Reklama

Reklama

Przebiegnie 600 km przez Islandię dla chorego Kacpra

Szymon Makuch, oprócz żelaznej kondycji i szalonego planu w głowie, ma też dobre serce. W czerwcu wyruszy na Islandię, gdzie w czasie 12 dni z najpotrzebniejszym ekwipunkiem w plecaku chce przebiec 600 kilometrów i uzbierać pieniądze na leczenie Kacpra. - Dobrze jest "zjeść" parę kilometrów dla kogoś – powiedział w rozmowie z Interią zapalony biegacz.

Jest ich dwóch. Jeden ma 15 lat i dzielnie zmaga się z trudną codziennością, jaką funduje mu choroba - dystrofia Duchenne’a, czyli zanik mięśni. Drugi jest nieco starszy, uwielbia biegać, kocha Islandię, a do tego jest pomysłowy i odważny, czego dowodem jest jego plan, który chce zrealizować w najbliższych tygodniach.

Reklama

Szymon Makuch 29 czerwca wyrusza na wyprawę, która potrwa prawie trzy tygodnie. W jej trakcie zamierza pokonać 600 km biegiem w ciągu 12 dni, czyli 50 km każdego dnia. Dystans chce pokonać sam, bez wsparcia osób trzecich, z plecakiem, w którym będzie miał ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy.

Biegacze, rowerzyści i wielu innych amatorów różnych dyscyplin sportu coraz częściej decyduje się na połączenie sportowego wyzwania z możliwością wsparcia potrzebujących. Dlaczego Makuch również zaryzykował i ogłosił publicznie swoje szalone zamierzenia?

- Nie chciałem pozostać w grupie biegaczy, która "zjada" kilometry tylko dla siebie. Może i fajnie jest napawać się widokiem złotych medali na ścianie lub ścigać się w rankingach popularnych aplikacji biegowych. Aczkolwiek, jeśli istnieje szansa, żeby realnie wpłynąć na poprawę czyjegoś zdrowia lub życia, to dobrze jest się tym podzielić. Dobrze jest "zjeść" parę kilometrów dla kogoś - tłumaczy Szymon Makuch.

Biegiem przez "drugi dom"

Wyzwanie ma na celu zebranie pieniędzy na rehabilitację i leczenie komórkami macierzystymi Kacpra Turaczyka, który ma 15 lat. Trasa biegu jego starszego kolegi ma zatem wymiar symboliczny. 600 km to ponad 15 maratonów, a każdy z nich jest zadedykowany jednemu rokowi życia Kacpra, wypełnionemu jego zmaganiom z chorobą.

- Dla mnie wybór Kacpra był naturalnym odruchem. Znamy się dobrze z jego mamą. Miałem świadomość, z jakimi problemami się mierzy i szybko wyklarowała się u mnie myśl, żeby mu pomóc poprzez mój bieg. Kiedy spotkałem się z nim w jego rodzinnym domu w Karniowicach pod Krakowem, był pod wrażeniem trasy, jaką zamierzam pokonać. Nawiązałem świetną współpracę ze Stowarzyszeniem "Krzysiek Pomaga Pomagać", którego beneficjentem w tym roku jest Kacper i zaczęliśmy kreślić dokładne plany - opowiada biegacz.

Dowiedz się więcej na temat: Szymon Makuch | krzysiek pomaga pomagać

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje