Reklama

Reklama

Marta Walczykiewicz mierzy w mistrzostwo świata w kajakarstwie

Mijający rok był bardzo udany dla kajakarki KTW Kalisz Marty Walczykiewicz, która zdobyła złoto mistrzostw Europy oraz tytuł wicemistrzyni świata. W kolejnym sezonie blondwłosa zawodniczka chce być już numer 1 na świecie w olimpijskiej konkurencji K1 na 200 m.

Walczykiewicz kolejny już sezon kończy z sukcesami. Od 2008 roku 26-letnia kajakarka z najważniejszych imprez mistrzostw Europy czy świata regularnie przywozi medale. Nie ukrywa, że ten rok był dla niej wyjątkowo udany, tym bardziej, że na początku sezonu przytrafiła jej się kontuzja.

Reklama

- Z powodu urazu pleców "wypadłam" z treningu, starty stanęły pod znakiem zapytania. To, że tak szybko się pozbierałam, dało mi dodatkową satysfakcję. Co do medali, to bardziej cenię złoto mistrzostw Europy, bo tak naprawdę, to nasz kontynent jest potęgą w kajakarstwie. Poza tym przełamałam passę drugich miejsc na tych zawodach - powiedziała Walczykiewicz.

Większość kibiców filigranową kajakarkę zapamiętała z igrzysk olimpijskich w Londynie, kiedy to w konkurencji K1 na 200 m zajęła piątą lokatę, choć była jedną z faworytek tego wyścigu. Blisko medalu była również w czwórce na 500 m - polska osada była czwarta.

- Ubiegły rok był całkiem niezły, bo zdobyłam wicemistrzostwo Europy. Ale wiadomo, że igrzyska były najważniejsze, a ta impreza nie do końca mi się udała. Słyszałam głosy, opinie ludzi, że ja po tych igrzyskach już się nie pozbieram, że mam coś z głową. Kurczę, piąte miejsce na igrzyskach to nie jest aż tak zły wynik. Takie rzeczy muszą wypisywać ludzie, którzy zupełnie na sporcie się nie znają. W każdym razie tym, którzy postawili na mnie krzyżyk, udowodniłam, że Marta Walczykiewicz jeszcze się nie skończyła - stwierdziła kajakarka.

Jej głównym celem na kolejny sezon jest pokonanie ubiegłorocznej mistrzyni olimpijskiej Lisy Carrington. Nowozelandka zdobyła także mistrzostwo świata na ostatnich MŚ w Duisburgu.

- Myślę, że ona sobie zdaje sprawę, że ja tak łatwo nie odpuszczę. Na pierwszych mistrzostwach świata przegrałam z nią znacząco, ale ten dystans systematycznie zmniejszam. To jest tak naprawdę jedyna zawodniczka ze światowej czołówki, z którą dotąd nie udało mi się wygrać, ani na mistrzostwach świata, ani w Pucharze Świata. Ale chcę pokazać, że ona nie jest niezniszczalna - podkreśliła Walczykiewicz.

Jej zdaniem, jeszcze nie dotarła do kresu swoich możliwości i wierzy, że ma jeszcze wiele lat startów. Nie myśli tylko o igrzyskach w Rio de Janeiro, ale także o kolejnych, które w 2020 roku odbędą się w Tokio.

- Tkwią we mnie jeszcze rezerwy. Już teraz wchodzę w sezon i wyniki pokazują, że jestem szybsza na bieżni. Trudno mi powiedzieć, czy aktualnie jestem w optymalnym wieku jak na ten sport. Moje rywalki są w różnym wieku - Lisa Carrington jest młodsza ode mnie o dwa lata, a Węgierka Natasa Janics starsza o pięć. Josefa Idem z kolei zdobyła ostatni medal olimpijski, mając 40 lat. Patrząc w przyszłość nie myślę tylko o igrzyskach w Rio, ale chciałabym zaliczyć także Tokio. Będę miała wówczas 33 lata, więc jeśli tylko zdrowie dopisze, to dlaczego nie? - spytała retorycznie.

W przyszłym roku, podobnie jak w minionym sezonie, najważniejsze imprezy w kajakarstwie to mistrzostwa świata w Moskwie i Europy w Brandenburgu.

- Do obu imprez będę chciała podejść profesjonalnie, ale jest pewien problem, gdyż między tymi zawodami było zwykle ponad dwa miesiące przerwy. W przyszłym roku ma być tylko niecały miesiąc. Chciałabym obronić tytuł najlepszej w Europy i zdobyć w końcu mistrzostwo świata - zdradziła kajakarka z Kalisza.

Reprezentacja kajakarek w związku ze świętami Bożego Narodzenia otrzymała kilka dni wolnego. Na początku stycznia trener Tomasz Kryk zabiera swoje podopieczne do Jakuszyc, gdzie głównie będą trenować na nartach biegowych. W lutym i marcu kajakarki udadzą się na zagraniczne obozy do Portugalii i Włoch.

Dowiedz się więcej na temat: Marta Walczykiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje