Reklama

Reklama

ME w tenisie stołowym. Dryszel: PZTS będzie gotowy, czekamy na decyzję ITTF i ETTU

​- My, jako Polski Związek Tenisa Stołowego, będziemy gotowi na organizację mistrzostw Europy w Warszawie w dniach 15-20 września. Czekamy na decyzję władz światowej i kontynentalnej federacji - powiedział dyrektor sportowy PZTS Stefan Dryszel.

Proces "odmrażania" sportu w czasie pandemii koronawirusa, tj. powrót lub zapowiedzi wznowienia rozgrywek w różnych dyscyplinach w Europie i na całym świecie, sprawia, że w wielu sportach oczekuje się, że mistrzostwa świata i Europy będą rozgrywane jesienią tego roku. Pingpongowe ME na stołecznym Torwarze były planowane od początku we wrześniu, a po nich mają się odbyć - dwa razy już przekładane - DMŚ w Busanie, w Korei Płd.

Reklama

- Prawdopodobnie decyzja ws. międzynarodowych impreza zapadnie na początku czerwca na posiedzeniu Komitetu Wykonawczego międzynarodowej federacji ITTF. Na razie wszelkie imprezy są zawieszone do końca lipca. Czekamy na wiadomość z niecierpliwością, bowiem waży się sprawa mistrzostw Europy w Warszawie. My, jako Polski Związek Tenisa Stołowego, będziemy gotowi na organizację turnieju w dniach 15-20 września - stwierdził były trener męskiej reprezentacji Dryszel.

Wcześniej europejska unia ETTU przełożyła ME juniorów i kadetów, które miały się odbyć w Zagrzebiu od 10 do 19 lipca.

- Wiem, że władze ETTU zastanawiają się nad rozegraniem zawodów w tych grupach wiekowych na początku września, tuż przed turniejem w Polsce. Zastrzeżenie jest takie, że w Chorwacji zawody mogłyby się odbyć w zmienionej formule, tzn. mówi się tylko o rywalizacji w singlu i drużynówce. Jeśli tak by się nie stało, wówczas zapewne władze europejskie nie zgodzą się na pełne ME w Warszawie. Rozgrywanie meczów tylko w grze pojedynczej nie ma sensu. Chodzi zapewne o dystans społeczny w deblu i mikście, ale nie przesadzajmy. Jeśli jednak byłaby taka propozycja ETTU, wtedy lepiej byłoby przenieść mistrzostwa np. na pierwszy kwartał 2021 roku. To realny termin, ponieważ DME mają zostać rozegrane jesienią 21 - uważa przedstawiciel PZTS.

W ostatnim czasie podstawowy skład "Biało-Czerwonych" tworzyli: Jakub Dyjas, Marek Badowski oraz juniorzy Samuel Kulczycki i Maciej Kubik. Dwaj ostatni po sezonie spędzonym w drugiej lidze niemieckiej, podpisali kontrakt z jednym z najlepszych klubów Bundesligi Liebherr Ochsenhausen.

- Pozytywnie oceniam ich decyzję. Nie chodzi o to, że być może będą mało grać w pierwszej lidze, bo konkurencja jest spora. Oni nagrają się sporo w juniorskich i seniorskich zawodach, pojedynków im nie zabraknie. Najważniejsze, że na co dzień będą mogli skupić się na pracy treningowej w bardzo mocnej grupie w ośrodku w Ochsenhausen. Mam wrażenie, że oni mając teraz 17-18 lat umiejętnościami nawet przewyższają Dyjasa kiedy był w ich wieku. Droga Kuby w Niemczech do Liebherr była dłuższa. Bardzo istotne, że Kubik i Kulczycki będą mieli wielu mocnych sparingpartnerów, a tego im potrzeba - ocenił Dryszel.

Z Ochsenhausen odchodzi Dyjas, który wzmocni Dekorglass Działdowo. Z kolei Patryk Zatówka opuszcza Saarbruecken i zagra w zespole mistrza kraju Kolpingu Frac Jarosław. Obydwa zespoły i klub Badowskiego - Dartom Bogoria Grodzisk Mazowiecki będą faworytami superligi w nowym sezonie.

- Nie znam szczegółów decyzji Dyjasa, prawdopodobnie wpływ miała sytuacja rodzinna. Sam w wywiadzie przyznał, że jest świadomym zawodnikiem, wie jak ma trenować, na co zwracać uwagę i z pewnością w Polsce będzie go stać na sportowy awans. Przykład Anglika Pitchforda pokazuje, że może mieć drugie, lepsze życie po odejściu z Ochsenhausen. On zrobił duży postęp, więc Dyjasa też stać na jeszcze lepsze granie. A co do Zatówki, poprzedni sezon miał w zasadzie stracony z powodu kłopotów z kolanem. Dziś ze zdrowiem jest lepiej, ale pytanie jak z formą tenisową? Zobaczymy czy będzie w stanie wrócić do dobrej dyspozycji, czy jednak będziemy mówić o nim za jakiś czas w kategoriach zmarnowanego talentu. Ale nie dlatego, że Patrykowi się nie chciało, tylko ze względu na zdrowie, które nie pozwoliło wrócić na najwyższy poziom - podkreślił medalista drużynowych mistrzostw świata i Europy, który w jednym zespole występował z Andrzejem Grubbą i Leszkiem Kucharskim.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama