Reklama

Reklama

Tokio 2020. Hidilyn Diaz marzy, by jako pierwsza Filipinka zdobyć złoto

Sztangistka z Filipin Hidilyn Diaz marzy, by na igrzyskach w Tokio przejść do historii i zdobyć jako pierwsza kobieta złoty medal olimpijski dla tego azjatyckiego kraju. Cztery lata temu z Rio de Janeiro przywiozła srebro w kategorii 53 kg.

To było pierwsze wicemistrzostwo olimpijskie Filipin od 1996 r., gdy w Atlancie Mansueto Velasco zdobył srebro w boksie. "Wyzwania są tylko częścią życia. Czasami nadchodzi czas, że chcesz się poddać, ale teraz muszę walczyć o swoje marzenia" - powiedziała zawodniczka, cytowana przez olympicchanel.com.

Zawody w Tokio będą jej czwartymi igrzyskami - debiutowała w Pekinie (2008) jako 17-latka. W Londynie (2012) nie ukończyła rywalizacji nie zaliczając żadnej z trzech prób. Medal zdobyty w 2016 r. dał jej status narodowej bohaterki, ale mimo to przygotowania do Tokio, gdzie wystąpi w wadze 55 kg, zakłócały kłopoty finansowe.

Reklama

Na tyle poważne, że zwróciła się o pomoc publiczną. I otrzymała ją. We wrześniu w MŚ w amerykańskim Anaheim zdobyła brąz, a pod koniec stycznia w Rzymie w Pucharze Świata wywalczyła trzy złote medale. Jedną z jej rywalek w tej kategorii wagowej jest Joanna Łochowska (Budowlani Opole).

Diaz pochodzi z biednej, wielodzietnej rodziny (ma pięcioro rodzeństwa) z wyspy Mindanao. Jako dziecko pracowała z rodzicami na polu i pomagała ojcu w sprzedaży warzyw i ryb na ulicy. W wieku 11 lat zaczęła uprawiać podnoszenie ciężarów w warunkach dalekich od profesjonalizmu, zachęcona przez swojego kuzyna. Na plastikowych rurach służących za sztangę podnosiła ciężarki... odlane z betonu w metalowych, starych puszkach. Były tak ciężkie, że łamały plastikową sztangę.

Sport stał się jej pasją i w końcu trafiła pod skrzydła Ramona Solisa, pierwszego filipińskiego sztangisty-olimpijczyka, uczestnika igrzysk w Seulu 1988, obecnie jej trenera.

Mimo sukcesów nie zapomniała skąd pochodzi i jaka była jej droga życiowa. Sport pozwolił jej nie tylko na realizację marzeń, ale i pomaganie najbliższym.

"Mogłam kupić ziemię swojemu rodzeństwu i zbudować salę gimnastyczną. Pomagam rodzinie i innym dzieciakom, które nie mają nie tylko pieniędzy na trening, ale i domów" - dodała olimpijka, która poświęca codziennie sporo czasu na zajęcia z młodymi sportowcami.

Dowiedz się więcej na temat: Tokio 2020

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje