Reklama

Reklama

Karol Ząbik. Wielki talent z jeszcze większym pechem. Wyprzedzał Golloba na samej mecie

Wyniki wychowanka Apatora Toruń niemal od samego początku wskazywały, że mamy do czynienia z zawodnikiem wielce uzdolnionym. Niestety, Karol Ząbik oprócz ogromnego potencjału, miał co najmniej równie dużą dawkę pecha, który uniemożliwił mu zrobienie wielkiej światowej kariery. Dość duży wpływ na życiowe losy zawodnika miał także Damian Baliński, który brał udział w obu najgroźniejszych upadkach Ząbika.

Gdy tylko w 2003 roku Karol Ząbik pojawił się na żużlowcych torach, wzbudził spore zainteresowanie obserwatorów. Nie tylko z racji znanego dzięki ojcu nazwiska. Młody zawodnik od pierwszych chwil na torze radził sobie świetnie i wraz z Adrianem Miedzińskim stworzył najlepszą parę młodzieżową w kraju, która była groźna nawet dla seniorów. Przekonał się o tym sam Tomasz Gollob, którego Ząbik potrafił wyprzedzić na samej mecie. Było jasne, że wkrótce Karol będzie musiał powalczyć o trofea międzynarodowe, bowiem wyraźnie wybijał się ponad poziom krajowych juniorów.

Reklama

Po raz pierwszy w kadrze pojawił się jako 19-latek, w roku 2005. Wraz z kolegami z młodzieżowej reprezentacji zdobył złoto DMŚJ. Już rok później był mistrzem indywidualnie i wówczas wydawało się, że tylko kwestią czasu jest to, kiedy będzie mistrzem świata seniorów. Jazda Ząbika i jego pewność oraz regularność kazały myśleć, że takiego talentu nic nie będzie w stanie zatrzymać. Na arenie krajowej także radził sobie świetnie: zdobył złoto MIMP, miał już srebro DMP, wygrywał Srebrny Kask.

Gdy rok później przystępował do obrony tytułu najlepszego juniora globu, dobitnie przekonał się o znaczeniu powiedzenia: pycha kroczy przed upadkiem. Ząbik był tak pewny zwycięstwa, że wykupił już przed zawodami salę w hotelu, by świętować triumf. Przyjechał do Ostrowa kilka dni przed finałem i sam sobie tym przeszkodził. - Ugotowałem się w sosie tych zawodów. To był błąd - mówił później. Ostatecznie Ząbik skończył w ogóle bez medalu, co nieco sprowadziło go na ziemię i pokazało, że nawet najlepszym potrzeba odrobiny pokory.



Na ziemię - i to dosłownie - sprowadził go także w 2006 roku Damian Baliński. W Lesznie podczas meczu ligowego doszło wówczas do jednego z najbardziej makabrycznie wyglądających upadków w historii żużla. Jadący przed Ząbikiem Baliński wykręcił tzw. bączka, a widząc nadjeżdżającego rywala po prostu puścił w niego motocykl. Ząbik dostał nim prosto w głowę i wygiął się jak struna. Wyglądało, jakby zginął na miejscu. Ostatecznie doznał złamania podstawy czaszki, kości twarzo-czaszki, kości skroniowej i klinowej. W tym wszystkim chyba i tak mógł mówić o szczęściu.

Wrócił na tor, ale w odczuciu wielu obserwatorów nie był już do końca tym samym zawodnikiem, choć nadal miał sukcesy. Powtórzył złoto DMŚJ, był jednym z liderów drużyny. Nieco słabiej zacząć jednak prezentować się w lidze, gdzie nie był już tym błyskotliwym chłopakiem, który zachwycał toruńskie i nie tylko toruńskie trybuny. Ząbik punktował, straszył nazwiskiem, ale nie był w stanie nawiązać do wyników z lat juniorskich, kiedy to potrafił w niektórych meczach być wiodącą postacią Apatora.

Gdy wydawało się, że mozolnie zmierza ku odbudowie poziomu sportowego, na jego drodze znów stanął Damian Baliński. Podczas finału IMP 2009 zawodnicy sczepili się na prostej startowej i z dużym impetem uderzyli o tor, a następnie o bandę. Ząbika wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej. Jako że był to już kolejny jego uraz głowy na przestrzeni ostatnich sezonów, sytuacja nie była wesoła. Po upadku w Toruniu wydawało się, że może lepiej dla Ząbika, gdyby zakończył karierę. 

Wrócił jednak po raz kolejny, lecz od tego czasu jego kariera była mocno nieregularna i wyhamowała na dobre. Toruński klub starał się mu pomagać, wypożyczał do Ostrowa czy Gdańska. Ciągle wierzono, że Ząbik upora się z demonami przeszłości i wróci do poziomu, jaki z pewnością był mu pisany. Porównywano go do Adriana Miedzińskiego, z którym zaczynał karierę, a który był wówczas u szczytu formy. To też na pewno Karolowi nie pomagało. Z roku na rok było widać u niego coraz większe zrezygnowanie.

W 2015 roku Ząbik podjął decyzję o zakończeniu kariery, w wieku zaledwie 29 lat. Być może nie chciał już kusić losu. Jego przypadek można porównać do austriackiego skoczka narciarskiego, Thomasa Morgensterna, który również miał ogromny talent do sportu oraz... upadków. On także był mistrzem świata i też zakończył przygodę w wieku 29 lat. Śmiało można powiedzieć, że Karol Ząbik jest przykładem tego, że w życiu oprócz talentu i pracy trzeba także mieć szczęście, którego jemu niestety zabrakło.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!



Dowiedz się więcej na temat: żużel | Apator Toruń | Karol Ząbik | Jan Ząbik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje