Reklama

Reklama

Michał Rynkowski (POLADA): Wynik akcji jest porażający

Proceder handlu substancjami zabronionymi jest atrakcyjny dla zorganizowanych grup przestępczych, a to oznacza, że grupa odbiorców musi być duża – opowiada dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej o ostatniej akcji europejskiej policji i problemie dopingu wśród sportowców-amatorów.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Europol przy udziale Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) przeprowadził w Europie akcję o kryptonimie Viribus. Zatrzymano osoby zamieszane w produkcję i dystrybucję środków dopingowych.

Michał Rynkowski, Dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej (POLADA):  - To pierwsza w historii tak szeroko zakrojona akcja ukierunkowana na zwalczanie przestępczości zorganizowanej, która czerpie zyski z nielegalnego handlu substancjami zabronionymi w sporcie. Wynik akcji Europolu jest porażający. Zostało zidentyfikowanych 17 zorganizowanych grup przestępczych. Wszystkie zostały rozbite. W ramach Viribus zlokalizowano 11 laboratoriów produkujących zabronione substancje. W sumie przejęto 24 tony substancji zabronionych przechowywanych w laboratoriach i innych miejscach. Zatrzymano ponad 280 osób. Wynika z tego, że proceder handlu substancjami zabronionymi jest atrakcyjny dla zorganizowanych grup przestępczych, a to oznacza, że grupa odbiorców musi być duża. Skoro jest taka podaż, to musi istnieć też popyt.

Reklama

Czy coś wiadomo na temat tego, że w proceder są zamieszani sportowcy zawodowi?

- Biorąc pod uwagę możliwości wymiany informacji ze służbami, zaczynamy weryfikację, czy klientami tych laboratoriów albo osób, które dystrybuowały substancje zabronione, byli zawodnicy ze sportu wyczynowego. To już jest przedmiotem naszych analiz. Głównie jednak akcja Viribus dotyczy sportu amatorskiego.

Czy Polska znalazła się na liście krajów, w których przeprowadzono akcję?

-  Nie mamy takich informacji. Z tego, co można wywnioskować z dostępnych wiadomości najwięcej ognisk zapalnych było skupionych we Włoszech i Grecji. Przypomnę jednak, że były już przypadki wykrywania i zamykania laboratoriów w Polsce przez Centralne Biuro Śledcze Policji. W 2016 roku zamknięto laboratorium pod Bydgoszczą, jedno z największych w tamtym czasie w Europie. Nieoficjalnie wiemy, że na terytorium Polski likwidowano takie laboratoria, ale nie w ramach obecnej akcji.

Pan w imieniu Polskiej Agencji Antydopingowej podpisał właśnie umowę z Głównym Inspektorem Sanitarnym. Jakich spraw z zakresu walki z dopingiem dotyczy ta umowa?

- Chodzi o to, żeby możliwie szybko eliminować niebezpieczne produkty z rynku. Mówimy o rynku legalnym, bo jeżeli chodzi o rynek nielegalny, to co dzieje się w Internecie, to jest trudne do wychwycenia. W sytuacji kiedy dowiadujemy się, że dany preparat może zawierać substancję zabronioną albo po przeprowadzeniu analiz laboratoryjnych, że zawiera substancję zabronioną, wtedy niezwłocznie informujemy o tym Głównego Inspektora Sanitarnego i jeżeli występuje podejrzenie popełnienia przestępstwa, przekazujemy informacje odpowiednim służbom. Staramy się możliwie szybko wycofać ten produkt z obrotu.

Czy problem stosowania takich substancji dotyczy sportu amatorskiego?

- To się zazębia. Z suplementów diety korzystają wszyscy, również sportowcy wyczynowi.

Jak w ogóle wygląda sprawa dopingu wśród amatorów? Jakie sporty są najbardziej zagrożone tym zjawiskiem?

- Jeśli patrzymy na wyniki kontroli antydopingowych wśród kulturystów, które można potraktować jako pewien wyznacznik sportu amatorskiego, ale dotyczącego zajęć na siłowni, to około 20-30 procent badań daje wynik pozytywny. W maratonach biegowych czy kolarskich rzadko się zdarza, żeby pojawiały się przypadki dopingu. Jeśli już się pojawiają, to często związane są z przebytą kuracją po chorobie lub zwykłą nieświadomością.

Jakie metody i środki są ostatnio najbardziej popularne?

- Z naszych informacji wynika, że powszechne jest stosowanie kroplówek witaminowych. Czasami są podawane w skandalicznych warunkach. W miejscach, gdzie są spełniane podstawowe warunki higieny, bez jakiekolwiek nadzoru lekarza, np. w salonach masażu. To powoduje realne zagrożenie dla zdrowia i życia osób, które korzystają z tego rodzaju metod.

Po co w ogóle amatorzy sięgają po doping?

- Chcą udowodnić sobie i otoczeniu, że mogą być lepsi. Czasami chodzi o zaspokojenie własnych ambicji. Pokazanie jakiejś grupie, środowisku, że jest się najlepszym. Nie zawsze chodzi o pieniądze, ale o poklask i pewnego rodzaju prestiż.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

 

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL