Reklama

Reklama

Na finał Topligi sprzedano dotąd osiem tysięcy biletów

Na niedzielny finał Topligi, najwyższej klasy rozgrywkowej Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego, na Stadionie Narodowym sprzedano dotąd osiem tysięcy biletów. W ubiegłym roku decydujące spotkanie, na tym samym obiekcie, obejrzało 23 tysiące widzów.

- W tym momencie zainteresowanie jest trochę mniejsze niż w zeszłym sezonie. Myślę, że ludzie czekają z kupnem wejściówek do ostatniej chwili, tak jak wtedy. Nie polecam takiego rozwiązania, bo wówczas wyprzedano wszystkie i w dniu finału w okolicy Ronda Waszyngtona chodziły osoby z tabliczkami "kupię bilet" - powiedział podczas konferencji prasowej prezes PLFA Jędrzej Stęszewski.

Reklama

Jak dodał, w tym roku przygotowano 30 tys. kart wstępu. Ich cena wynosi od 25 do 90 zł. Jak podkreślił Stęszewski, w ofercie przewidziane są zniżki m.in. dla studentów i emerytów.

Na razie nie zdecydowano, czy podczas spotkania między Warsaw Eagles i Giant Wrocław dach na Stadionie Narodowym będzie zamknięty.

- Postanowienia w tej sprawie zapadną dzień przed meczem. Związane jest to m.in. z kwestią murawy - nie chcemy, aby była zbyt sucha lub zbyt wilgotna - uzasadnił szef PLFA.

- Problemy z dachem na tym obiekcie skończyły się w dniu, gdy zarządzanie nim przejęła spółka PL.2012+. Korzystamy z profesjonalnego serwisu pogodowego - zaznaczył menedżer ds. public relations Maciej Topolski.

Jego zdaniem finał Topligi idealnie wpisuje się w strategię spółki, która przewiduje atrakcyjny pobyt dużej liczby gości na imprezach różnego rodzaju.

- Bardzo nas cieszy, że futbol ponownie zawita tu z dwóch powodów. Jest to widowiskowa i bardzo dynamicznie rozwijająca się dyscyplina, a samemu meczowi towarzyszyć będzie darmowy piknik dla całych rodzin - wyliczał.

Przy stadionie organizatorzy przygotowali kilka atrakcji dla najmłodszych, w tym boisko, na którym - pod kierunkiem reprezentantów Polski - będą mogli spróbować swych sił w tej dyscyplinie sportu. Przewidziane są także koncerty, a wśród wykonawców wymieniany jest m.in. Mrozu.

Zasiadający na trybunach kibice obejrzą zaś poza samym meczem pokaz efektów specjalnych. "Ich wielkość i sposób zorganizowania na pewno będą bez precedensu w polskim sporcie" - podkreślił Stęszewski.

Zawodnicy Eagles wystąpili już rok temu w finale na Stadionie Narodowym. Jak jednak podkreślił grający w tej drużynie Krzysztof Dreger, emocje towarzyszące zawodnikom dotyczą raczej wagi spotkania niż miejsca jego rozgrywania.

- Dla niektórych może być jednak krępujące, że tysiące ludzi będzie patrzeć na to, co robią. Gramy jednak z powodu zamiłowania do futbolu, więc nie powinno to przeszkadzać, a raczej tylko dodać sił - przekonywał.

W rozegranych dotychczas finałowych spotkaniach za każdym razem występowała drużyna z Warszawy lub Wrocławia, ale nigdy nie zagrały na tym etapie przeciwko sobie. W maju w fazie zasadniczej we Wrocławiu Giants pokonali Eagles 9:7.

- Zwycięzcy nie wypada mi typować, ale myślę, że będzie to wspaniałe widowisko tak jak to we Wrocławiu. Tym razem spodziewam się wyższego wyniku, choć może nie aż tak jak w ubiegłorocznym finale, bo wówczas ekipa ze stolicy miała większy potencjał ofensywny, a teraz defensywny. Myślę, że wynik rozstrzygnie się w końcówce - przewidywał prezes PLFA.

W spotkaniu tym nie weźmie udziału brązowy medalista olimpijski z Londynu w zapasach Damian Janikowski, który dołączył w tym roku do składu Giants.

Damian, który wystąpił dotąd w dwóch meczach wrocławian, ma tego dnia zawody w swojej koronnej dyscyplinie i niestety nie będzie mógł zagrać. Obie ekipy wystąpią w najsilniejszych składach, ale można powiedzieć, że Giants stracą z powodu jego nieobecności pod względem promocyjnym - ocenił Stęszewski.

Dowiedz się więcej na temat: Stadion Narodowy w Warszawie | futbol amerykański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje