Reklama

Reklama

Po aneksji Krymu opuścił Rosję. "Zostanie piętno i wstyd"

Po wybuchu wojny w Ukrainie spora grupa rosyjskich sportowców albo poparła działania Władimira Putina albo zwyczajnie starała się nie zabierać głosu, wygłaszając od czasu do czasu apele o pokój na świecie. Są jednak wyjątki, takie jak Jekaterina Kniaziewa, gimnastyczka, która już w 2014 roku zdecydowała się porzucić swoją ojczyznę i zamieszkać w Polsce. Opowiada o tym w rozmowie z TVP Sport.

Już w 2014 roku, kiedy Rosja zaanektowała Krym, Kniaziewa, rosyjska mistrzyni gimnastyki, zdecydowała się opuścić swój kraj i przenieść się gdzie indziej. Najpierw wybrała Turcję, ale potem, nieco przypadkowo, trafiła do Polski, gdzie podjęła studia i rozpoczęła pracę.

Jak mówi w rozmowie z TVP Sport motywacją do opuszczenia Rosji była właśnie aneksja Krymu, gdzie jako zawodniczka często wyjeżdżała na obozy. - Jak Rosja zajęła Krym, po prostu nie podobała mi się inwazja na kraj, który jest niepodległy, stanowi sam o sobie - powiedziała zawodniczka, która szczerze przyznała, że w młodości bliskie jej były hasła w stylu "Rosja dla Rosjan".

Reklama

Czytaj także: Wygrana Ukrainy, szaleństwo na trybunach

Wojna w Ukrainie. "Rosjanom pozostanie to piętno i wstyd"

Kiedy wyjeżdżała do Polski ostrzegano ją przed rusofobią. - Ostrzegali, że nas w Polsce nienawidzą. Na przykład nie wpuszczą mnie do kawiarni, bo dla Rosjan wejście zakazane. Potem przekonałam się jaka to bzdura - mówi Jekaterina Kniaziewa.

Była gimnastyczka przyznaje, że większość Rosjan ulega propagandzie albo wręcz wypiera to, co słyszy w zachodnich mediach. A jej bliscy doświadczają wielu przykrych sytuacji od ludzi, do których docierają wpisy Kniaziewej w mediach społecznościowych. - Powiem ci przykład: koleżanka mojej mamy zwróciła się do niej ze skargą na temat moich wpisów w mediach społecznościowych, gdzie krytykuję działania Rosji. Mówi mojej mamie, że to wstyd mieć taką córkę. Że jak można wychować dziecko, któremu wstyd jest być Rosjanką - opisuje w rozmowie z TVP Sport.

Głównie dlatego, aby nie narażać bliskich, w rozmowach z nimi Kniaziewa zachowuje daleko posuniętą ostrożność, kasuje wiadomości i stara się uważać, w jakich miejscach przebywa jej rodzina. 

Już aneksja Krymu spowodowała, że Kniaziewa zdecydowała się wyjechać. Teraz, po rozpoczęciu wojny, jest zdruzgotana, bo na co dzień spotyka się z obywatelami Ukrainy przebywającymi w Polsce. - Czuję przed nimi wstyd. Wstyd mi patrzeć im w oczy, bo wiem, że Rosja na Ukrainie dokonuje ludobójstwa. W sensie praktycznym nie mam z tym nic wspólnego, nie mogę jej powstrzymać, ale przez rosyjskie obywatelstwo czuję na sobie piętno. Obawiam się, że to będzie piętno na całe życie - przyznała gimnastyczka w rozmowie z TVP Sport.

- Nie da się już wrócić do tego, co było. Ukraińcy będą żyć z tym bólem, jaki wyrządza im Rosja i pewnie jeszcze długo będzie wyrządzać, a Rosjanom pozostanie to piętno i wstyd - spuentowała.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL