Reklama

Reklama

Robert Karaś otwarcie o swoim starcie: "Chcę sprostować doniesienia mediów"

Robert Karaś udostępnił na swoim koncie na Facebooku krótki komentarz do swojego występu w Swiss Ultra Triathlonie. Polak opowiedział także dokładnie o powodach swojego zejścia z trasy i prosił, aby cały czas trzymać kciuki za pozostałych zawodników.

Wszyscy już to z pewnością doskonale wiedzą, ale z kronikarskiego obowiązku przypomnijmy - Karaś rywalizował na dystansie 38 kilometrów pływania, 1800 kilometrów jazdy na rowerze i 422 kilometrów biegu. W zasadzie przez cały dotychczasowy dystans prowadził w zawodach z bardzo dużą przewagą nad rywalami, niestety zdrowie nie pozwoliło mu na ukończenie rywalizacji. 

- Chciałem sprostować wszystkie informacje pojawiające się w mediach, że nie dopuścił mnie lekarz czy wycofałem się ze zmęczenia. Guz w czasie jazdy rowerem cały czas się powiększał, a w trakcie biegu rana pooperacyjna się rozerwała, zaczęła z niej lecieć ropa. Wezwaliśmy więc karetkę żeby jakoś to zatomować, może zrobić szybki zabieg i wrócić na trasę. Lekarz wtedy stwierdził, że to niemożliwe, trzeba zrobić operację, bo robi się tam infekcja. Jedyną opcją były zastrzyki, ale jak wiadomo były one zakazane, więc nie przeszedłbym potem testów antydopingowych - tłumaczy Robert Karaś.

Reklama

Robert Karaś z przesłaniem do kibiców: Trzymajcie kciuki za pozostałych zawodników!

Wielu kibiców zastanawiało się czy Karaś nie zdecyduje się jeszcze na powrót na trasę, bo pomimo długiej nieobecności wciąż miał przewagę względem pozostałych zawodników. Odniósł się do tego sam zawodnik.

- Jest to niemożliwe. Jak już większość osób wie, 3 tygodnie temu w Hiszpanii przeszedłem zabieg urologiczny. W czasie listopadowego wyścigu w Meksyku pojawił mi się guz, którego musiałem wyciąć, bo nie pozwalał mi on np. siadać na siodełku czy biegać, a właśnie tuż przed zabiegiem powiększył się do tego stopnia, że nie byłem w stanie trenować, więc mój start ogółem stał pod znakiem zapytania - dodał.

Na koniec swojej wypowiedzi zaapelował także do kibiców o dopingowanie pozostałych w wyścigu zawodników.

- Wiedzieliśmy, że przewaga cały czas się powiększa, wśród mojej drużyny nieustannie było dobre nastawienie, wszędzie uśmiechy i spokój. Wystarczyło zrobić pięć minut przerwy na biegu, organizm się trochę zastał i już nie byłem w stanie wrócić na trasę, bo pojawił się taki ból. Być może to wszystko zaczęło spływać, ta krew i ropa i to wszystko zaczęło puchnąć. Czas się wyleczyć, przejść kolejny zabieg i wrócić. Dziękuję za wasze wsparcie i proszę żebyście trzymali kciuki za pozostałych zawodników, bo przed nimi jeszcze kilkadziesiąt godzin morderczego wysiłku, a pogoda nie rozpieszcza - zachęca fanów 33-latek.

Reklama

Reklama

Reklama