowania? Np. w koszykówce czy siatkówce trzeba być wysokim, a jak jest w pana sporcie?

- Tu wchodzimy w specyfikę poszczególnych klas regatowych. Dobieramy rzecz jasna zawodników pod kątem wzrostu i masy ciała. Dla przykładu, niski zawodnik nie będzie wartościowym załogantem na szybkim 49erze, gdzie liczy się tzw. ramię balastowe, aby łódkę poprowadzić prosto. Jeśli ktoś jest niski nie odniesie sukcesów w klasie Finn, gdzie trzeba ważyć ponad 90 kg i być słusznego wzrostu. Może być za to świetny w klasie 470. Parametry się liczą, ale nie przekreślają.

Niech pan oświeci laika, na czym polega rywalizacja żeglarska. Czemu czasem jest tak, że łódka która przypłynie na końcu stawki dostaje złoty medal?

- To spore wyzwanie wytłumaczyć przysłowiowemu Kowalskiemu po co pływamy dookoła bojek, ile musimy wykonać okrążeń, etc. Mamy dziesięć konkurencji olimpijskich, poza tym kilkadziesiąt innych klas, w których są rozgrywane mistrzostwa świata. W konkurencjach olimpijskich zwykle mamy 10 (lub 15) wyścigów serii podstawowej. Liczba wyścigów zależy od specyfiki klasy, przede wszystkim od tego, czy są to konkurencje szybkie (wyścigi trwające ok. 30 min.) czy wolne (50-60 min.). Punktacja jest dość prosta, liczone są punkty karne - miejsce pierwsze dostaje jeden punkt, czterdzieste - punktów czterdzieści, najgorszy wyścig podlega odrzuceniu. Dziesięciu najlepszych żeglarzy kwalifikuje się do wyścigu finałowego (medalowego), zachowując dorobek zdobyty wcześniej. Wyścig medalowy jest punktowany podwójnie - za pierwsze miejsce przyznawane są dwa punkty, za piąte - dziesięć itd. Wyniki serii podstawowej są wliczane do końcowej klasyfikacji, dlatego może być tak, że ten kto przekroczy linię mety jako ostatni w wyścigu finałowym, ostatecznie dostanie złoty medal. I na odwrót - pierwszy na mecie wcześniej miał dużo punktów karnych, których mimo dobrego występu w finale odrobić nie zdoła. Żartujemy czasem, że nasza dyscyplina przypomina krykiet - gramy przez tydzień, a na koniec jest remis i mało kto wie, dlaczego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama