Reklama

Reklama

Superliga tenisistów stołowych. Wang Zeng Yi: Nie myślę o medalu, chcę przeżyć ten czas

- Szansa na medal w superlidze przeszła nam koło nosa, ale to nieistotne. Najważniejsze, aby przeżyć ten ciężki czas pandemii koronawirusa – powiedział były mistrz i wicemistrz Europy w grze podwójnej w tenisie stołowym Wang Zeng Yi (Dojlidy Białystok).

Z powodu koronawirusa przedwcześnie, po 20 kolejce, zakończyły się rozgrywki superligi. W nadzwyczajnej sytuacji, zanim dokończono sezon zasadniczy i jeszcze przed rozpoczęciem fazy play off, rozdane zostały medale. Tytuł zdobył Kolping Frac Jarosław, srebro Dartom Bogoria Grodzisk Mazowiecki, a brąz Dekorglass Działdowo.

"Pokazaliśmy, że potrafimy wygrywać z najlepszymi. W rundzie rewanżowej wygraliśmy 3:2 z Dartomem Bogorią i 3:1 z Dekororglassem, zaś z Kolpingiem Frac mieliśmy piłkę meczową, ostatecznie przegrywając 2:3. Gram w Dojlidach czwarty sezon, mieliśmy sporą szansę na pierwszy od wielu lat medal dla klubu, ale to nieistotne. Szansa przeszłam nam koło nosa i trudno. Najważniejsze, aby przeżyć ten ciężki czas pandemii koronawirusa" - stwierdził mieszkający we Wrocławiu Wandżi.

O wynikach białostockiego zespołu decydowało dwóch pingpongistów: 36-letni Wang Zeng Yi i również pochodzący z Chin 20-letni Li Yongyin. Młodszy z zawodników miał bilans gier 21-8, a uczestnik igrzysk w Londynie i Rio de Janeiro Wandżi 16-8.

"Sport zszedł na dalszy plan. I co z tego, że byłem w bardzo dobrej formie, że wygrałem w ostatnich sześciu meczach wszystkie dziewięć pojedynków. Nie ma co żałować, w następnym sezonie może będzie jeszcze lepiej. Podkreślam, że teraz trzeba grzecznie siedzieć w domu, aby się nie zarazić. To jest bardzo niebezpieczna choroba" - przyznał wielokrotny reprezentant Polski.

W rozgrywkach 2019/2020 władze superligi wprowadziły grę deblową jako decydującą w meczach przy stanie 2:2. Nowością jest też rozszerzenie z czterech do sześciu liczby drużyn walczących o medale w play off. Wcześniej cztery najlepsze kluby dostawały medale (brąz dla przegranych w półfinałach). Tym razem przyznano trzy medale.

"Oczywiście, że jest maleńki niedosyt, bo gramy dla kibiców, ale jeszcze raz zaznaczę, że cieszę się, iż ja i moja rodzina, moi koledzy z zespołu jesteśmy zdrowi i bezpieczni. Mam też kontakt z rodzicami, którzy mieszkają w Tiencinie (Tianjin). W Chinach jest coraz lepiej, choć do stanu sprzed pandemii jeszcze długa droga" - dodał były mistrz Polski w singlu oraz wielokrotny drużynowy MP w barwach Odry Głoski Księginice i Dartomu Bogorii.

W 1995 roku w Tiencinie odbyły się mistrzostwa świata, a 20-letni wówczas Lucjan Błaszczyk, późniejszy partner deblowy Wandżiego, sensacyjnie osiągnął ćwierćfinał w singlu.

"Skąd miałem wiedzieć, że po latach będę grał debla z Luckiem. Z domu do hali mistrzostw miałem daleko, poza tym trzeba było kupić bilety na zawody, dlatego rywalizację śledziłem w telewizji" - przyznał Wandżi, który przedłużył już kontrakt z Dojlidami. W kadrze biało-czerwonych największe sukcesy osiągnął w grze podwójnej, zdobywając w ME złoto z Tanem Ruiwu i srebro z Błaszczykiem.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje