Reklama

Reklama

Piotr Myszka: Wciąż mam szansę na wyjazd na igrzyska

Piotr Myszka, który w mistrzostwach Europy w windsurfingowej klasie RS:X był ósmy, nie ukrywa, że zamierzał na Sycylii ponownie zdobyć medal. "Wiatr mi jednak nie sprzyjał, ale wciąż mam szansę na wyjazd na igrzyska" - przyznał deskarz AZS AWFiS Gdańsk.

W lipcu ubiegłego roku Myszka wywalczył w tureckiej miejscowości Cesme złoty medal, jednak w Mondello nie udało mu się obronić tytułu. Gdańszczanin wygrał co prawda pierwszy wyścig, ale ostatecznie zajął ósme miejsce.

Reklama

"Do Włoch jechałem z założeniem wywalczenia medalu. Zresztą zawsze mam taki plan, ale nie zawsze udaje się go wykonać. Warunki, w których przyszło nam rywalizować na Sycylii, niekoniecznie mi sprzyjały. Wiatr nie był po mojej stronie" - ocenił.

34-letni deskarz przyznał również, że ósmą lokatę też trzeba docenić, zwłaszcza w kontekście kwalifikacji do igrzysk olimpijskich. Triumfator regat w Mondello Paweł Tarnowski (SKŻ Ergo Hestia Sopot) ma na koncie 15 punktów, natomiast Myszka osiem.

"Paweł wygrał te mistrzostwa w wielkim stylu i chwała mu za to. Moje ósme miejsce nie jest jednak do pogardzenia, bo to dobra i wysoka lokata. Cały czas znajduję się przecież w światowej czołówce. I najważniejsze, że wciąż mam szansę wyjechać w przyszłym roku do Rio de Janeiro. Wszystko rozstrzygnie się na mistrzostwach świata w Omanie" - zaznaczył.

Po włoskich regatach kadrowicze dostali dwa tygodnie wolnego, a 14 lipca wyjadą na kolejne zgrupowanie do Rio de Janeiro."Po przyjeździe do Polski mamy zaplanowany wypoczynek, ale aktywny. Na pewno nie będziemy jednak trenować z taką intensywnością jak przed mistrzostwami. Później przez dwa tygodnie mamy zapoznawać się z olimpijskim akwenem. Po powrocie będę w sierpniu ostro ćwiczył w Trójmieście i najpierw przygotowywał się do mistrzostw Polski, które tradycyjnie odbędą się we wrześniu w Gdańsku, a następnie zaplanowanych na przełomie października i listopada mistrzostw świata" - skomentował.

Do Mondello "Biało-czerwoni" przywieźli ze sobą cały ekwipunek, razem z rowerami, na których poruszali się po mieście, ale do Rio de Janeiro lecą bez sprzętu.

"Ten wyjazd został inaczej rozwiązany pod względem logistycznym. Rok temu wysłaliśmy do Brazylii cały kontener, który spokojnie tam na nas czeka. Deski i żagle nie należą jednak do pierwszego garnituru, tylko raczej są na poziomie treningowym. Uznaliśmy jednak, że nie ma sensu zabierać najlepszego wyposażenia, bo ono ma nam służyć w Europie, a poza tym to organizatorzy dostarczają sprzęt podczas igrzysk" - podsumował Piotr Myszka.



Dowiedz się więcej na temat: Piotr Myszka | Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje