Szachy. Wzlot Polaków na ME. Jerzy Kostro dla Interii: On będzie mistrzem świata
- Brązowy medal drużynowych mistrzostw Europy w słoweńskim Catez to ogromny sukces naszych szachistów. Mimo wszystko wyżej postawiłbym jednak czwartą pozycję na ostatniej olimpiadzie szachowej w Batumi - mówi Interii Jerzy Kostro, mistrz międzynarodowy w szachach i jak sam mówi "szachowy dziadek" polskiego arcymistrza Jana-Krzysztofa Dudy.

Dariusz Wołowski, Interia: Jak pan przeżywał turniej w Słowenii? To pierwszy medal polskich szachistów zdobyty w mistrzostwach Europy rozgrywanych od 1957 roku.
Jerzy Kostro: - Śledziłem każdą partię, każdy mecz, wielkie emocje były do końca. Ukraina i Francja zdobyły po 14 pkt w turnieju i o tytule mistrzowskim musiał zdecydować tak zwany system Bergera. Polega on na ocenie wyników rywali drużyny, aby sprawdzić, kto miał silniejszych. System Bergera wskazał na Ukrainę, a także na Polskę, która zdobyła 13 pkt, tyle co Hiszpania. Brąz przypadł więc naszym szachistom. To ich pierwszy medal w wielkiej imprezie szachowej od czasów wojny. Osiągnięcie ogromne, mimo wszystko postawiłbym wyżej czwarte miejsce na ostatniej olimpiadzie szachowej w Batumi w 2018 roku. Lepiej być trzecim w Europie, czy czwartym na świecie? W szachach, gdzie bardzo mocne są Chiny, USA, Indie, mimo wszystko większym sukcesem jest czwarta pozycja na świecie.
Polska przegrała w Słowenii tylko jeden mecz z Rosjanami. Dlaczego więc wylądowała na trzeciej pozycji?
- Turniej nie odbywa się systemem każdy z każdym, ale systemem szwajcarskim. Startowało 39 drużyn i te, które zdobywały najwięcej punktów trafiały na rywali o podobnym dorobku. Rosja jest bardzo mocna, choć grała bez Jana Niepomniaszczija, który szykuje się do meczu o tytuł mistrza świata z Magnusem Carlsenem i Sergieja Kariakina, z którym Janek Duda wygrał finał ostatniego Pucharu Świata w Soczi. Porażka z Rosją wzięła się z błędu naszego numeru 2 Radosława Wojtaszka, który miał dobrą pozycję w jednej z partii, a jednak pomylił się i ją przegrał. Mimo wszystko konsekwencje tego nie były dla Polski bolesne. Bo jest medal. Do klasyfikacji zalicza się 2 pkt za wygrany mecz i 1 za remis. Przy równej liczbie dużych punktów znaczenie mają małe, czyli z wygranych partii. Dlatego w ostatnim meczu Polacy musieli wysoko pokonać Gruzję, by wyprzedzić Hiszpanię. Udało się 3,5:0,5! To zdecydowało o medalu. Tak się złożyło, że ze zwycięską Ukrainą nasi szachiści w ogóle się nie spotkali. Rosja zdobyła 12 pkt i wylądowała na szóstej pozycji. To pokazuje jak zacięta była rywalizacja.
Grający na pierwszej szachownicy, czyli lider Jan-Krzysztof Duda zdobył dla Polski najwięcej punktów - 5,5 z ośmiu partii. Był największą indywidualnością imprezy?
- Nie. Jasio grał świetnie, zdobył 70 procent punktów, ale gwiazdą imprezy był Alireza Firouzja - Irańczyk reprezentujący Francję. 18-letni geniusz zdobył aż 8 pkt w dziewięciu partiach. Patrzyłem z otwartymi ustami jak najmocniejsi szachiści bali się tego młokosa. Grali z nim asekuracyjnie i przegrywali. On będzie kiedyś mistrzem świata. Może już całkiem niedługo.
Kibice szachowi w Polsce liczą, że tytuł mistrza świata w szachach zabierze Carlsenowi Jan-Krzysztof Duda.
- Znam Janka wiele lat, mamy stały kontakt. Pracowaliśmy kiedyś razem. Jest wielce utalentowany, ale nie aż tak jak Firouzja. Przed Irańczykiem tylko Bobby Fischer i Gari Kasparow osiągnęli taki poziom gry w wieku 18 lat. Powtórzę: to jest geniusz. I będzie kiedyś mistrzem. Póki co Janek sobie z nim radzi. Ale jest o pięć lat starszy. Ma większą wiedzę szachową, większe doświadczenie. Zresztą Firouzja będzie rywalem Janka w przyszłorocznym turnieju kandydatów. Spotka się tam ośmiu najlepszych, by wyłonić z siebie rywala dla aktualnego mistrza. Kto nim wtedy będzie? Pewnie Carlsen, który powinien ograć Niepomniaszczija.
Czyli Duda na tytuł mistrza świata szanse ma małe?
- Jestem ostatnim, który chciałby mu ich odmawiać. To, co w Janku bardzo cenię, to trzeźwy ogląd sytuacji i skromność. Kiedyś dziennikarz zapytał go, w czym jest słabszy od Carlsena i Janek powiedział "we wszystkim". Taka jest prawda. Różnica nie jest wielka, Janek jest w światowej czołówce, mimo wszystko mistrz świata wciąż go przewyższa odrobinę w każdym elemencie. Fantastyczne, że Janek jest tego świadomy. Carlsen ma jednak 31 lat i jest od Janka o siedem lat starszy. Czas będzie więc pracował na korzyść Polaka. Ale w zestawieniu z Firouzją jest odwrotnie. On ma 18 lat i już osiągnął bardzo wysoki poziom. Z upływem lat będzie coraz lepszy. On ma iskrę bożą do szachów, jest wyjątkowy.
Układ sił w szachach zmienia się ostatnio. Kiedyś niedoścignieni byli szachiści z ZSRR.
- Kiedy ja grałem w szachy, nie było w czołówce Chińczyków, właściwie nikogo z Azji. Ale kiedy w 2008 roku w Wietnamie Janek Duda zdobywał tytuł mistrza świata do lat 10, następny Europejczyk był w klasyfikacji na ósmej pozycji. Przecież Norwegowie też nigdy w szachach nie brylowali, aż pojawił się Carlsen. Firouzja jest Irańczykiem, który w 2019 roku musiał emigrować, by spokojnie grać w szachy. Wiele się w światowej czołówce zmieniło. Dobrze, że w Polsce nawiązujemy do tradycji sprzed wojny. Nasze panie zdobyły cztery medale mistrzostw Europy w tym złoty w 2005 w Goeteborgu. Mężczyźni wywalczyli pierwszy. Dotąd najlepsze były czwarte miejsca w latach 1973 i 2007.
Rozmawiał Dariusz Wołowski
Trenerami brązowej drużyny byli Bartosz Soćka i Kamil Mitoń. Na poszczególnych szachownicach Polskę reprezentowali: I - Jan-Krzysztof Duda: 5,5 pkt z 8 partii (drugi wynik w turnieju za reprezentantem Francji Alirezą Firouzją - 8/9), II - Radosław Wojtaszek: 4,5 z 8, Kacper Piorun: 5,5 z 9, Wojciech Moranda: 5 z 7 (drugi za Węgrem Benjaminem Gledurą: 6,5/9) i 18-letni Paweł Teclaf (KKSz Ormuzd Kartuzy): 2 z 4.

ZOBACZ TEŻ:








