Reklama

Reklama

Michał Jeliński: Na emeryturę jeszcze się nie wybieram

Mistrz olimpijski z Pekinu Michał Jeliński (AZS AWF Gorzów Wlkp.) w minionym roku nie trenował z kadrą, nie startował też w ważnych imprezach wioślarskich. Były członek "złotej" osady zapewnił jednak, że na emeryturę jeszcze się nie wybiera.

Po zakończeniu kariery przez Adama Korola i Marka Kolbowicza Jeliński to wciąż jeden z najbardziej utytułowanych czynnych wioślarzy. Po ubiegłorocznym starcie na igrzyskach w Londynie, gdzie "dominatorzy" zajęli szóstą lokatę, gorzowianin przyznał, że trochę zwolnił i postanowił więcej czasu poświęcić na odpoczynek. W minionym sezonie pojawił się tylko na mistrzostwach Polski.

- Większość czasu w tym roku spędziłem na Malcie..., na poznańskiej Malcie, chociaż niektórzy pytali, skąd mam taką opaleniznę. W ostatnim roku trenowałem praktycznie sam. "Wypadłem" z reprezentacji, ale też się z tym liczyłem, bo nie wykonałem jakiejś wielkiej pracy. Tak naprawdę musiałem odpocząć od kadry i myślę, że kadra też odpoczęła od mojej osoby - powiedział Jeliński, których zaznaczył, że mimo ukończenia 33 lat nie czuje się jeszcze emerytem.

Wioślarz AZS-u AWF-u Gorzów Wlkp. nie ukrywa, że ubiegłoroczny start na torze olimpijskim w Eton był nie tylko ostatnim wyścigiem "dominatorów", ale też zamknięciem pewnego etapu w życiu.

- Zdawaliśmy sobie sprawę, że płyniemy razem już po raz ostatni. Adam Korol dwa lata wcześniej deklarował zakończenie kariery po igrzyskach. Ja też wiedziałem, że w kolejnym roku nie będę brał udziału we wszystkich przygotowaniach. I to nie chodziło o sam trening, człowiek po tylu latach startów jest w stanie znieść bardzo wiele. Nie miałem też nigdy kłopotów z regeneracją, ale istotna była głowa i kwestia motywacji. Uważam, że gdybym miał jeszcze wystartować na kolejnych igrzyskach, to na odpowiednie przygotowanie wystarczą by mi dwa lata. Natomiast trudno mi sobie wyobrazić, bym miał jeszcze raz przepracować cały cykl czteroletni - przyznał Jeliński.

Złoty medalista z IO w Pekinie oraz czterokrotny mistrz świata wciąż poważnie myśli o kolejnych igrzyskach w Rio de Janeiro, lecz najpierw musi jednak z powrotem zakwalifikować się do kadry narodowej. Podczas ubiegłotygodniowych zawodów w Poznaniu spisał się dość przeciętnie - dwukrotnie rywalizował w finale B skiffistów. Jak sam przyznał, jedynka nigdy nie była jego mocną stroną.

- Ostatni dobry start na jedynce miałem w regatach wiosennych w 2003 roku. Potem byłem tylko skupiony na starcie w czwórce, robiłem wszystko, żeby dobrze się sprzedać w tej osadzie i myślę, że to się udało. Ale jeśli chcę wrócić do reprezentacji, to muszę właśnie poprzez dobre starty na jedynce wrócić do niej. Co do mojej przyszłości, patrząc na doświadczenie, to akurat czwórka podwójna jest tą osadą, w której na pewno mógłbym się ponownie odnaleźć. Jest kilku zawodników, z którym chciałbym pływać, myślę, że oni ze mną również - skomentował Jeliński.

Tegoroczne mistrzostwa świata w Korei Południowej oglądał w telewizji. Najbardziej medalodajna osada ostatnich lat czyli czwórka podwójna zajęła dopiero 15. miejsce. W niej wciąż pływa Konrad Wasielewski, niedawny partner Jelińskiego.

- Chłopacy mieli bardzo dobrą wiosnę. Zdobyli srebrny medal mistrzostw Europy, podczas których przegrali tylko z Niemcami, złotymi medalistami olimpijskimi. Pokazali że stać ich na wiele. Z drugiej strony sztuką jest trafić z formą na główną imprezę. To było właśnie jednym z atutów naszej osady - przypomniał.

Spokojniejszy rok wolny od ważnych startów Jeliński mógł wykorzystać na pozasportowe zajęcia. Doświadczony wioślarz od 10 lat zmaga się z cukrzycą i chce wspierać innych sportowców, których dotknęła ta choroba.

- Jestem ambasadorem jednej z firm, która dostarcza pompy insulinowe i glukometry. Mamy taki wspólny projekt, który wspomoże osoby chore takie jak ja. W Polsce mamy poważny problem z cukrzycą. Wyniki badań wskazują, że obecnie jest ok. trzy miliony osób chorych, z czego 200 tysięcy cierpi na typ cukrzycy insulinozależny. To schorzenie występuje głównie u ludzi młodych, często szczupłych, którzy mają całe życie przed sobą. Rzadko się o nich myśli, a często zamyka im się drogę do sportu. A przecież takim ludziom jak ja, to ten sport faktycznie ratuje dobre samopoczucie - wyjaśnił.

Dowiedz się więcej na temat: Michał Jeliński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje