Reklama

Reklama

Wygrana tyszan, niespodzianka w Sanoku

GKS Tychy, lider PLH, wygrał w 14. kolejce ze Stoczniowcem Gdańsk 3:1. Jego przewaga nad mistrzem Polski Comarchem Cracovią, który w weekend rozgrywał turniej Pucharu Kontynentalnego, wzrosła do sześciu punktów.

Do niespodzianki doszło w Sanoku. Miejscowy Ciarko KH pokonał Pol-Aquę Zagłębie Sosnowiec 8:4. Rzuty karne potrzebne były, aby wyłonić zwycięzcę meczu w Toruniu. TKH Nesta okazał się lepszy od Jastrzębskiego KH GKS.

Aksam Unia Oświęcim w ligowym klasyku nie sprostała skuteczniejszemu Podhalu Nowy Targ i dostała od "Szarotek" srogą lekcję przegrywając 4:7. - Mieliśmy matematyczne szanse na wejście do szóstki, ale teraz możemy o tym zapomnieć - mówił po spotkaniu Waldemar Klisiak, napastnik Unitów.

Mecze nowotarżan z oświęcimianami od początku lat 90. elektryzowały hokejowy światek. Zasiadający na trybunach kibice z wypiekami na twarzach oglądali spotkania "biało-niebieskich" z "Szarotkami". W niedziele było niestety inaczej. Wytrwałości i motywacji podopiecznym Josefa Dobosza starczyło tylko na pierwszą odsłonę. W trzeciej tercji obie drużyny spuściły z tonu, a na lodowisku oglądaliśmy raczej ślizgawkę.

Reklama

- W trzeciej części gry trener dał nam odpocząć. Wprowadził do gry młodszych zawodników, chciał, żeby też i oni zapracowali na swoją cegiełkę - mówił po spotkaniu zadowolony ze zwycięstwa Milan Baranyk.

W szeregach Unii zabrakło Tomasza Połącarza i Petera Tabaczka. - Mam problemy z pachwiną, lekarz poradził mi odpoczynek, więc pozostało mi tylko dostosować się do jego zaleceń - wyjaśniał przed spotkaniem Połącarz. Znacznie gorzej wygląda kontuzja 24-letniego Tabaczka. - Mam krwiaka na kolanie. Nie wiem jeszcze co dokładnie mi się stało. Jutro przejdę specjalistyczne badania i jeśli dostanę zgodę od lekarza drużyny, rehabilitację przejdę na Słowacji - mówił załamany Peter Tabaczek. Wcześniej ze składu oświęcimian wypadł Michał Kasperczyk, który od przyszłego tygodnia wyjedzie rozpocznie lekki trening.

W drużynie Podhala zabrakło zawieszonych przez PZHL Marcina Kolusza i Krystiana Dziubińskiego, a także kontuzjowanego Łukasza Batkiewicza.

Pierwsze minuty należały do oświęcimian, którzy starali się wykorzystać niezdecydowanie jeszcze ospałych nowotarżan. W trzeciej minucie zakotłowało się pod bramką Zborowskiego. Twardy uderzał z niebieskiej, dobitek próbowali jeszcze Szewczyk i Bibrzycki, jednak nowotarscy obrońcy w porę naprawili swoje błędy. Chwilę później na ławkę kar powędrował Neupauer, a Unici szybko rozegrali zamek i wyszli na prowadzenie. Z roli egzekutora dobrze wywiązał się Mateusz Adamus, który precyzyjnym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Krzysztofowi Zborowskiemu.

- To był dla nas policzek. Może wyda się to dziwne, ale jeśli szybko stracimy bramkę, to mobilizujemy się do lepszej gry. Działa to na nas jak czerwona płachta na byka - relacjonował Milan Baranyk, skrzydłowy "Szarotek".

Nowotarżanie doprowadzili do wyrównania w 8. minucie. Neupauer zagrał do ustawionego w okolicach linii niebieskiej Sulki, a ten umieścił krążek w bramce, strzelając między parkanami Szydłowskiego. 40 sekund później na prowadzenie ponownie wyszli gospodarze. Gallo wrzucił krążek pod bramkę, a Wojtarowicz sprytnie przystawił łopatkę kija, a "guma", obok kompletnie zdezorientowanego "Zbory", wtoczyła się do bramki.

Jednak w poczynaniach Unii widoczny był zbyt duży luz. Dodatkowo w ich szeregi wdarły się błędy, które Podhalanie wykorzystywali, i to z chirurgiczną precyzją. Gdy na ławce kar siedział Bibrzycki, Gruszka dobrym podaniem obsłużył Zapałę, a ten w sytuacji sam na sam z Szydłowskim nie dał mu żadnych szans, strzelając z backhandu pod poprzeczkę.

Podopieczni Josefa Dobosza nie wyciągnęli wniosków i dalej popełniali błędy, a po jednym z nich chytry jak lis Baranyk wyprowadził "Szarotki" na prowadzenie. Czeski skrzydłowy precyzyjnym strzałem "zdjął pajęczynę" z okienka oświęcimskiej bramki.

Oszołomieni gospodarze wpuścili do swojej tercji Podhalan i gdyby nie czujność Szydłowskiego i brak skuteczności nowotarżan, mieliby naprawdę poważne problemy. Jednak oświęcimski bramkarz spasował w 25. minucie. Po wpuszczeniu czwartej bramki, która obciążyła jego konto, zjechał do boksu i zwolnił miejsce młodszemu o dziewięć lat koledze.

Dwie minuty później kontaktowego gola strzelił Stachura, ale 120 sekund później Unici wykazali się niefrasobliwością pod bramką rywali. Fortuna tego dnia była też po stronie Zborowskiego. W ogromnym kotle pod bramką, nowotarski golkiper zwijał się jak w ukropie, broniąc lawinę strzałów "biało-niebieskich". - Gdyby rywale wykorzystali te sytuacje, mecz mógłby się inaczej ułożyć - mówił otwarcie trener "Szarotek".

Zdecydowanie lepiej nastawione celowniki mieli podopieczni Milana Janczuszki. Praktycznie co drugi strzał lądował w siatce. W upokarzaniu oświęcimskich defensorów i Sebastiana Stańczyka prym wiodła pierwsza formacja nowotarżan. A Bakrlik, Baranyk i Voznik urządzili sobie istną kanonadę. W 30. minucie Martin Voznik zachował się najsprytniej w zamieszaniu podbramkowym i ze stoickim spokojem skierował gumę do siatki. Później Frantiszek Bakrlik uderzył w długi róg, a Sebastianowi Stańczykowi pozostało tylko wyciągnąć gumę z siatki.

- Z naszej trójki najlepszy był Martin Voznik. Ja i Franek staraliśmy się dotrzymać mu kroku - wyjaśniał jak zawsze skromny Milan Baranyk. - Muszę przyznać, że w zdobyciu bramek pomogli nam oświęcimscy obrońcy i bramkarze. Nie mieli dzisiaj dobrego dnia. Jednak nasza gra w destrukcji też nie była z górnej półki - ocenił 29-letni Czech.

W 37. minucie dzieła zniszczenia dopełnił Martin Iviczicz, który strzałem z klepy w krótki róg zaskoczył oświęcimskiego golkipera.

W trzeciej odsłonie obie drużyny oszczędzały się, a widowisko z minuty na minute było coraz bardziej senne. - Brakowało nam motywacji, nie weszliśmy w mecz z takim zaangażowaniem. W trzeciej tercji nastawiliśmy się już na defensywę, bo nie chcieliśmy przegrać na własnym lodzie jeszcze wyżej. Wiedzieliśmy dobrze, że strzelenie czterech goli Zborowskiemu jest niemożliwe - bił się w piersi Waldemar Klisiak, najbardziej doświadczony zawodnik Aksam Unii.

W 50. minucie "biało-niebieskim" przez 78 sekund przyszło grać w pięciu przeciwko trójce nowotarżan, jednak podopieczni Josefa Dobosza nie potrafi zamienić przewagi na bramkę. - Sytuacji było dużo. Gallo strzelił w słupek, później poprawiali Klisiak, Wojtarowicz, Jakubik i nic. Bramka była jak zaczarowana - załamywał ręce trener Dobosz.

Na otarcie łez oświęcimianie na sekundę przed końcową syreną zdobyli czwartego gola i zmniejszyli rozmiary porażki. Tym razem przymusową odsiadkę Malasińskiego i Sroki, wykorzystał Maciej Szewczyk, który po podaniu Martina Buczka ulokował gumę w siatce.

Radosław Kozłowski, Oświęcim

GKS Tychy - Energa Stoczniowiec Gdańsk 3:1 (2:0, 1:0, 0:1).

Bramki: 1:0 Sebastian Gonera (8.), 2:0 Tomas Jakes (17.), 3:0 Łukasz Sokół (34.), 3:1 Jarosław Rzeszutko (55.).

Kary: GKS - 8, Energa - 4 minuty. Widzów 1000.

Aksam Unia Oświęcim - Wojas Podhale Nowy Targ 4:7 (2:3, 1:4, 1:0).

Bramki: 1:0 Mateusz Adamus (4.), 1:1 Maciej Sulka (8.), 2:1 Wojciech Wojtarowicz (9.), 2:2 Krzysztof Zapała (10.), 2:3 Milan Baranyk (14.), 2:4 Frantisek Bakrlik (25.), 3:4 Wojciech Stachura (28.), 3:5 Martin Voznik (30.), 3:6 Frantisek Bakrlik (33.), 3:7 Martin Iviczicz (37.), 4:7 Maciej Szewczyk (60.).

Kary: Unia - 22, Wojas - 20 minut. Widzów 1800.

Ciarko KH Sanok - Pol-Aqua Zagłębie Sosnowiec 8:4 (2:1, 2:1, 4:2).

Bramki: 1:0 Tobiasz Bigos (9.), 1:1 Paweł Dronia (17.), 2:1 Marek Strzyżowski (18.), 3:1 Wojciech Milan (23.), 3:2 Teddy da Costa (30.), 4:2 Bogusław Rąpała (35.), 4:3 Marcin Jaros (42.), 4:4 Paweł Dronia (42.), 5:4 Marcin Biały (44.), 6:4 Wojciech Milan (45.), 7:4 Tibor Schneider (49.), 8:4 Wojciech Milan (54.).

Kary: Ciarko - 8, Zagłębie - 14 minut. Widzów 1000.

TKH Nesta - JKH GKS Jastrzębie 2:1 po karnych (1:1, 0:0, 0:0, dogrywka 0:0), karne 3:1

Bramki: 0:1 Pavel Zdrahal (13.), 1:1 Jemu Porthen (14.).

Kary: TKH Nesta - 10 minut, JKH GKS - 6 minut. Widzów: 300.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje