Reklama

Reklama

Konieczna: Motywacji nie brakuje, wciąż marzę o olimpijskim złocie

Trzykrotna medalistka igrzysk olimpijskich kajakarka Aneta Konieczna (Warta Poznań) nie zamierza kończyć kariery. 34-letnia zawodniczka nie czuje się do końca spełniona sportowo, bo w w niezwykle bogatym dorobku brakuje jej olimpijskiego złota.

Konieczna to najbardziej utytułowana polska kajakarka. Startowała na pięciu igrzyskach olimpijskich - w Atlancie, Sydney, Atenach, Pekinie i Londynie i zdobyła trzy medale - dwa brązowe i jeden srebrny. Po ubiegłorocznym występie na torze w Eton, gdzie zajęła 10. miejsce w K1 i czwarte w czwórce, zapowiedziała, że zamierza kontynuować karierę nawet do igrzysk w Rio de Janeiro.

"Skąd biorę motywację? Nie mam po prostu złotego medalu olimpijskiego. W moim przypadku to jest taka niespełniona rzecz. Na pewno nie pieniądze trzymają mnie przy sporcie. W kajakach nigdy nie było wielkich premii, nagród, ja nigdy nie miałam strategicznego sponsora. A szkoda, bo to fajna dyscyplina, ale niestety nie jest tak popularna jak piłka nożna, siatkówka czy skoki narciarskie" - powiedziała PAP zawodniczka Warty Poznań.

Reklama

Kajakarka podkreśliła, że w przypadku jej dyscypliny zaawansowany wiek nie stanowi jakiejkolwiek przeszkody.

"Trzeba uczciwie powiedzieć, że nie ma już zbyt wielu starszych kajakarek, które jeszcze trenują. Poza tym wiele osób chciałoby w życiu móc robić to, co się lubi. Ja mam to szczęście, kocham kajakarstwo, uprawianie tego sportu wciąż sprawia mi satysfakcję. Chociaż jest czasami ciężko, człowiek miewa chandrę, słabsze dni. Ale jak już się stanie na podium i ten medal zawiśnie na klatce piersiowej, to człowiek wie, że dokonał jednak właściwego wyboru" - dodała.

Ostatni sezon był dla niej wyjątkowo trudny. I to nie tylko przez to, że był rokiem olimpijskim. Na kilka miesięcy przed igrzyskami u zawodniczki wykryto raka. Nie tylko start w Londynie był zagrożony, ale przede wszystkim jej zdrowie.

"Na pewno pozostał żal, że lepiej nie wystartowałam na jedynce. Z kolei w czwórce, choć pobiłyśmy nieoficjalny rekord świata, byłyśmy tuż za podium. Z drugiej strony, patrzę na to inaczej. Trzy miesiące przed igrzyskami dowiedziałam się, że mam raka i mój start na igrzyskach był zagrożony. Gdy już wszystko wychodziło na prostą, poinformowano mnie, że nie będę startować w tej konkurencji, do której przygotowywałam się przez cztery lata (K2 na 500 m - PAP). Reasumując - ten start był dobry i chyba nie zawiodłam. Człowiek nie zawsze może sobie radę dać ze wszystkim" - przyznała Konieczna.

Jak poinformowała, ostatnie wyniki jej badań są pozytywne, choć musi upłynąć jeszcze kilka lat, by być pewnym, że pokonało się chorobę.

"Na razie wszystko idzie w dobrym kierunku. Podczas każdej wizyty w Centrum Medycyny Sportowej w Warszawie mam robione tzw. markery, są to takie badania stwierdzające poziom komórek nowotworowych w organizmie. Oprócz tego jestem pod stałą kontrolą specjalisty. Tak naprawdę musi upłynąć pięć lat, by jednoznacznie stwierdzić, że zostałam wyleczona" - wyjaśniła kajakarka.

Konieczna przed zbliżającym się sezonem w nieco ograniczonym wymiarze trenowała wspólnie z pozostałymi kadrowiczkami. Była na jednym obozie górskim w Szklarskiej Porębie i na jednym zgrupowaniu w Portugalii.

"Moja sytuacja rodzinna nie pozwala mi na uczestniczenie w zbyt wielu wyjazdach kadrowych. Dlatego większość czasu trenuję w swoim klubie - Warcie Poznań. Pogoda nam faktycznie w tym roku nie sprzyjała, na początku kwietnia mieliśmy mieć konsultację w Wałczu, ale została odwołana. Na tamtejszym jeziorze można wówczas było co najwyżej na łyżwach pojeździć. Na Warcie było ciut lepiej, choć też lodu nie brakowało. Jeśli pogoda nie dopisywała, to ćwiczyłam na ergometrze kajakowym" - wspomina.

Dla Koniecznej igrzyska w Rio de Janeiro są jeszcze odległym tematem i skupia się na najbliższych imprezach międzynarodowych. Priorytetem dla niej są tegoroczne mistrzostwa Europy i świata. Choć sezon poolimpijski często jest traktowany przez zawodników nieco luźniej, poznańska kajakarka przyznała, że polscy sportowcy nie mogą pozwolić sobie na taki "luksus".

"Nas po prostu nie stać na to, żeby lżej potraktować jakiś sezon. Musimy zdobyć medal mistrzostw świata czy Europy na dystansie olimpijskim - to pozwala na otrzymanie stypendium. Brak medalu może oznaczać dla nas poważne pogorszenie się sytuacji finansowej" - podsumowała Konieczna.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje