Reklama

Reklama

Karasińska: To mój największy sukces

Długo musieli czekać kibice na to, żeby zobaczyć polską zawodniczkę podczas drugiego przejazdu alpejskiego Pucharu Świata. Sztuka ta udała się Katarzynie Karasińskiej w Santa Caterina. Polka zajęła ostatecznie 27. miejsce.

Długo musieli czekać kibice na to, żeby zobaczyć polską zawodniczkę podczas drugiego przejazdu alpejskiego Pucharu Świata. Sztuka ta udała się Katarzynie Karasińskiej w Santa Caterina. Polka zajęła ostatecznie 27. miejsce.

- Od dawna wiedziałam, że stać mnie na awans do trzydziestki w Pucharze Świata, tylko musiał przyjść moment, by się przełamać - powiedziała Karasińska na łamach "Przeglądu Sportowego".

- W niedzielę wyszłam na stok podbudowana sobotnim zwycięstwem (Karasińska wygrała slalom w Leukerbad zaliczany do Pucharu Kontynentalnego) i to miało ogromne znaczenie. Śnieg był wprawdzie trudny, "trzymający", ale trasa w Santa Caterina była dobrze przygotowana i zjeżdżając z numerem 42 nie miałam gorszych warunków niż alpejki z czołówki - relacjonowała Karasińska, która pierwszy przejazd ukończyła na wysokim 16. miejscu. W drugim nie było już tak rewelacyjnie, ale pierwsze punkty zdobyte przez naszą alpejkę w Pucharze Świata muszą cieszyć.

Reklama

- Drugi przejazd nie wyszedł mi tak, jak pierwszy. Nie wiem, czy się spięłam, może podświadomie tak się stało. Psychicznie czułam się jednak bardzo dobrze, między innymi dlatego, że był z nami psycholog Kamil Wódka. Mimo, że w tym sezonie pracuje także z Adamem Małyszem i kadrą skoczków, nie zaniedbuje nas i gdy tylko może, towarzyszy nam podczas zawodów - stwierdziła podopieczna austriackiego trenera Rolanda Baira.

- Nowy rok rozpoczęłam znakomicie, to mój największy sukces w karierze. Liczę, że podtrzymam dobrą passę podczas następnych slalomów PŚ w Zagrzebiu i Mariborze - dodała Karasińska.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL