Reklama

Reklama

Marcin Dołęga: Brakuje mi tylko medalu igrzysk

Do kraju wrócili mistrzowie świata w podnoszeniu ciężarów - Adrian Zieliński i Marcin Dołęga. Ten pierwszy był wyraźnie onieśmielony gorącym powitaniem na lotnisku, a Dołęga spokojnie podkreślał, że najważniejszy start czeka go na igrzyskach w Londynie.

Dołęga w Turcji zdobył swój trzeci złoty medal mistrzostw świata. Wcześniej triumfował w 2006 i 2009 roku.

"Dużo łatwiej się zdobywa tytuł mistrza świata niż go broni. Miałem przykład w 2007 roku, wtedy już na początku nie zaliczyłem trzech prób i się nie udało. Tym razem zrobiłem to co do mnie należało i pozostaje mi myśleć o Londynie" - powiedział zawodnik Zawiszy Bydgoszcz.

Podczas igrzysk w Pekinie Dołęga zajął czwarte miejsce. Medal brązowy przegrał wagą ciała, gdyż był o zaledwie 70 gramów cięższy od Rosjanina Dmitrija Łapikowa. Teraz podporządkowuje wszystko temu, by za niespełna dwa lata cieszyć się z olimpijskiego krążka.

Reklama

"W Turcji odpuściłem bicie rekordu świata, bo to jest naprawdę wielki ciężar. Mogłoby mi się coś poważnego stać. Moje kolana nie są w najlepszym stanie, więc trzeba je chronić" - podkreślił 28-letni ciężarowiec.

"Kolejny rok będzie bardzo ciężki, bo igrzyska olimpijskie to są najważniejsze zawody. Ten rezultat, który w niedzielę w Antalyi dał mi złoty medal, w Londynie z pewnością nie pozwoli mi stanąć na podium. Ale stać mnie na lepsze wyniki. Są małe braki w technice i będę nad nimi pracował" - dodał.

Niewykluczone, że podczas przyszłorocznych mistrzostw świata w Paryżu Dołęgi na pomoście zabraknie.

"Wstępnie już rozmawiałem z chłopakami. Ci zawodnicy, którzy potwierdzili swoją klasę w Turcji, za rok nie muszą tego robić. Jeśli pojadą do Francji, to tylko po to, by zdobyć punkty dla drużyny, które dadzą więcej kwalifikacji olimpijskich. W przyszłym roku zamierzamy się skupić przede wszystkim na Londynie" - powiedział trener kadry mężczyzn Mirosław Choroś.

Triumf Zielińskiego był niespodzianką. Choć trener liczył, że 21-letni zawodnik może stanąć na podium, to o złocie jednak nie marzył. Na lotnisku zawodnika pochodzącego z niespełna pięciotysięcznej Mroczy witała ze specjalnym transparentem delegacja złożona m.in. z zastępcy burmistrza Piotra Hemmerlinga, a także prezesa miejscowego klubu Tarpan Henryka Szynala.

"Do igrzysk na pewno zostanę w Mroczy. Chcę zdobyć dla Tarpana medal na tak wielkiej imprezie, a także udowodnić wszystkim, że wywodząc się z tak małej miejscowości można się naprawdę mocno wybić" - podkreślił wzruszony Zieliński, któremu wielokrotnie proponowano zmianę barw klubowych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje