Reklama

Reklama

Nowe pasje Joanny Ignasiak - praca z młodzieżą i górskie wspinaczki

Joanna Ignasiak, która podczas kariery zdobyła 24 medale kolarskich mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych, po jej zakończeniu odkryła nowe pasje. Jak przyznała, praca z młodzieżą daje jej ogromną satysfakcję, a górskie wspinaczki - adrenalinę.

"Niedawno robiłam inwentaryzację i doliczyłam się 24 krążków mistrzostw kraju, w tym 14 złotych. Wywalczyłam je na szosie i torze. Dwukrotnie zwyciężałam wśród elity w jeździe indywidualnej na czas. Ale to już historia. Teraz najwięcej satysfakcji dostarcza mi praca nauczyciela wychowania fizycznego w Zespole Szkół Politechnicznych Energetyk w Wałbrzychu" - powiedziała PAP urodzona i mieszkająca w Głuszycy k. Wałbrzycha utytułowana zawodniczka.

Jak podkreśliła, na zajęciach z uczniami wykorzystuje wiadomości zdobyte na studiach na kierunkach turystyka i rekreacja, pedagogika i wychowanie fizyczne, oraz na kursach kolarstwa, narciarstwa i nordic walking, a także doświadczenie nabyte w ośmioletniej karierze kolarskiej.

Reklama

"Mój kontakt z młodzieżą nie ogranicza się tylko do zajęć szkolnych. Podczas ferii zimowych i letnich wakacji wyjeżdżam z uczniami na obozy jako instruktor narciarstwa oraz wychowawca" - dodała wychowanka wałbrzyskiego Górnika.

Popularna w peletonie "Dżana" uważa, że wymagając określonej postawy i umiejętności od podopiecznych, sama musi sporo wymagać od siebie.

"Charakter pracy zobowiązuje mnie nadal do aktywności fizycznej. Na pewno już nie w takim wymiarze, jak wtedy, gdy wyczynowo uprawiałam sport, ale staram się bardzo aktywnie spędzać wolny czas. Nadal jeżdżę na rowerze, ale od kilku lat tylko na górskim, startuję rekreacyjnie w maratonach, chociaż zdarzało mi się stawać na podium. Z kolei zimą biegam na nartach, a także szusuję na stokach. Łączę przyjemne z pożytecznym" - podkreśliła.

29-letnia Ignasiak ma też inną pasję, która wypełnia jej sporo wolnego czasu. Od kiedy przestała się wyczynowo ścigać, zauroczyły ją góry.

"Kilka razy do roku wyjeżdżam w Tatry, które kocham i które mnie fascynują. Poznałam już większą część, a także spore rejony po stronie słowackiej. Nadchodzi teraz czas na wyższe góry i powoli przymierzam się do poważnych wspinaczek. Przypominają mi one dni, gdy ścigałam się na rowerze. W obu przypadkach występuje adrenalina, chęć osiągnięcia celu. Różnica jest taka, że wygrywając zawody nagradzano mnie medalem, natomiast góry oferują mi piękne i pełne wolności, bezcenne widoki" - powiedziała utytułowana zawodniczka.

Jak zaznaczyła, nie zamknęła zupełnie okresu, w którym rywalizowała na szosie. Nadal utrzymuje kontakt z niektórymi koleżankami z drużyny. Co jakiś czas wybierają się razem na rower albo w góry. "Wspólne spotkania stały się już naszą tradycją".

Ignasiak przyznała, że często wraca pamięcią do ośmiu lat ścigania - sześciu w Górniku Wałbrzych i dwóch w zawodowej grupie Pol-Aqua.

"Czas ten dostarczył mi wiele radości. Ale są i ciemniejsze jego strony. Największym problemem jest niewielkie zainteresowanie sponsorów i brak odpowiedniej bazy do treningów. To powoduje, że kolarze się zniechęcają i rezygnują z profesjonalnej kariery. Z perspektywy czasu uważam, że podjęłam właściwą decyzję. Odeszłam w momencie, gdy osiągałam dobre wyniki i mam nadzieję, że taką zostanę zapamiętana przez kibiców" - wspomniała Joanna Ignasiak.

Rozmawiał Andrzej Basiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje