Reklama

Reklama

ME w wioślarstwie. Kobieca czwórka podwójna już w finale

Czwórka podwójna w składzie: Katarzyna Boruch, Marta Wieliczko, Agnieszka Kobus-Zawojska i Katarzyna Zillmann wygrały swój przedbieg i zapewniły sobie udział w finale mistrzostw Europy w wioślarstwie, które w piątek rozpoczęły się w Poznaniu.

Kobiece osady rywalizowały ze zmiennym szczęściem. Czwórka podwójna występuje w Poznaniu w nieco zmienionym składzie. Miejsce Marii Sajdak, która niedawno ucierpiała w kraksie rowerowej, zajęła Katarzyna Boruch. Mimo braku liderki, Polki popłynęły znakomicie, wygrały bieg i są już w finale.

Reklama

- Nie wyglądało to źle, dlatego już wcześniej mówiłem, żeby nie pisać historii przed regatami. Jedyne co zauważyłem, to mogliśmy przy tych warunkach zrobić "ciężej" na wiośle, tak, żeby mniejszym tempem wiosłowania płynąć tak samo szybko. Ukrainki płynęły niższym tempem, dzięki temu mogły pokusić się o lepszy finisz, a nasza osada przy tak wysokim tempie i nic więcej mogłaby już nie wskórać. Taka jazda nie zawsze bywa skuteczna - ocenił występ trener kobiecej kadry Jakub Urban.

Czwórka bez sterniczki także startuje w innym układzie personalnym niż dotychczas. Do Marii Wierzbowskiej, Moniki Chabel i Olgi Michalkiewicz dołączyła Paulina Grzella, która zastąpiła kontuzjowaną Joannę Dittmann. Biało-czerwone, brązowe medalistki ostatnich mistrzostw Starego Kontynentu, zajęły dopiero piątą lokatę i swojej szansy na finał będą szukać w sobotnim repasażu.

Dwójka podwójna wagi lekkiej Jaclyn Halko, Weronika Deresz, stoczył niezwykle zaciętą walkę o drugie miejsce premiowane bezpośrednim awansem do półfinału. Pokonały zaledwie o 0,13 sekundy Białorusinki i dzięki temu mają wolne popołudnie.

- Mieliśmy ustalona strategię, że po 500 metrach zobaczymy gdzie jesteśmy. Jeśli z przodu, to "ciśniemy", a jak nie, zostawiamy siły na repasaż. To ważne, żeby umiejętnie gospodarować siłami. Dostałyśmy rywalki z najwyższej półki, tym bardziej cieszymy się, że udało nam się zmieścić w tej czołowej dwójce - przyznała po wyścigu Deresz.

Wymagającą konkurencji mieli również brązowi medaliści ostatnich mistrzostw świata - Mirosław Ziętarski, Mateusz Biskup. Do rywalizacji dwójek podwójnych zgłosiło się aż 17 załóg. Polacy zajęli drugą lokatę w swoim biegu eliminacyjnym i popłyną w półfinale. Z kolei w dwójkach bez sternika Bartosz Modrzyński i Łukasz Posyłajka uplasowali się na trzeciej pozycji i również zakwalifikowali się do półfinału.

Dwójka podwójna wagi lekkiej (Jerzy Kowalski, Artur Mikołajczewski) też zrealizowała swój plan, jakim był awans do półfinału, bez konieczności rywalizacji w repasażu. Biało-czerwoni uplasowali się na drugiej pozycji, choć Kowalski miał mieszane uczucia po przedbiegu.

- Tak naprawdę nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. To był nasz pierwszy międzynarodowy start od 13 miesięcy, trzy tygodnie temu wystąpiliśmy w mistrzostwach Polski, na których zajęliśmy drugą lokatę, ale płynęliśmy w wadze ciężkiej. W sumie stawiałem nas w roli faworytów tego wyścigu, ale zakładałem, że mocni będą Hiszpanie, którzy ostatecznie zajęli czwartą lokatę. Wyścig zaczęliśmy zbyt zachowawczo, a mieliśmy go mocno otworzyć. Rywale byli jeszcze szybsi i po pierwszych 500 metrach nie wyglądało to jednak zbyt dobrze. Już zacząłem się zastanawiać, czy to przeciwnicy są tacy mocni, czy z nami jest coś nie tak. Ważne, że przechodzimy dalej - podkreślił wioślarz Gopła Kruszwica.

Murowanym kandydatem do medalu wydają się być ubiegłoroczni mistrzowie świata w czwórce bez sternika, którzy w Poznaniu rywalizują w swoim "żelaznym" zestawieniu: Mateusz Wilangowski, Mikołaj Burda, Marcin Brzeziński Michał Szpakowski. Biało-czerwoni wygrali z przewagą ponad dwóch sekund nad Francuzami. Zwycięstwo w tej konkurencji nie gwarantowało udziału w finale, dlatego w sobotę czeka ich kolejny start w półfinale.

Mniejsze powody do zadowolenia miała czwórka podwójna (Wiktor Chabel, Szymon Pośnik, Dominik Czaja i Adam Wicenciak), która zajęła trzecie miejsce. Podopieczni Aleksandra Wojciechowskiego popłyną w sobotnim repasażu. Chabel przyznał, że jego osadzie brakuje trochę zgrania, bowiem kilka dni przed zawodami chorego Fabiana Barańskiego musiał zastąpić Adam Wicenciak.

- Chcieliśmy uzyskać bezpośredni awans do finału (kwalifikowali się tylko zwycięzcy - red.), ale nie mieliśmy zbyt wiele czasu do przygotowania się z nowym szlakowym. Włosi nam szybko uciekli na dwie sekundy, a drugie miejsce stracili na finiszu przez drobne nieporozumienie. Na pewno start zadecydował o wyniku. Nie rzucamy rękawicy, będziemy walczyć do końca. Z drugiej strony w naszym przypadku ten repasaż może będzie akurat dobry i pomoże nam w zgraniu - podsumował Chabel.

W repasażu w piątek po południu popłynie jedynkarz Natan Węgrzycki-Szymczyk, który był drugi w przedbiegu, a także przedstawiciele nieolimpijskiej konkurencji jedynek wagi lekkiej. W eliminacjach wystąpiło dwóch Polaków - Katarzyna Wełna była druga, a Łukasz Sawicki piąty.

Regaty odbywają się w ścisłym reżimie sanitarnym, wszyscy uczestnicy łącznie z zawodnikami muszą nosić maseczki na całym obiekcie. Mimo objęcia całego kraju tzw. żółtą strefą, zawody rozgrywane są zgodnie z harmonogramem. Prezydent Poznania uważa, że regaty są potrzebne miastu i sportowcom, nawet w tak trudnej sytuacji spowodowanej pandemią koronawirusa.

- Musimy się stosować do tych wszystkich obostrzeń, natomiast nie możemy dopuścić do tego, by takie imprezy się nie odbywały. Powinniśmy dbać o to, by sportowcy mieli szansę rywalizacji. To też jest promocja kraju, promocja miasta. Nie możemy pozwolić na to, by w okresie pandemii nastąpiła taka wyrwa, jeśli chodzi o sport czy kulturę. Uprawianie sportu było możliwe nawet w tak ekstremalnych warunkach jak II wojna światowa. W ostatnim czasie mamy doświadczenia związane z organizacja meczów piłki nożnej. Ze strony fachowców nie mamy sygnałów, by te imprezy doprowadziły do wzrostu zakażeń - powiedział Jaśkowiak.

W mistrzostwach bierze udział blisko 700 zawodników z 31 krajów. Finały we wszystkich konkurencjach rozegrane zostaną w niedzielę. 

Marcin Pawlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama