Polski mistrz odwoził papieża Franciszka. Rejs życia, który staje się rodzinną tradycją
W Poniedziałek Wielkanocny Watykan przekazał smutną informację o śmierci papieża Franciszka. Ten odwiedził Polskę przy okazji Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 roku. Co ciekawe, do Rzymu odwoził wówczas papieża Marian Wieczorek. To medalista największych imprez w lataniu precyzyjnym i rajdowo-nawigacyjnym. W rozmowie z Interia Sport ten pilot podzielił się tym, jak wyglądał lot z Franciszkiem i jak w ogóle do tego doszło, że to akurat on zasiadł za sterami samolotu. Można nawet powiedzieć, że w rodzinie Wieczorków to już pewna tradycja, bo nieżyjący już Wacław Wieczorek w 2006 roku był w załodze papieskiego lotu z Benedyktem XVI na pokładzie.

To dla Mariana Wieczorka z Aeroklubu Krakowskiego był niezapomniany moment. Ten wybitny polski pilot, medalista mistrzostw świata w lataniu precyzyjnym, a także mistrzostw świata i Europy rajdowo-nawigacyjnych, był kapitanem samolotu, którym papież Franciszek wracał ze Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w lipcu 2016 roku.
Jest bowiem taki zwyczaj, że Ojciec Święty odlatuje samolotem należącym do kraju, w którym gościł. I tak było właśnie dziewięć lat temu. Papież Franciszek zasiadł wówczas w Boeingu 787 "Dreamliner", należącym do PLL LOT.
Niewielu pilotów na świecie mogło przewozić papieża. Marian Wieczorek jest jednym z nich
Kapitanami byli wówczas Marian Wieczorek, a także inny znakomity pilot kapitan Jerzy Makula. Ten ostatni jest wielokrotnym mistrzem świata w akrobacji szybowcowej. Ponadto w skład załogi wchodził m.in. kapitan Krzysztof Sysio, a także jeden kapitan rezerwowy.
- Cieszyłem się bardzo na to specyficzne wyróżnienie. Każdemu pilotowi zdarzało się przewozić w życiu bardzo ważne osoby, ale tylko ograniczona liczba pilotów mogła gościć na pokładzie papieża - przyznał Marian Wieczorek w rozmowie z Interia Sport.
Kiedy zapytaliśmy go, jak dokonuje się wyboru pilota do przewozu papieża, odparł: - Nie będę wnikał w to, bo nie po mojej stronie dokonywał się wybór załogi. Ucieszyłem się jednak bardzo, kiedy zadzwonił do mnie szef pilotów i zapytał się, czy zgadzam się, żeby polecieć z papieżem. Odpowiedź mogła być tylko jedna.
Marian Wieczorek miał możliwość porozmawiania z papieżem Franciszkiem w czasie lotu, ale też już po nim.
W czasie lotu mieliśmy specjalną sesję zdjęciową z papieżem Franciszkiem. Najpierw piloci, a potem cała załoga pokładowa. Papież był bardzo otwarty i nawet wywiązała się między nami ciekawa rozmowa. Zainteresował się tym, że mój brat Wacław odwoził z Krakowa poprzednika, czyli Benedykta XVI. W związku z tym zapytał także o rodzinę. To była naprawdę przyjemna rozmowa. Oczywiście nie mogła się ona przedłużać, bo do papieża była długa kolejka, a poza tym czekała nas jeszcze w czasie lotu konferencja prasowa, a lot do Rzymu przecież nie należy do zbyt długich

I wspomniał też o ciekawej historii po lądowaniu w stolicy Włoch.
- Oczywiście wszyscy piloci byli zamknięci w kabinie. Nagle pojawiło się mocne stukanie do drzwi. Procedura jest taka, że powinna do nas najpierw zadzwonić szefowa. Kapitan Sysio, który zajmował tylne siedzenie, podszedł do drzwi. Popatrzył przez wizjer, a tam papież Franciszek. Wszedł do nas do kokpitu i dziękował za lot i konferencję, z którą mieliśmy trochę problemów, bo trzeba było podłączać mikrofon, który był zarządzany z kokpitu. Bardzo sprawnie z tym problemem poradził sobie technik pokładowy Paweł Dyja i konferencja się odbyła - mówił nasz znakomity pilot.
Co ciekawe, rodzina Mariana Wieczorka gościła u siebie w domu pielgrzymów na Światowe Dni Młodzieży. Mieszkało u nich kilka dziewcząt z Portugalii i Anglii oraz ksiądz też z tego kraju. Okazało się, że jedna z tych dziewcząt z Portugalii jest córką pilota i stewardesy z TAP, czyli portugalskich linii lotniczych.
- Ciekawostką jest fakt, że jej dziadek też był pilotem i odwoził papieża Jana Pawła II po wizycie w Portugalii - wspomniał nasz pilot.
Klan Wieczorków - ewenement na skalę światową
Marian Wieczorek należy do słynnego klanu latających trzech braci Wieczorków. Stanowili jako rodzina ewenement w skali światowej, wszyscy byli pilotami najwyższej klasy sportowej. Najstarszym w tym gronie jest Marian, nazywany przez kolegów "Nadwieczorkiem", pośrodku był Wacław, nazywany po prostu "Wieczorkiem", a najmłodszy to Krzysztof nazywany z kolei "Podwieczorkiem". Od wielu lat na zawodach pojawia się kolejne pokolenie Wieczorków. Jednym z tych, który odnosi wielkie sukcesy, jest Michał Wieczorek. To mistrz świata i Europy w lataniu rajdowo-nawigacyjnym i precyzyjnym.
Rodzina Wieczorków pochodzi z miejscowości Widoma, niedaleko na północ od Krakowa. Pasję lotniczą zapoczątkował najstarszy Marian, a potem kolejno na lotnisko wybierali się jego młodsi bracia.
- Tak się złożyło, że byłem tym pierwszym lotnikiem w rodzinie, który potem wciągnął braci, a oni też synów. W sumie jest chyba dziewięciu lotników w rodzinie - przyznał Marian Wieczorek.
Mieszkaliśmy w miejscu, w którym na stare lotnisko w Czyżynach i nowe w Balicach podchodzące samoloty z północy przelatywały nad naszym domem. Dziadek Marcin był zainteresowany bardzo lotnictwem i za każdym razem, kiedy leciał samolot, to ciągnął mnie ze sobą. Z sąsiedniej wioski pochodził z kolei pilot wojskowy Gumula. Czasem nieregulaminowo przylatywał nad wioskę i rodzinny dom, wyprawiając różne akrobacje. I razem z dziadkiem to obserwowaliśmy. Kiedy zatem dorosłem do wieku, w którym mogłem już próbować swoich sił w lotnictwie, zgłosiłem się do aeroklubu
Marian Wieczorek szkolił się na szybowcach, a wcześniej - na skutek różnych problemów - próbował się sił jako spadochroniarz.
- Zacząłem teoretycznie jako szybownik, a praktycznie jako spadochroniarz. Wykonałem nawet 21 skoków. W końcu zostałem przy samolotach - przyznał Marian Wieczorek.
Jakby tego było mało, to jego syn Marcin był mistrzem świata modelarzy, ale sam też latał choćby z kuzynem Michałem Wieczorkiem. Z całej dziewiątki, sześciu było medalistami największych imprez lotniczych świata. W sumie klan Wieczorków zdobył ponad 150 medali. Nie ma drugiej takiej rodziny w Polsce. Do tego w tak elitarnym sporcie.
Nie ma co ukrywać, że latanie sportowe bardzo podnosiło kwalifikacje pilotów. Aerokluby były finansowane przez państwo. Teraz sytuacja wygląda nieco inaczej. Szkolenie lotnicze przeszło niemalże w ręce prywatne, choć są też państwowe szkoły zawodowe, w których jednak sport lotniczy jest marginalny.
- Latanie sportowe dostarczało przyjemności z możliwości rywalizacji. Do tego były też ciekawe zadania do wykonania. Lotnictwo liniowe jest lotnictwem stricte zadaniowym. Mamy przewieźć ludzi z punktu A do punktu B. Za to można było zobaczyć wiele ciekawych miejsc. Właściwie chyba zwiedziłem cały świat. Może poza Antarktydą i Arktyką. Naprawdę ciekawy i pasjonujący zawód - mówił Marian Wieczorek.
Dzięki lotnictwu przez pięć lat pracował i mieszkał z rodziną w Korei Południowej. Tam latał jako pilot i instruktor na Boeingu 767.
Marian Wieczorem wraz z końcem miesiąca przejdzie na spóźnioną emeryturę, choć tak naprawdę jest na niej już od sześciu lat, bo pilot liniowy może latać tylko do 65. roku życia.
- Byłem instruktorem i egzaminatorem Instytutu Lotnictwa Cywilnego i w tym charakterze kontynuowałem zajęcia, szkoląc i egzaminując pilotów. I w tym miesiącu kończę to zajęcie. Pora odpocząć. Od czasu do czasu latam jeszcze sportowo z dziećmi na trasy szkolne - zakończył Marian Wieczorek.
















