Reklama

Reklama

Nęcek: Uskrzydliła nas wygrana z Węgrami

Uskrzydliła nas wygrana z Węgierkami, a pokonanie Czeszek sprawiło, że nie trafiliśmy do jednej połówki z broniącymi tytułu Holenderkami - przyznał Zbigniew Nęcek, trener srebrnych medalistek w turnieju drużynowym mistrzostw Europy w tenisie stołowym.

W Stuttgarcie srebro ME wywalczyli również Lucjan Błaszczyk i Wang Zeng Yi w grze podwójnej.

"Nie przypominam sobie kiedy ostatni raz wygraliśmy z Węgierkami. Zwycięstwo nas uskrzydliło, a druzgocąca porażka wicemistrzyń kontynentu sprzed roku sprawiła, że praktycznie straciły szanse na medal. Dobre otwarcie turnieju i późniejszy triumf nad Czeszkami i zajęcie pierwszego miejsca w grupie pokazały, że będziemy mieli szansę na finał. Znaleźliśmy się w innej połówce niż Holenderki, które wydawało się, że są poza zasięgiem" - powiedział Nęcek na wtorkowej konferencji prasowej w Warszawie.

Reklama

"Gdyby ktoś przed ME powiedział, że zdobędziemy srebro, trudno byłoby w to uwierzyć. Na bardzo wysokim poziomie stał finał z Holandią. Były efekty kilkutygodniowych przygotowań w Chinach" - dodał szkoleniowiec, który mimo sukcesu nie zmienił zdania i z końcem roku rozstaje się z kadrą.

Najlepszą zawodniczką w turnieju drużynowym była Li Qian, która nie przegrała ani jednego pojedynku (bilans 9-0). "W drużynówce pokonała m.in. późniejszą triumfatorkę singla Niemkę Wu Jiaduo. To pokazuje na co ją stać... Niestety, uraz mięśnia czworogłowego sprawił, że wycofała się z debla, a w grze pojedynczej odpadła przedwcześnie" - stwierdził Nęcek.

Oprócz Li Qian, w "srebrnym" zespole zagrały Xu Jie i Natalia Partyka, a rezerwowymi były Katarzyna Grzybowska i Magdalena Szczerkowska. "Polki nigdy wcześniej nie miały medalu w drużynówce ME, ale pozostał niedosyt. Może za rok będzie złoto..." - powiedziała Xu Jie.

Drugi srebrny medal w Stuttgarcie wywalczył duet Błaszczyk, Wang. "Pojedynek z Timo Bollem i Christianem Suessem, wicemistrzami świata i trzykrotnymi mistrzami kontynentu, był bardzo wyrównany. Niemcy przechylili szalę zwycięstwa w piątym secie (był remis 2:2 - przyp. red), kiedy ze stanu 7:9 wyciągnęli na 9:9 i wówczas Boll w beznadziejnej sytuacji upadając na ziemię tak uderzył, że piłka była dla nas nie do odbioru" - stwierdził Błaszczyk, który po raz 12. stanął na podium mistrzostw Starego Kontynentu.

"W niemieckiej telewizji nasłuchałem się wielu pochwał pod naszym adresem, trener Richard Prause i zawodnicy podkreślali, że byli zaskoczeni jak odbieramy ich serwy i agresywnością w grze" - dodał 35-letni pingpongista niemieckiego Zugbruecke Grenzau.

Pierwszy medal ME w swym dorobku zapisał Wang. "Przed wyjazdem obiecywałem trzy, ale z jednego jestem zadowolony, bo to mój pierwszy na tak dużej imprezie" - stwierdził "Wandżi", który okazję do rewanżu z Bollem (w singlu) będzie miał już w piątek. Jego klub - Bogoria Grodzisk Mazowiecki zmierzy się na inaugurację Ligi Mistrzów z broniącą trofeum Borussią Duesseldorf.

Za rok ME odbędą się w czeskiej Ostrawie, a 2011 roku gospodarzem będzie Polska - zawody odbędą się w Gdańsku i Sopocie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL