Reklama

Reklama

Roman Sawczuk z Ukrainy o włos od tragedii podczas 18. Górskich Zawodów Balonowych w Krośnie

O wielkim szczęściu, popartym także umiejętnościami, może mówić pilot balonu Roman Sawczuk z Ukrainy. Ostatniego dnia rozgrywanych w Krośnie na Podkarpaciu 18. Międzynarodowych Górskich Zawodów Balonowych zawodnik zza naszej wschodniej granicy najpewniej popełnił błąd, który o mało nie zakończył się dla niego tragedią. To nagranie mrozi krew w żyłach!

Pogoda, wzorem poprzedniego roku, znów nie rozpieszczała zawodników, którzy w liczbie 40 załóg z Polski, Węgier, Słowacji, Litwy, Rosji oraz Ukrainy wzięli udział w renomowanych zawodach w Krośnie.

Abstrahując od niskiej temperatury powietrza, która nie była główną przeszkodą, zmagania najlepszych w Polsce i krajach ościennych specjalistów w baloniarstwie torpedował silnie wiejący wiatr i nieprzewidywalna aura. W takich warunkach najlepiej radziła sobie rodzina Kostiuskeviciusów z Litwy. Na pierwszym miejscu uplasowała się latorośl - Rokas, a za jego plecami zawody ukończył ojciec - Rimas Kostiuskevicius.

Reklama

Międzynarodową obsadę podium, na jego najniższym stopniu, uzupełnił Rosjanin Iwan Mieniajło. Najwyższe miejsce z Polaków (4.) zajął tarnowianin Mateusz Rękas, który jest specjalistą najwyższych lotów. 27-latek zasłynął tym, że został najmłodszym uczestnikiem w historii, który wystartował w prestiżowym Pucharze Gordona Bennetta.

Wyniki w dużym stopniu przyćmiło to, co stało się we wtorek, ostatniego dnia rywalizacji podczas widowiskowej konkurencji. Zadanie, polegające na rzuceniu markerem możliwie jak najbliżej krzyża rozłożonego na trawie w sąsiedztwie hali sportowej przy ul. Bursaki, wymagało wielkich umiejętności i precyzji, by bezpiecznie obniżyć lot.

Ta konkurencja zgromadziło kilkuset obserwatorów, dorosłych i dzieci, którzy w pewnym momencie byli świadkami mrożącej krew w żyłach sceny. Tragicznym wypadkiem o mało nie zakończył się przelot Romana Sawczuka. Ukrainiec źle obliczył wysokość, nie zdołał przelecieć nad obiektem i uderzył koszem w dach hali.

Całe zdarzenie wyglądało bardzo niebezpiecznie, ale Sawczuk wykazał się kunsztem i opanowaniem. W ciągu kilku sekund pilot zdołał wzbić balon w powietrze i wszyscy odetchnęli z ulgą.

Sprawą ma zająć się Aeroklub Podkarpacki, który sprawdzi, dlaczego doszło do tego zagrażającego zdrowiu i życiu incydentu.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje