Reklama

Reklama

Kusznierewicz nadal myśli o żeglowaniu, Życki zakończył karierę

Przez wiele lat byli rywalami na łódkach klasy Finn. Potem stworzyli zgrany duet na Starze i sięgnęli po tytuł mistrzów świata. W Londynie pożegnali się z igrzyskami. Dominik Życki zakończył karierę, a Mateusz Kusznierewicz nadal myśli o żeglowaniu.

Urodzony w kwietniu 1975 roku w Warszawie Kusznierewicz pięć razy startował w regatach olimpijskich i w szóstych już nie zamierza. Osiągnął wszystko, o czym może marzyć sportowiec. Zdobył trofea igrzysk, mistrzostw świata, Europy, Polski, a także prestiżowych regat. Nie zawsze stawał na podium, ale - jak przyznał - niepowodzenia go tylko wzmacniały i wzbogacały doświadczenie.

Reklama

- Olimpijski rozdział został definitywnie zamknięty w sierpniu na akwenie w Weymouth ósmą lokatą. Na pewno nie podejmę walki o Rio de Janeiro, co nie oznacza, że kończę z tą dyscypliną. Absolutnie! Mimo upływu 20 lat wyczynowego uprawiania żeglarstwa, ja na tyle je uwielbiam, że się z nim nie rozstanę. Nawet dokładam sobie pewne obowiązki i będę działał w trzech obszarach: sportu, biznesu i edukacji - powiedział mistrz olimpijski z Atlanty (1996) i brązowy medalista z Aten (2004) w klasie Finn.

Jak ujawnił, pracuje już nad projektem stworzenia polskiego teamu, który pod biało-czerwoną banderą startowałby na dużych jachtach morskich w różnych regatach, np. Sydney-Hobart czy podobnych. Na pewno w rachubę nie wchodzi wokółziemski wyścig, a tym bardziej samotny, bez zawijania do portów.

- Niech robią to inni, np. Roman Paszke czy Zbigniew Gutkowski. Taka formuła nie jest dla mnie. Ja chcę upowszechniać modę na żeglowanie po Bałtyku. Bardzo mi zależy, aby jak najwięcej osób poznawało uroki bliskiego nam akwenu. Zachwycamy się innymi, a nie doceniamy tego, co mamy w zasięgu ręki. Cudze chwalicie, swego nie znacie... Będę pracował, by to zmieniać - zaznaczył.

Do realizacji tak ambitnych projektów potrzebne są jednak pieniądze. Kusznierewicz - jak przyznał - przygotowywał się do tego latami, bo z dnia na dzień niewiele można stworzyć.

- Jestem m.in. wyłącznym dystrybutorem jachtów żaglowych i motorowych trzech francuskich stoczni. Mam ośrodki nad Zalewem Zegrzyńskim i na Kaszubach we wsi Swornegacie - wspomniał.

Ceni też bardzo działalność społeczną. Podkreślił, że entuzjazm młodzieży motywuje go do dalszej pracy nad popularyzacją żeglarstwa. Ma satysfakcję, jeśli może komuś pomóc czy sprawić radość. Jest m.in. pomysłodawcą Programu Edukacji Morskiej w Gdańsku, dokąd się przeprowadził w 2009 roku, by być bliżej morza.

- Z tej decyzji jestem dziś bardzo zadowolony. Mogę oglądać z okna wypływające z Motławy bądź cumujące przy nabrzeżu statki, jachty, łodzie. Ale nie można żyć tylko widokiem... W fundacji Navigare realizuję dwa projekty, tj. "Rozwijamy talenty" i "Spełniamy marzenia". Zabieramy w rejsy przede wszystkim mieszkańców domów dziecka. Pokazujemy, że warto mieć jakąś pasję, niekoniecznie żeglarską. Ja np. jestem też zafascynowany golfem i jak tylko mam okazję, jadę na pole grać - podkreślił ambasador Gdańska ds. morskich i komandor Baltic Sail.

Przyznał, że mimo licznych obowiązków i aktywnej działalności więcej czasu poświęci teraz rodzinie - żonie Izabeli i dwuletniej córce Nataszy.

To samo zadeklarował rok starszy od niego, także urodzony w Warszawie, Życki.

- Od 2001 roku jestem żonaty. Małgorzata zawsze wspomagała mnie w kampaniach olimpijskich, nawet zanim zostaliśmy małżeństwem. Jej wsparcie jest nieocenione. Bardzo się cieszy, że po igrzyskach jestem częściej w domu, ale chciałaby, żebym w przyszłości mógł od czasu do czasu... pożeglować. Mam trzy córki: 10-letnią Polę, 8-letnią Maję i 5-letnią Melę. Dwie starsze chodzą na zajęcia do Warsztatowej Akademii Musicalowej, świetnie się uczą, jednak nie przejawiają większego zainteresowania sportem, tym bardziej żeglarstwem. Najmłodsza córka, utalentowana plastycznie i muzycznie, jeszcze nie uczęszcza na żadne zajęcia, ale już sama sobie czyta książki - powiedział.

Tegoroczny mistrz Europy w klasie Star (z Kusznierewiczem) żeglarstwem zajął się przez... przypadek.

- Mając 11 lat wyjechałem z rodzicami na Mazury, gdzie zaciekawiła mnie malutka, drewniana żaglóweczka typu maczek. Choć już wtedy uprawiałem cyklo-trial, czyli jazdę obserwowaną na rowerze, a w przyszłości miałem pójść w ślady taty, który zdobywał medale mistrzostw Polski w trialu motocyklowym, żeglowanie pochłonęło mnie bez reszty. Rzuciłem rower, a ojciec zapisał mnie do klubu, najpierw YKP Warszawa, a trzy miesiące później do KS Spójnia, do którego należę do dziś, a więc już 26 lat. Co ciekawe, tata nawet przez chwilę nie naciskał, żebym jednak kontynuował trial, tylko od samego początku wspierał mnie w żeglarstwie - wspomniał Życki.

Na Finna wsiadł po dwóch sezonach pływania na Cadecie, gdy miał niespełna 15 lat. Był jednak wyrośnięty i dawał sobie radę na tej dużej łódce. Żeglował na niej do 2001 roku, przez 13 sezonów. Był m.in. mistrzem Europy juniorów w 1993 roku, w następnym Polski, rywalizując w tej klasie z Kusznierewiczem, który zaproponował mu stworzenie duetu na Starze.

Słyszałem takie pogłoski kilka tygodni po zakończeniu igrzysk w Atenach, gdzie Mateusz zdobył brązowy medal i ogłosił rezygnację z dalszego żeglowania na Finnie, ale spodziewałem się, że chodzi o mnie. Jego propozycja stanowiła dla mnie wielkie wyróżnienie" - zaznaczył.

Mistrz świata z 2008 roku na razie nie ma żadnych planów żeglarskich. Chce odpocząć po bardzo intensywnej i wyczerpującej kampanii Londyn 2012. Koncentruje się na rodzinie i pracy w miesięczniku "Żagle". Ma jeszcze inne hobby: stare samochody, czytanie, modelarstwo, narty, podróże.

- Pewnie kiedyś wrócę do sportu, ale już na pewno nie w wydaniu olimpijskim. Na to trzeba poświęcić się całkowicie. Czy myślę o wokółziemskim rejsie? To wyzwanie, a zwłaszcza w formule wyścigu, dla bardzo odważnych żeglarzy. Zmagania w Vendee Globe obserwuję z wielkim zainteresowaniem i emocjami, nawet po wycofaniu się "Gutka", czyli Zbyszka Gutkowskiego. Jednak to nie jest typ regat, w których marzyłbym wystartować. Ja lubię krótkie wyścigi, możliwie blisko brzegu. Choć jestem pełen podziwu dla żeglarzy ścigających się dookoła świata, zupełnie nie kusi mnie udział w takich regatach - przyznał absolwent Politechniki Warszawskiej (Wydział Mechaniczny Energetyki i Lotnictwa).

Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Kusznierewicz | Dominik Życki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje