Reklama

Reklama

Kinga Baranowska nie rezygnuje z wejścia na Shisha Pangmę

Kinga Baranowska, po niedawnej pierwszej nieudanej próbie zdobycia siódmego w karierze ośmiotysięcznika - Shisha Pangmy (8027 m n.p.m.), nie zrezygnowała z wejścia na szczyt. Warunki pogodowe są nadal trudne; wieje bardzo silny wiatr.

"Zaczęła się walka. Psychiczna, by wytrzymać. Wiatr działa na psychę, szczególnie kiedy siedzi się w namiocie. W nocy miałam wrażenie, że mój namiot odfrunie i polecę jak Sindbad na dywanie. Tak jest od paru dni. W bazie wiatr wieje z prędkością ponad 60 km na godzinę i wywraca wszystko co napotka" - przekazała 34-letnia alpinistka.

Według prognoz wiatr ma nieco osłabnąć w połowie miesiąca (w okolicach szczytu do 50 km/godz.). "Próbujemy. Wychodzimy do góry w czwórkę. Nie wiemy jednak jak głęboki jest śnieg, czy nasze rzeczy, z niezbędnymi kombinezonami puchowymi chociażby, są w namiotach. Dlatego też zabieramy niektóre duplikaty" - dodała.

Reklama

Pierwszą i jedyną Polką, która stanęła na wierzchołku Shisha Pangmy była Wanda Rutkiewicz w 1987 roku. Jej to Kinga Baranowska zadedykowała kwietniowo-majową wyprawę na swój szósty ośmiotysięcznik Kanczendzongę (8596 m). Na stokach tej właśnie góry zaginęła 13 maja 1992 roku Rutkiewicz.

Przez wiele lat Shisha Pangma znana była pod sanskrycką nazwą Gosainthan, co oznacza Miejsce Świętych. Przyjmuje się, że nazwa góry wiąże się z jej położeniem w pobliżu świętego jeziora Hindusów, które znajduje się przy granicy po stronie nepalskiej. Ma też swoją tybetańską nazwę - Grań nad Trawiastą Równiną oraz chińską - Zła Pogoda (nawiązuje do gwałtownych zjawisk atmosferycznych występujących w okolicy tego odosobnionego szczytu).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje