Reklama

Reklama

W Santander żeglarze będą walczyć o kwalifikacje olimpijskie

Sześć kwalifikacji olimpijskich do igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku i być może dwa medale - to plan żeglarzy przygotowujących się do tegorocznych mistrzostw świata w klasach olimpijskich, które odbędą się od 9 do 21 września w hiszpańskim Santander.

- To będą dla nas bardzo ważne regaty. Już teraz zapowiada się zacięta walka o nominacje olimpijskie, gdyż wiadomo, że w przyszłym roku będzie je o wiele trudniej wywalczyć. Do startu przygotowujemy się od początku sezonu, widać efekty tej pracy. W mistrzostwach Europy w klasie RS-X, rozegranych w Turcji u wybrzeży Cesme, zdobyliśmy cztery medale - powiedział główny trener Polskiego Związku Żeglarskiego i szkoleniowiec tej klasy Paweł Kowalski.

Złoty w rywalizacji seniorów wywalczył Piotr Myszka, brązowy Przemysław Miarczyński. Wśród kobiet trzecia była brązowa medalistka igrzysk olimpijskich w Londynie Zofia Klepacka, a mistrzem Europy juniorów został Radosław Furmański.

Reklama

- Brązowy medal, przyznam, trochę mnie zaskoczył. W tym roku stosunkowo mało trenowałam, zajmowałam się córką Marią, która urodziła się jedenaście miesięcy temu. Ale teraz już rzeczywiście zajęcia są bardzo intensywne, pracuję nad masą ciała. Muszę ją poprawić, gdyż to jest warunek dobrego wyniku na mistrzostwach świata. A moje plany związane ze startem w Santander są prozaiczne - jadę tam po medal - powiedziała Klepacka, która we wtorek poleciała do Hiszpanii na zgrupowanie. Po powrocie do kraju medalista olimpijska będzie trenowała wyłącznie na krajowych akwenach.

Inny plan przygotowań mają żeglarze klasy RS-X, w najbliższych dniach czeka ich wyprawa do Brazylii na rekonesans olimpijski. Akwen, na którym odbędą się regaty olimpijskie w 2016 roku będą poznawali trzej zawodnicy kadry Energa Sailing Team Piotr Myszka, Paweł Tarnowski i Przemysław Miarczyński.

Od 1 lipca trenerem głównym Polskiego Związku Żeglarskiego został Kowalski, który od prawie 15 lat zajmował się szkoleniem kadry w klasach deskowych.

- To dla mnie nowe, ale ciekawe wyzwanie. Przyznam, że szukałem go od dość dawna, rozmowy na ten temat prowadziliśmy już przed igrzyskami w Londynie. Na efekty jednak trzeba będzie poczekać minimum pół roku, liczę na postęp. Generalnie będę chciał przenieść sprawdzone pomysły szkoleniowe z RS-X do innych klas. Nie będzie rewolucji, wiem, że w wielu przypadkach wystarczy minimalna kosmetyka i wszystko będzie OK, będzie efekt w postaci wyników - zadeklarował trener główny PZŻ.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje