Reklama

Reklama

Wiceprezydent FIDE Łukasz Turlej: rozwój internetowych szachów w czasach pandemii

"Po wybuchu wiosną pandemii koronawirusa liczba szachistów rejestrujących się na stronach i aplikacjach internetowych rosła po kilkadziesiąt procent dzień do dnia. Gra w sieci bardzo poszerza możliwości dzieci"- powiedział PAP wiceprezydent światowej federacji Łukasz Turlej.

Podkreślił, że od marca liczba zawodowych szachistów nie wzrosła istotnie, natomiast bardzo się rozszerzył "spód piramidy".

"Przybyło ludzi lubiących po prostu grać. Myślę, że kiedy znów ruszą turnieje na żywo, to wielu z nich się na takich zawodach pojawi. Przekonali się, że to jest ciekawa rozgrywka" - ocenił.

Zauważył, że szachy w internecie bardzo poszerzają możliwości najmłodszych zawodników.

"Bez większych kosztów mogą się zmierzyć w oficjalnych meczach z przeciwnikami z całego świata. Niedawno drużyna Hetmana GKS Katowice złożona z graczy w wieku 8, 10 i 12 lat rywalizowała w turnieju z drużynami z RPA, Armenii, Azerbejdżanu i Litwy. To duży +kopniak+ motywacyjny. Dzieciaki z GKS grają też w elektronicznej Bundeslidze, gdzie jest kilkanaście poziomów, można w jednym tygodniu awansować, w kolejnym - spaść" - wyjaśnił Turlej.

Podkreślił, że kibicowanie zmaganiom szachistów przeniosło się do internetu wcześniej niż to się stało - z konieczności - w przypadku innych dyscyplin.

"Pamiętamy ze starych gazet takie zdjęcia z meczów Karpow - Kasparow, gdzie tłum ludzi patrzył w ciszy na ruchy pokazywane na wielkiej szachownicy. Teraz pomaga technologia. Kto może to, oczywiście, podejdzie na salę gry, aby przez 15-20 minut zobaczyć z bliska zawodników. Niewielu wysiedzi po pięć godzin. Poza tym dużo ludzi lubi sobie sprawdzić na telefonie czy w komputerze jaka jest najlepsza możliwość kontynuacji w danej pozycji na szachownicy. Kiedy się jest w sali gry, to trzeba obserwować w ciszy, a używanie wszelkich urządzeń elektronicznych jest niedozwolone"- powiedział.

Jego zdaniem w kibicowaniu szachom w "realu" i w sieci nie ma takiej różnicy, jak - na przykład - jest to w Polsce w przypadku skoków narciarskich czy siatkówki.

"Tym niemniej dla osoby, która gra, lubi szachy, to niezapomniane przeżycie być blisko fizycznie najlepszych zawodników" - zaznaczył.

Podkreślił, że wyznacznikiem rozwoju szachów w internecie jest "sieciowy" sukces finansowy norweskiego mistrza świata Norwega Magnusa Carlsena, który został najlepiej zarabiającym e-sportowcem w 2020 roku.

"Z uwagi na to, że zawody przeniosły się do internetu, zarobił tam ponad pół miliona dolarów" - stwierdził Turlej.                              

Przyznał, że choć przepisy gry nie zmieniły się, to kiedyś szachy były bardziej "romantyczne".

"Dziś, z uwagi na wsparcie komputerów i to, że znamy partie starych mistrzów, gra się inaczej. Nie jest to taka gra +na hura+, która na pewno odpowiadałaby kibicom najbardziej. Wszystko jest bardziej wyważone, przekalkulowane" - posumował.

Autor: Piotr Girczys

Reklama

gir/ giel/ cegl/

Dowiedz się więcej na temat: FIDE | Łukasz Turlej

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje