Reklama

Reklama

Matti Hautamaeki: Chciałbym wygrać PŚ

Fiński zawodnik Matti Hautamaeki jest jednym z czołowych skoczków narciarskich na świecie i jednym z głównych rywali Adama Małysza.

Matti w odróżnieniu od Adama zaplanował starty w Letniej GP, ale po słabych występach w w Hinterzarten i Courchevel zrezygnował z dalszych występów. Skoczek zdążył jednak udzielić ekskluzywnego wywiadu INTERIA.PL.

- Jak skomentowałbyś swoje występy w Hinterzarten i Courchevel? Skakałeś raczej słabo, niemniej jednak z dużym zaskoczeniem przyjęto Twoją decyzję o wycofaniu się z Letniego Grand Prix...

Matti Hautamaeki: - W tym roku było zdecydowanie za gorąco. Skakanie w pełnym słońcu jest dla mnie bardzo męczące, poza tym w lecie zawsze mam problemy z formą. Ta obniżona dyspozycja utrzymuje się zazwyczaj aż do początku sezonu. Podejrzewam, że w tym roku będzie podobnie, dlatego postanowiłem zrezygnować z udziału w konkursach w Predazzo i Innsbrucku. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie, przy dyspozycji w jakiej znajduje się obecnie, będzie spokojny, indywidualny trening w Kuopio i może również w Kuusamo.

Reklama

- Innymi słowy lato jest do trenowania, a zima do zmagań w konkursach?

- Tak, dokładnie tak uważam. Letnie Grand Prix jest w zasadzie potrzebne do dwóch celów: żeby "zaprawić konkursowo" młodych zawodników, jak również po to, żeby podejrzeć dyspozycje konkurentów. Jednak ostatnio nawet to "podglądanie" przestało się sprawdzać, bo większość czołowych skoczków nie traktuje letnich konkursów zbyt poważnie.

- Na jednej z konferencji prasowych w Hinterzarten trener Norwegów Mika Kojonkoski stwierdził, że Finowie są indywidualistami w każdym calu...

- W pewnym sensie jest tak rzeczywiście. Każdy skoczek ma swojego osobistego trenera, jako drużyna spotykamy się tylko na konkursach oraz na kilku zgrupowaniach w lecie. Nacisk kładzie się przede wszystkim na osiągnięcia indywidualne, niemniej jednak sukces w drużynie jest dla nas bardzo ważny. Dużo w tej kwestii zawdzięczamy Tommiemu Nikunenowi (szkoleniowiec fińskiej kadry - przyp. red.).

- Nikunen był bardzo krytykowany na początku sezonu, obwiniano go o każdy zepsuty skok. W zasadzie dopiero w Predazzo, gdy zwyciężyliście w tak pięknym stylu, zaczął zdobywać przychylność tak kibiców, jak i mediów.

- I tego właśnie my - jako drużyna - nie potrafiliśmy zrozumieć. Nikunen to fantastyczny trener, profesjonalista, który w młodym wieku osiągnął jako szkoleniowiec bardzo wiele. Od początku pracowało nam się świetnie. Jego przybycie do drużyny było jak świeży podmuch wiatru, spojrzeliśmy na skakanie z innej strony. Myślę, że należą mu się brawa również w związku z Tamim Kiuru. Dzięki sugestiom Nikunena i zmianom jakie wprowadził, Tami wreszcie rozwinął w pełni swój talent.

- A jakie są Twoje cele na nadchodzący sezon?

- Chciałbym oczywiście zwyciężyć w Pucharze Świata. Myślę jednak, że będzie to bardzo trudne, zważywszy na to, że w swoją życiową formę wchodzi właśnie kilku młodych i ambitnych skoczków. Oni będą dużym zagrożeniem i jeśli wytrzymają psycho-fizycznie przez cały sezon, to faktycznie walka będzie zacięta. Jeśli nie uda mi się zdobyć Pucharu, chciałbym znaleźć się przynajmniej w czołowej piątce...

- A jak będzie przekonamy się już niebawem, dziękuje za rozmowę.

- Dziękuje również.

Rozmawiała Magda Kobus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje